22 października 2016

[FILM] AOHARAIDO


http://2.bp.blogspot.com/-ki-Ozg8WhTE/VTR0KubLg-I/AAAAAAAABDE/NhxOCbsaUVg/s1600/tumblr_ncmmyukvRb1tnjxaco10_1280.jpg

Swego czasu nie wyobrażałam sobie, żebym mogła oglądać japońskie filmy. Nie myślałam wówczas o dramach. Parę razy usłyszałam o ekranizacjach moich ukochanych mang, ale nie czułam potrzeby ich oglądania. Nie ma jednak nic bardziej irytującego niż niedokończona historia.
Tym sposobem obejrzałam Aoharoido. Nie jest to jednak mój pierwszy japoński film – na samym początku, tuż po obejrzeniu anime Death Note, trafiłam na live action, jednak był to całkowity przypadek. Tym razem, niezadowolona z zakończenia anime, postanowiłam wreszcie znaleźć filmową wersję, bo przedstawiała wydarzenia z całej mangi. Faktycznie, tego odmówić ekranizacji nie można – fabuła została dopięta na ostatni guzik, ale czy mogę powiedzieć, że w pełni mnie zadowoliła?
Tę historię większość z was zna jako Ao haru ride albo Ścieżki młodości, bo pod tym tytułem wydawnictwo Waneko wydało mangę w Polsce. Jest to romans, nie mam powodów, aby ukrywać ten fakt pod tonami peryfraz i jeszcze wmawiać wam, że jest inaczej. Główny wątek dotyczy pary bohaterów: Futaby Yoshioki i Kou Tanaki lub, w zależności od momentu, Mabuchiego, których znajomość rozpoczyna się już w gimnazjum. Wtedy też Futaba pierwszy raz spotyka Kou i – co raczej nikogo nie zdziwi – zakochuje, lub też daje się zauroczyć. Nie obędzie się bez cichych wzdychań i mniej lub bardziej ukradkowych spojrzeń, przecież to pierwsze zakochanie w życiu bohaterów. Oboje wydają się niewinni i niepewni, dlatego ich relacje znajdują się na granicy. Z jednej strony prawie ze sobą nie rozmawiają, z drugiej ich serca biją jak szalone przy przypadkowych spotkaniach. Jednakże życie uwielbia płatać figle, a Kou wkrótce znika bez słowa.
Czas leci nieubłaganie i Futaba wkrótce idzie do liceum. Jako że gimnazjalnych czasów dobrze nie wspomina, postanawia całkowicie zmienić swój wizerunek. Natura nie poskąpiła jej urody, więc od zawsze miała wśród chłopaków powodzenie. Nie musiała zabiegać o uwagę, co jedynie sprawiło, że liczba wrogo nastawionych do niej uczennic niebezpiecznie wzrastała. Wreszcie doszło do tego, że została całkowicie wykluczona z grona koleżanek. Aby zapobiec temu, w liceum kreowała się na chłopczycę – roztargnioną bałaganiarę, która potrafi pochłonąć nieograniczone porcje jedzenia, aby tylko żaden chłopak nie myślał o niej jak o dziewczynie. Chociaż było to dla niej trudne, starała się jak mogła, aby tym razem nie zrazić do siebie swoich przyjaciółek. Możliwe, że wytrwałaby w tym postanowieniu do końca szkoły, ale pewnego dnia dostrzegła znajomego chłopaka. Zapewne nie sądziła, że ten krótki moment ponownie namiesza jej w życiu. Jak się potem okazuje, to ta sama osoba, w której podkochiwała się w gimnazjum. Teraz jednak nosi zupełnie inne nazwisko, a wszystko za sprawą rozwodu rodziców. Zamiast Kou Tanaki, Futaba widzi Kou Mabuchiego, co początkowo wprowadza zamęt, jako że Japończycy mówią do siebie po nazwisku, jeżeli nie są w bliskich relacjach.
Tutaj też zaczyna się właściwa akcja zarówno mangi, jak i anime czy filmu. Kolejne spotkanie głównych bohaterów jest całkowicie odmienne niż pierwsze. Ani Futaba, ani Kou nie są tymi samymi osobami, którymi byli wcześniej. Dziewczyna jest jeszcze bardziej zagubiona, a chłopak z miłego i nieśmiałego stał się niemiłym i do bólu szczerym człowiekiem. Aż nazbyt bezpośrednim, co świetnie kontrastuje z postawą Yoshioki, której z trudem przychodzi mówienie wielu rzeczy. Zdarza jej się udawać kogoś, kim nie jest, a także robić rzeczy dla dobra przyjaciół, pomimo tego, że ją ranią.

https://az616578.vo.msecnd.net/files/2016/04/02/635951607424678482657370123_tumblr_nc25f38NOA1trxr1oo3_500.gif

