25 października 2016

[KSIĄŻKA] ŁATWOPALNI AGNIESZKA LINGAS-ŁONIEWSKA



Ludzie są tacy niecierpliwi. Płoną w oczekiwaniu na to, co nadejdzie, i nie chcą poczekać na jakiekolwiek wyjaśnienie, jeśli to coś nie nadchodzi. *


http://ecsmedia.pl/c/latwopalni-tom-1-b-iext41792614.jpgZawiodłam się. Szczerze i boleśnie, jakbym oczekiwała od tej powieści czegoś zupełnie innego. Faktycznie tak było, chociaż może to wina sposobu, w jaki Agnieszka Lingas-Łoniewska przedstawiła historię Moniki i Jarka? Nie zabrakło emocji tak bardzo wychwalanych przez czytelników. Autorka nie zapomniała też o trzonie opowieści, o pomyśle, jednak według mnie sprawdził się on jedynie dzięki dynamice napływających z wszystkich stron uczuć. Gdyby nie one, książka okazałaby się płaską, powielaną po wielokroć historią.
Nie wiem, dlaczego próbowałam zamknąć Łatwopalnych w tak sztywnych ramach. Nadal w to nie wierzę. Odgórnie narzuciłam jej część wydarzeń i pomysłów, które wydawały mi się o wiele ciekawsze niż te wykorzystane przez autorkę. Myślę, że można było z tej miłosnej historii wycisnąć więcej i wcale nie chodzi mi o niepełne zakończenie, bo wiem, że Łatwopalni są trylogią. Jest kilka momentów, które niemalże całkowicie zepsuły mi lekturę i końcówkę miałam ochotę jedynie przewertować, przeczytać wyłącznie część, która wydaje się ważna dla dalszych wydarzeń. Chociaż z drugiej strony: po co, skoro nie czuję się zachęcona do dalszej lektury i prawdopodobnie nigdy (albo przynajmniej nie w najbliższym czasie) nie sięgnę po kontynuację? Chyba tylko po to, żeby móc wystawić powieści ocenę z czystym sumieniem, bez zastanawiania się, czy może czegoś istotnego dla historii nie pominęła. Otóż: nie.
Łatwopalni opowiadają historię dwójki młodych ludzi – Moniki Rudzkiej i Jarka Minca – których życie zdążyło doświadczyć. Ona została skrzywdzona przez mężczyznę, przez co jej dalsze funkcjonowanie w rodzimym miasteczku stało się pełną bólu egzystencją, a on jest prześladowany przez wspomnienia i wyrzuty sumienia, dlatego nie potrafi osiąść w jednym miejscu na stałe, nie wraca też na dłużej do matki. Oczywiście czym byłaby historia o miłości, gdyby główni bohaterowie nigdy się nie spotkali? Nic więc dziwnego, że mężczyzna z czasem dociera na Dolny Śląsk aż do niewielkiej, urokliwej mieściny i trafia – nieprzypadkowo! – do domu państwa Rudzkich, w którym wita go nauczycielka języka polskiego, Monika. Jest o wiele więcej sytuacji, które w jakiś sposób łączą głównych bohaterów – zdecydowanie był to sposób na zawiązanie akcji, żeby ich rozmowy wyglądały w miarę naturalnie i czytelnik nie odnosił wrażenia, że wszystko zależne jest wyłącznie od woli autora.
Ciężko jest mi pisać o jakichkolwiek plusach powieści. Jak wspominałam, ładunek emocjonalny, jakim wypełniona jest powieść, potrafi przytłoczyć, kiedy wylewa się falą z kolejnych stron. Zdecydowanie mi się to podobało, niewielu autorów potrafi tak skutecznie opisywać uczucia, żeby czytelnik nie musiał dopowiadać sobie własnych określeń, które według niego pasują do sytuacji. Łatwopalni stanowią wyjątek; obrazują bohaterów poprzez charakter. Jedna tutaj dochodzimy do jednego z większych minusów – niemal absolutny brak opisów, szczególnie takich, które umożliwiłby mi dokładne wyobrażenie sobie odwiedzanych miejsc, tych poniemieckich krajobrazów! Jakiekolwiek obrazy były dla mnie pomalowanym na czarno płótnem, jedynie niektóre próbowały coś sobą reprezentować. Autorka szczątkowo scharakteryzowała wygląd postaci, więc jako że znam osobę o imieniu i nazwisku jednego z bohaterów, widziałam realną postać, a nie tę, którą wykreowała Agnieszka Lingas-Łoniewska. Dla niektórych w efekcie wszystko wychodzi na plus, ale ja nie potrafię żyć bez dokładnych opisów miejsca akcji. Brakowało mi też czynności, jak dla mnie emocje za bardzo przeważały.
Dziwnie to zabrzmi, ale… chyba jestem za młoda na tę płomienną miłość. Gdyby była to książka dla nastolatków, powiedziałabym, że za stara, ale niestety. Nie lubię, nie trawię, nie rozumiem, jak można tak obłędnie zakochać się po wymienieniu kilku(nastu) zdań i spędzeniu odrobiny czasu. Może Monika nie miała kontaktów z innymi mężczyznami poza Grześkiem, swoim byłym, i ewentualnie mężami znajomych i dlatego dała porwać się w wir wyimaginowanej namiętności? Jeszcze zrozumiałabym, gdyby po prostu zakochała się w mężczyźnie dojrzałą miłością, ale nie, kobieta wolała dramatyzować, po części traktowała wszystko szczeniacko. Ich relacja była gwałtowna od początku do końca, ciężko znaleźć jakiś punkt zaczepienia. Odrzuciły mnie też sceny erotyczne, którym brakowało dojrzałości. Autorka wspominała gdzieś tam o zalążku uczucia, ale nie rozwinęła tematu, a zbliżenie potraktowała jako zwykłą chcicę, popęd, jakby to był jedyny sposób, aby wszelkie emocje i uczucia z nich uszły. Niestety tak się nie zdarzyło. A Monika, chociaż zmieniła się w pewnym stopniu, wciąż pozostała naiwna.
Największy żal mam za to, że autorka zrobiła z Jarka uciekiniera, który tak naprawdę nie miał ku temu zbytnich powodów. Inaczej: nie chodzi mi oto, że wydarzenie, które nim wstrząsnęło, było za słabe, a zachowanie wręcz komiczne. Nie przeżyłam takiej tragedii, ale potrafię zrozumieć, jak człowiek się po czymś takim czuje. Jednak kara, jaką sobie wyznaczył, w ogóle do mnie nie przemawia. Sam opis był tak zachęcający! Na początku wyobrażałam sobie Jarka jako… dezertera, uciekiniera, kogoś, kto w jakiś sposób złamał prawo albo został w to wrobiony. Nie podejrzewałam, że ta historia dotyka aż tak bliskiej współczesności.
Brakowało mi też jakiegoś kunsztu. Autorka chyba chciała, żeby całość wyglądała naturalnie i żeby czytało się ją szybko, z przyjemnością i wypiekami na twarzy. Początek owszem, utrzymywał napięcie, wciągał, zachęcał oryginalnością. Sama się zdziwiłam, jak płynnie przekręcam kolejne strony. Jednak z czasem wszystko stawało się mdłe, szarzało, niemalże odpychało. Bohaterowie ciągle przeżywali to samo, prawie w ten sam sposób. Jakby autorce zabrakło słów. Nawet jeżeli książka miała być czytadłem, to ostatnie strony męczyłam, rozkładałam na godziny, dni. Krótka historia, a tyle wysiłku musiałam poświęcić, żeby się z nią zapoznać.
Jeszcze tylko napomknę, że okładka z pewnością skusiłaby mnie do przeczytania tej historii, gdybym nie znała jej wcześniej. Ciekawi mnie tylko, dlaczego ostatni tom ma tak odbiegającą okładkę od reszty i dlaczego autorka wydała tę powieść w innym wydawnictwie.

A my, tak łatwopalni,
Biegniemy w ogień,
By mocniej żyć.
A by, tak łatwopalni,
Tak śmiesznie marni,
Dosłowni zbyt.*

* Cytaty pochodzą oczywiście z Łatwopalnych Agnieszki Lingas-Łoniewskiej. Dodatkowo drugi cytat jest jednocześnie tekstem piosenki Maryli Rodowicz Łatwopalni.

4 komentarze:

  1. Okładka mi się podoba ale na tym niestety koniec :/ raczej nie sięgnę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, okładka przyciąga. Zapadła mi doskonale w pamięci, dlatego właśnie tę, a nie inną powieść pani Agnieszki przeczytałam w pierwszej kolejności.
      Dlatego nie należy ufać okładkom :c.

      Usuń
  2. Cudowna recenzja!!
    I nie ważne, że ma ona negatywny wydźwięk. Mam przed sobą kawał dobrego tekstu! Rzeczowo, na temat i wszystko tak pięknie uargumentowane i wytłumaczone. Oj i zaraz się rozpłynę z zachwytu.
    Przechodząc jednak do rzeczy... Też mnie to zastanawia jak to w niektórych książkach "wielka prawdziwa miłość" następuje po zaledwie jednym spotkaniu, i dwóch wymianach zdań... Trochę nie poważne, takie zabiegi. Ja oczywiście rozumiem, że to fikcja literacka i tego typu podobne argumenty, ale jakoś innym autorom udaje się stworzyć takie perełki, gdzie uczucie dojrzewa wraz z bohaterami i aż przyjemnie się takie książki czyta. Co do książki to jednak negatywny wydźwięk tej recenzji sprawia, że nie czuję się zainteresowana tą książka. Zaoszczędzę sobie czas na przeczytanie czegoś innego.

    Pozdrawiam
    Kejt_Pe
    ukryte-miedzy-wersami.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za miłe słowa. Starałam się uargumentować swoją opinię tak, aby nikt nie posądził mnie o "jechanie" po książce, bo tego, wiadomo, nikt nie lubi. Chciałam też zrobić to tak, aby jednocześnie nie odbierać ludziom całkowicie chęci, a raczej przedstawić fakty. Mogą uznać, że je nieco przerysowałam, ale przecież każdy odbiera książkę inaczej.
      Ale już nie mogłam nie pochwalić sposobu opisywania uczuć :).

      Szczerze - ja nawet lubię takie motywy, ale niech to pierwsze spotkanie naprawdę będzie czymś wielkim, ciekawym, nietypowym... czymś, co naprawdę może wzbudzić takie emocje. Tutaj była rzeczywiście miłość od pierwszego wejrzenia. Zobaczyłam cię i cię kocham, nawet niczym się nie popisałeś, ale przecież czytelnicy chcą, żebym cię pokochał(a)!
      Zdecydowanie ciekawiej jest, kiedy relacja przechodzi inne etapy, głębsze niż kocham cię, teraz cię pocałuję, a na koniec się prześpimy. A nie, prześpimy się jeszcze pięć razy. Nienawidzę tego po prostu. Przejrzałam trochę "Chłopaka, który wchodził do mnie przez okno" i czuję, że to będzie ten sam poziom absurdu, jeśli nie gorszy...

      Nie chciałam, żeby recenzja aż tak odpychała, ale jeżeli kogoś odpycha sam sposób przedstawienia miłości, to faktycznie powinien zrezygnować. Wiem, że gdyby komuś się to podobało, to zignorowałby moją nieprzychylną opinię :).
      Możesz spróbować z inną książką pisarki i dać mi znać, czy ona też ma lepsze dni :).

      Usuń