Mimo lekkiej schematyczności, ja wciąż kocham tych bohaterów, naprawdę. Całym sercem jestem za upartą Futabą, która chociaż nie potrafi zdobyć się na wyznanie, nie poddaje się, a także wzdycham do problematycznego Kou. Mam wrażenie, że ludzie błędnie go oceniają, uważając za osobę z rozdwojoną osobowością. Biorąc pod uwagę jego historię i ranę, która po dziś dzień nie daje mu żyć, ja się wcale nie dziwię jego zachowaniu. Ani temu, że odsuwa się od ludzi, ani temu, że stara się ich do siebie zrazić. Robi to na swój własny sposób, nieporadnie, ale czy wszystko musi być idealne? Brakuje mu delikatności, którą wykorzystałby na pewno celowo wykreowany łamacz niewieścich serc. Jednak tu mamy Kou. Zagubionego w życiu chłopaka, który chce od życia tego, czego – jego zdaniem – mieć nie może. Dlatego właśnie jego postać jest tak kontrastowa. Stara się, ale nie potrafi do końca zaprzepaścić tego wszystkiego.
Nie można zapomnieć o pozostałych bohaterach, a między innymi o Yuuri Makicie, Shuuko Murao, Ayi Kominato i Toumie Kikuchim czy też Youichi Tanace. Każdy z nich otrzymał własne, honorowe miejsce w fabule i swoje wyjątkowe losy. Ich pojawienie nie ogranicza się do sytuacji, kiedy mogą pomóc lub przeszkodzić związkowi Futaby i Kou, im też poświęcono czas w takim stopniu, aby rozwinąć wątki poboczne. O ile Yuuri nie zdobyła mojego serca, to kibicowałam Ayi, a także polubiłam Shuuko i Youichiego. O wiele mniej w filmie było Toumy, więc nie zapałałam do niego taką miłością, jak wiele osób po przeczytaniu mangi. Mimo wszystko uważam jednak, że bohaterowie to naprawdę mocna strona tej historii. Nie odnosi się wrażenie, że to nowe wcielenia znanych już postaci.

http://65.media.tumblr.com/ed8ce65e434134771f8bb0d0424178d5/tumblr_inline_ntp0lyKoDb1ramtm9_500.png

Nawet schematyczność wątków, które pojawiają się w prawie każdym szkolnym romansie, nie rzuca się aż tak w oczy. Jest wiele scen, które łapią za serce, wzruszają, wprawiają w osłupienie. Każdy moment wywołuje emocje, czuć te wszystkie kłębiące się dookoła uczucia. Chociaż film odbiega od wydarzeń z mangi, bardzo ładnie przestawia całą historię. Nie ma co się dziwić, że wiele scen zostało wyciętych, zmienionych lub w ogóle zamienionych. To tylko dwie godziny na zmieszczenie aż trzynastu tomów (53 rozdziałów). Reżyserowi udało się zachować kolejność wątków i nie zapomnieć o logice. A ja właśnie dlatego zdecydowałam się obejrzeć wersję aktorską – aby poznać koniec bez kupowania mangi lub czytania jej po angielsku. Tę rolę film spełnił na pewno i jestem z tego zadowolona, ponieważ anime urwało się w połowie, niewiele tak naprawdę wyjaśniając.
Nie wiecie, jak długo przekonywałam się do aktorów! O ile podobali mi się Touma i Aya, to reszta postaci trochę mi zgrzytała. Do Shuuko większych zastrzeżeń nie mam, tak samo do Yuuri, po prostu bardziej podobała mi się wersja mangowa. Z Kou był ten problem, że o ile z wyglądu mi całkiem pasował, tak gorzej było z jego grą aktorską. Nie chodzi o to, że źle grał, po prostu – jako że jestem zarówno po mandze, jak i anime – ta rozbieżność w animowanym i filmowym wydaniu nie dawała mi spokoju. Czasami zachowywał się dość dziwnie. Dodatkowo bardzo, ale to bardzo nie cierpię sceny, w której Kou ukrywa płaczącą Futabę. Moment ten w anime wyszedł prześlicznie, aż człowiek sam chciałby, aby ktoś go w ten sposób uratował, ale w filmie? Myślałam, że Futaba krzyknie z bólu, dosłownie.


Tutaj to wygląda całkiem ładnie w obu wydaniach. Nie potrafię znaleźć odpowiedniego gifa, dlatego jedynym sposobem, abyście mnie zrozumieli, jest obejrzenie tego filmu (do czego szczerze zachęcam). Jednakże Kou to nie jest największy problem ekranizacji. Najgorsze, co mnie spotkało, to… Futaba. Ta aktora w ogóle nie pasuje do uroczej bohaterki mangi. Jej sposób mówienia dobił mnie ostatecznie. Prawie zawsze się jąkała, przerywała w nieodpowiednich momentach, brakowało jej czasami tej pewności siebie, którą przejawiał jej mangowy odpowiednik. Jak ktoś dobrze zauważył – niewiadomo, czy ona się śmieje czy płacze. Wyraz jej twarzy prawie nigdy nie zgadzał się z tym, co mówiła lub próbowała przekazać. Chciałam na nią nie patrzeć… Na pewno popsuła mi po części seans, szczególnie tego, czego nie poznałam w wersji rysunkowej. Nie mogłam nałożyć na ten obraz drugiego, który zatarłby niemiłe wrażenie. Nie chcę jednak osądzać jej talentu aktorskiego – możliwe, że tylko ta rola do niej nie pasowała.
Nie zrażajcie się jednak doborem aktorów, bo film ten wciąż jest ekranizacją świetnej mangi z bardzo dobrą fabułą, która – chociaż stylizowana jest na szkolny romans – ma do zaoferowania znacznie więcej. Pojawi się wątek zakazanej miłości uczennicy do nauczyciela, śmierci i depresji. Bohaterowie nie podążają ślepo przed siebie, a każdy ich czyn poprzedzony jest prawdziwymi rozważaniami zgodnymi z charakterem postaci. Uważam tę historię za wyjątkową. Wciągającą i niestarającą się udawać zbyt poważnej. Nie jest też aż nadto cukierkowata, chociaż zdecydowanie dziewczęca.
Jednak nawet jeśli obejrzycie film – sięgnijcie po mangę i anime, naprawdę warto. Ja wciąż wierzę, że kiedyś powstanie animowana kontynuacja. A do tego czasu może wreszcie zabiorę się za dokończenie mangi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz