25 listopada 2016

LIBSTER BLOG AWARD


Co prawda nie zostałam nominowana, ale skoro Kajt_Pe zadała pytania (chociaż już bardzo dawno), na które może odpowiedzieć każdy, pomyślałam, że warto coś o sobie powiedzieć. To też dobry sposób, żeby przedstawić wam książki, które przeczytałam już jakiś czas temu i ich recenzje się tu nie pojawią.
Postaram się, żeby książki się nie powtarzały (albo powtarzały jak najrzadziej), a także żeby odpowiedzi jak najbardziej oddawały moje poglądy. I nie były zbyt przewidywalne :D.


1. Wyobraź sobie, że masz możliwość przenieść się do świata z książki, którą czytałaś. Co to byłaby za książka i dlaczego właśnie ona?


Oczywiście, że Śródziemie. Mogłabym chcieć gdzieś indziej? Taka różnorodność bohaterów! Mogłabym spotkać Legolasa, Aragorna, Gandalfa, Frodo! Ale nie, musiałabym pojawić się tam wcześniej i zdobyć pierścień, żeby poznać Thorina i Kiliego. To jednak żaden problem, poświęciłabym wszystko, żeby tam trafić, a jeszcze więcej, żeby wziąć udział w wydarzeniach.
Muszę wam powiedzieć, że świat Tolkiena jest tak magiczny, tak głęboko zarysowany, że nie chce mi uciec z pamięci. Mimo wszystko pragnie się go poznać bardziej, od podszewki. Chce się mieć wpływ na jego rozwój. Ale naprawdę nie wiem, czy wolałabym być hobbitem, elfem czy człowiekiem!

2. Na co jesteś skłonna przeznaczyć swoje ostatnie pieniądze? Na zakup książki, kosmetyków czy jedzenia?


Książki. Jestem alergikiem, więc kosmetyków i tak prawie nie używam (oczywiście pomijam podstawowe środki do higieny osobistej), a jeść za dużo się nie powinno, na obiad zawsze można wpaść do babci! Albo do rodziców, jeżeli już się z nimi nie mieszka. Tak naprawdę nie lubię wydawać pieniędzy na rzeczy nietrwałe. Tak, naprawdę zdarza mi się żałować, kiedy pójdę od czasu do czasu zjeść coś droższego na mieście. Z kosmetykami też nie przesadzam, dlatego jedyne, na co mogę wydawać pieniądze, to książki. Ale wiecie, tu też trzeba pogłówkować, aby kupić jak najwięcej za pięćdziesiąt złotych. Czasami, kiedy jestem zdesperowana, a danej książki nigdzie nie mogę znaleźć, kupuję w pierwszym lepszym miejscu. Tutaj pozwolę też sobie dodać, że nigdy, ale to przenigdy nie kupię książki w stylu Baśnie Barda Beedle’a za sto złotych. Musiałoby to być coś naprawdę wyjątkowego.
Podsumowując: ostatnie pieniądze wydałabym na książkę, ponieważ do niej można wrócić po tysiąckroć, a ja nie mam w zwyczaju kupować złych książek.

3. Jakie miejsce na świecie chciałbyś/abyś odwiedzić i dlaczego?



  
Pozostanę przy mojej ukochanej Japonii, której jestem wierna już od kilku lat. To nie tak, że inne kraje są okropne albo że uważam Japonię za jedyne właściwie miejsce. Interesuje mnie kultura Japończyków, ich świątynie, ich sposób bycia… Czy naprawdę są tak uporządkowany narodem, czy rzeczywiście niektóre ich pomysły przerastają ich samych. Ich samodzielność… nie, odrębność kulturowa mnie pociąga.
Widokami też nie pogardzę, są przepiękne!
Nie będę ukrywała – chętnie zobaczyłabym niektóre miasta i dzielnice, w których toczą się wydarzenia z mang lub anime. Japońscy rysownicy tak pięknie oddają szczegóły, że nie trudno będzie znaleźć konkretne miejsca.
Japonia tak różni się od Polski, że na pewno wróciłabym z bagażem doświadczeń. Żeby tylko nie spodobało mi się tam za bardzo.

4. Jakie super moce chciałbyś/abyś przejąć od bohaterów książkowych?


Pewnie większość pomyśli, że posiadanie różdżki to najlepsze, co może się człowiekowi przytrafić, albo móc stawać się niewidzialnym czy móc latać. Ale właśnie… prawie wszyscy by to chcieli, a ja postanowiłam pójść krok na przód i opowiedzieć o czymś innym, dlatego… chciałabym tworzyć aony! I mieć własnego Seona. Kreślenie znaków, które byłyby ujściem dla magii, jest czymś dla mnie. I jeszcze żyłabym w takim pięknym świecie…

Jednak tworzenie aonów to bardzo trudna sztuka, dlatego nie obraziłabym się (a nawet ucieszyła jeszcze bardziej), gdyby Atticus O’Sullivan pojawił się w moim domu i zaproponował zostanie druidką. Czerpanie energii z ziemi, możliwość zobaczenia wszystkich panteonów świata… Bo wiecie, Atticus, jako druid, może zrobić praktycznie wszystko, co nie doprowadza bezpośrednio do śmierci. Przez manipulowanie cząsteczkami, mogłabym związać dwie osoby ze sobą i po prostu uciec. Mogłabym rozmawiać ze swoimi psami, porozumiewać się z ziemią i żywiołakami (jakby fragmentami całej ziemi)…
Mam jednak nadzieję, że ta moc nie przyciąga pecha tak katastrofalnego w skutkach jak ten, który dopadł Atticusa.

5. Wyobraź sobie, że jesteś w tarapatach, psuje ci się samochód bądź dowolną inna sytuację w której potrzebujesz pomocy. Jakiego bohatera książkowego wezwałbyś/abyś do pomocy i dlaczego właśnie on/ona?


Totalnie nie wiem. Zastanawiam się, który bohater poradziłby sobie wtedy najlepiej, ale żaden mechanik nie przychodzi mi do głowy. Pomyślałam o Edzie z Posłańca Markusa Zusaka, gdyż jest taksówkarzem, ale on i tak ma dużo na głowie. Najchętniej to bym poprosiła Severusa Snape’a, ale sądzę, że Puchonowi to on by zbyt chętnie nie pomógł… O, o, wiem! Halta! Poprosiłabym o pomoc Halta ze Zwiadowców. On na pewno nie odmówiłby, a do tego czułabym się bezpieczna, w końcu ochrania mnie człowiek, który może zabić w ciągu kilku sekund. Może nawet nauczyłby mnie jeździć konno. Same plusy!
Myślałam jeszcze nad Atticusem, ale jeśli mieliby nas gonić rozwścieczeni bogowie, to jednak wolałabym zostać sama w szczerym polu.

6. Wymień 3 książki/serie książkowe po których nie mogłeś/aś się pozbierać, a jej bohaterowie i wydarzenie kotowały ci się w głowie przez kilka dni. 
  

Bezapelacyjnie pierwsze miejsce zajmuje powieść Johna Boyne’a Spóźnione wyznania. Ryczałam, załamałam się psychicznie i cierpiałam (każdą myślą) przez co najmniej miesiąc. Nie mogłam skupić się na żadnej innej książce, chociaż próbowałam zabić czymś te czarne obrazy. Spóźnione wyznania są smutne od początku do końca. Powiedziałabym, że cała powieść to jedne, wielkie wyrzuty sumienia głównego bohatera na tle II wojny światowej. Tutaj nie chodzi o same mordy na ludziach, nie chodzi tylko o bieganie z karabinem. Książka jest historią o śmierci jednego człowieka – słusznej czy niesłusznej, ocena należy do czytelnika. Jednocześnie jest o miłości dwóch mężczyzn w czasach, kiedy wciąż była zakazana. To studium psychologiczne osób zaplątanych w niewłaściwe uczucie i wojnę. Nie uważam się za najwrażliwszą osobę na świecie (co najwyżej poruszają mnie specyficzne motywy), ale przy tej książce nie mogłam powstrzymać łez (wyobraźcie sobie zapłakaną studentkę wychodzą z wykładu o neutralnej tematyce). Cierpiałam z głównym bohaterem, przeżywałam wszystkie jego uczucia, rozumiałam jego rozdarcie i jednocześnie rozumiałam postępowanie Willa. To zrozumienie doprowadziło mnie na skraj, to przez to – nie ukrywam – wpadłam w depresję. Najpiękniejsze – to słowo niekoniecznie pasuje do kontekstu, więc może raczej niesamowite – jest to, że nawet teraz, po kilku miesiącach, wciąż rozpamiętuję niektóre sceny, wciąż zmieniam scenariusz, wciąż odnajduję tę powieść w innych.
Mogłabym o niej mówić i mówić i nigdy nie przestawać. Gorąco, ale to bardzo gorąco wam polecam, jednakże liczcie się z tym, że możecie przeżywać ją tak samo mocno jak ja.


Drugą książką, która mnie urzekła i do dzisiaj dobrze ją pamiętam, jest Posłaniec Markusa Zusaka. Przy tej powieści nie wylałam morza łez ani się nie podłamałam, w niej piękne było coś innego – naturalność, codzienność. Głównym bohaterem jest zwykły, całkowicie niemagiczny Ed, taksówkarz, który żyje we współczesności, w XXI wieku i nie przeżywa szalonych przygód, a jednak jego życie zmienia się, sam bohater kształtuje się od nowa. Podróżuje po rodzimym mieście i… pomaga. A wszystko zaczęło się od napadu na bank, którego był świadkiem (i zakładnikiem bandyty). Pech (a może szczęście?) chciał, że to właśnie niepozorny Ed uratował przebywających w środku ludzi (czasami warto mieć rozwalające się auto). Od tego momentu życie taksówkarza się zmienia. Ktoś podrzuca mu do mieszkania koperty z zadaniami. Fantastyczne w Posłańcu jest to, że mimo iż podróż po miasteczku jest długa, dokładnie zapamiętujemy wszystkich bohaterów i ich problemy. Gdy odkładamy skończoną powieść, wspominamy występującą na pierwszych stronach Millę.
Definitywnie Posłaniec wygrywa, jeżeli chodzi o prostotę. Opowiadana przez Markusa Zusaka historia może zdarzyć się każdemu. Zdania są krótkie, ale nie rozłączne – to one napędzają całą akcję. Ed to niezaprzeczalnie jeden z lepszych głównych bohaterów. Jest tak ludzki, jak tylko można, cieszy się, a jednocześnie boi, jednak pomaga jak może. Zmienia świat przy pomocy ludzkich rąk. Właśnie tego mi w literaturze brakowało. Normalności, która nie byłaby opisana jako nudna i mdła. Niczyje życie takie nie jest, wystarczy odpowiednio na nie spojrzeć.
Jeżeli znacie tylko Złodziejkę książek, natychmiast nadróbcie wcześniejszą powieść!


Miałam niejaki problem z ostatnią książką, ponieważ nie przychodziło mi do głowy nic, co tak bardzo wyryłoby mi się w pamięci. Dopiero po chwili, gdy spojrzałam na pytanie z innej strony, przypomniałam sobie o Trylogii Ostatniego Maga Heroldów Mercedes Lackey. Co prawda ostatniego tomu nie przeczytałam jeszcze, ale to tylko kwestia czasu (czeka już na mnie). Tutaj przede wszystkim cenię sobie więzi z bohaterami, sposób przedstawienia ich losów a także miłości homoseksualnej. Dwa tomy, które mam za sobą, przepełnione są emocjami, a Vanyel staje się nam bliższy niż ktokolwiek inny. Doskonale rozumiemy jego problemy, a także jego dylematy. Nie mamy do bohaterów żalu, nieważne, jakie decyzje podejmują, są one odpowiednio umotywowane. Nie tak, aby były w naszym stylu. One przede wszystkim powinny pasować do bohaterów.
Ta książka przepełniona jest cierpieniem i samotnością, bólem po stracie. Opowiada o różnych rodzajach cierpienia, pokazuje różne sposoby na radzenie sobie z problemami. Słowa wnikają w czytelnika, wypełniają każdą jego komórkę i nie pozwalają zapomnieć o wydarzeniach.
Ale przede wszystkim jest to trylogia o miłości i jej rodzajach. O miłości do rodziców, o miłości do dzieci, partnera, kochanka, o miłości do przyjaciół czy wybawców. Mimo że jedynie kilkadziesiąt stron jest o miłości między kochankami, to jedne z najpiękniejszych fragmentów. Można poczuć, że ktoś z nami jest i nigdy nas nie opuści.
Za to połączenie miłości i cierpienia powieść zasługuje na miejsce w tej trójce. Tutaj też nie mogłam powstrzymać łez, chociaż nie jest to tak głębokie cierpienie jak po przeczytaniu Spóźnionych wyznań.


Gdy przeczytałam pytanie, od razu na myśl przyszła mi pewna manga – Watashitachi no Shiawase na Jikan Sumomo Yumeki – którą przeczytałam może ze dwa lata temu. Ona pasuje tu tak idealnie… To jedyna manga, którą przepłakałam, która otworzyła mi oczy na ludzkie życie o wiele bardziej niż Posłaniec. Ten tomik jest o niesprawiedliwości. O karze śmierci, która przenigdy – w moim odczuciu – nie powinna mieć miejsca. Ludzkie życie nie jest czymś, o czym możemy decydować. Nawet jeśli uważamy to za potrzebne czy sprawiedliwe. Właśnie ta historia uświadomiła mi, że na karę śmierci można skazać osobę, która na to nie zasługuje.
Wyobraźcie sobie, że zostajecie skazani na śmierć, jednak nie wiecie, kiedy zostanie wykonany wyrok. Żyjecie tak, jakbyście byli zwykłymi więźniami, ale któregoś dnia po prostu zabiorą was do celi śmierci. Tak po prostu. Bez wcześniejszego uprzedzenia. Postawienie się w sytuacji takiej postaci nie jest trudne. Ostatnie dni, tygodnie, a nawet lata przepełnia strach. Bo nikt tak naprawdę nie chce umierać.
Pojawia się tu też bohaterka, która zostaje zmuszona do odwiedzin w więzieniu i rozmów ze skazańcami. Wreszcie udaje jej się zaprzyjaźnić z jednym z nich. A co, jeśli następnego dnia już go nie spotka?
Polecam wszystkim, aby zrozumieli, ile warte jest ludzkie życie i jak wiele może umknąć w trakcie przesłuchań, jak wiele można źle zinterpretować, a zwłaszcza – jak łatwo skazać na śmierć kogoś, kto na to nie zasługuje.

7. Czy zapisujesz gdzieś ulubione cytaty z książek?                     


Właściwie to nie. A przynajmniej nie regularnie. Raczej je zapamiętuję, a jeżeli coś mnie rozśmieszy, często robię zdjęcie i wysyłam przyjaciółce, czemu tylko ja mam się śmiać? :) Właściwie cytaty wykorzystuję tylko w ewentualnych recenzjach, a jedynie te wartościowe (albo takie, które są oznaką jakiegoś kunsztu) zapisuję na dysku. I tak mam ich sporo, a gdybym spisywała wszystkie, sama bym się w nich pogubiła. Często też tak wciągam się w fabułę, że zapominam o czymś takim jak cytaty i zazwyczaj odnajduję je potem w internecie.

8. Twoja najważniejsza i najpoważniejsza miłość książkowa to?


To trudne pytanie. Miłości miałam wiele, naprawdę ciężko mi powiedzieć, która jest tą najważniejszą i najpoważniejszą. Ja ich wszystkich kocham… Rzecz jasna kocham tych, których kocham, nie w każdej książce jest taka osoba. W większości uwielbiam czarne charaktery, jednak znajdą się też i pozytywni bohaterowie. Kocham Kaladina z Archiwum burzowego światła, ale to chyba nie jest ta najważniejsza miłość. Na pewno najświeższa. Jedna z najświeższych.
Takim bohaterem, za którego wyszłabym za mąż (i wiele poświęciła), jest Fitzwilliam Darcy! Może i jest dumnym, trochę zarozumiałym facetem, ale widzę w nim przede wszystkim człowieka, któremu ciężko przychodzi nawiązywanie nowych relacji i przez to właśnie jest odbierany negatywnie. Ale ja go pokochałam za jego czasami uszczypliwe uwagi, a przede wszystkim za szczerość. Nie jest zakłamanym obłudnikiem i nie bałamuci kobiet, a do życia podchodzi krytycznie. Podoba mi się w nim to, że wyraża swoje zdanie, a nie stara się zadowolić innych. I cenię sobie jego niezależność i stałość w uczuciach.
Duma i uprzedzenie jest po prostu cudowna. Jako że (niestety) nie mam książki w domu, ostatnimi dniami pocieszałam się filmem i serialem, ale to tylko jeszcze bardziej rozpaliło we mnie chęć ponownego przeczytania powieści. Muszę jak najszybciej kupić kwiatowe wydanie, aby pasowało do Wichrowych wzgórz i Mansfield Parku (który jeszcze przede mną).

9. Twoje inne pasje oprócz czytania książek to?    


O matko. Jest tego raczej sporo, zawsze lubię robić wiele rzeczy, a potem narzekać, że nie mam czasu. Interesuję się kulturą japońską, mangami czy anime. Czytam i oglądam je często, aczkolwiek ostatnimi czasy mam bardzo mało czasu nawet na książki. Jestem bardzo, ale to bardzo ciekawska. Gdy temat mnie zainteresuje, potrafię przesiedzieć w bibliotece kilka godzin, aby tylko o tym poczytać (wyniesienie niektórych książek jest niemożliwe). Zanim coś napiszę, muszę dowiedzieć się o tym wystarczająco dużo, aby móc prowadzić dyskusję. W ogóle lubię się kłócić, szczególnie wtedy, kiedy mam własne zdanie i nie mogę znieść powielania nieprawdziwych informacji. Interesuję się – trochę – psychologią; lubię pomagać ludziom, ale z psychologią ma to niewiele wspólnego. To raczej empatia i intuicja.
Taką jedną z większych pasji jest pisanie. Nie zaryzykuję stwierdzeniem, że zaczęłam pisać wcześniej niż nałogowo czytać, jednakże jest to na pewno porównywalne. W końcu jako ośmiolatka tworzyłam własny zbiór opowiadań! Potem nawet napisałam książkę, której jednak nie wydałam (i dobrze). Teraz to raczej konkursy, jeśli już, chociaż uwielbiam fanfiction, muszę kiedyś założyć z jakimś bloga.
Jestem wielką, olbrzymią, największą fanką Harry’ego Pottera! Znam na pamięć zaklęcia, eliksiry czy bohaterów, a od ośmiu lat siedzę w świecie forów pbf. Zaczynałam od potterowskich i wciąż się ich trzymam. Po prostu uwielbiam ten świat. W ogóle pisanie historii z innymi jest fascynujące i pozwala na zaskakujące rozwiązania. W końcu co dwie głowy to nie jedna. To też świetny sposób na rozwój stylu.
Kocham koszykówkę, chociaż profesjonalnie nie gram od dobrych kilku lat. Teraz pewnie nie miałabym nawet czasu na treningi, a nie wiąże ze sportem wielkich planów. Po prostu to lubię.
Ach, a przede wszystkim uwielbiam wychodzić na kilkugodzinne spacery z psami! :)

10. Kto rozbudził w tobie miłość do czytania?


Hm, chyba rodzice. Chociaż powiedziałabym, że oni po prostu pokazali mi, że istnieje coś takiego jak książka, którą można czytać i czytać, a także którą można przeczytać komuś. Pamiętam, jak siadałam tacie na kolanach, a on czytał mi książkę. Nawet kiedy byłam trochę starsza, po prostu go o to prosiłam. Uwielbiałam go słuchać. Jednakże to ja sama chodziłam do biblioteki szkolnej i wypożyczałam książki. Nie było lektury, której bym nie przeczytała. Oczywiście do czasu. Ciężko odpowiedzieć na to pytanie, po prostu lubiłam czytać… Rodzice zawsze kolekcjonowali książki, mamy wiele pięknych wydań, a także kolekcjonerskich encyklopedii. Nigdy nie brakowało u nas słów do czytania.
O, pamiętam, jak w przedszkolu dzieci rysowały albo bawiły się lalkami lub samochodami, a ja brałam coraz to nowsze książeczki, aż wreszcie zabrakło…

11. Wskaż najlepszą i najgorsza ekranizację książkową według Ciebie. 


Najgorsza to bezapelacyjnie Intruz w reżyserii Andrew Niccola z 2013 roku. To tak boleśnie zmarnowany materiał… Książka był świetna, tak inna niż Zmierzch i oryginalna, z nietypowym podejściem do świata (co niektórym wielbicielom schematów nie odpowiadało) i dobrze poprowadzonym trójkątem romantycznym, a to, co zrobili w filmowej wersji… Fabuła zrównana ziemią, brak chemii między bohaterami, zero rozwoju uczuć! Idiotyczne wyjaśniania i niewytłumaczalne (nawet jak na kosmitów) postępowanie, bo przecież trzeba ciąć, ciąć i jeszcze raz ciąć. Ale można było wyciąć inne sceny albo lekko zmodyfikować te z książki. Tutaj miałam wrażenie, że wszystko jest tworzone od nowa, a autor o sciene fiction nie ma najmniejszego pojęcia…

Ach, przez chwilę zapomniałam, że istnieje coś takiego jak serialowa wersja Darów aniołaShadowhunters po dziś dzień wywołuje u mnie odruch wymiotny i chęć wyrwania sobie z głowy wszystkich włosów. Ta seria nie ma żadnych zalet! Może jeszcze niektórzy aktorzy z wyglądu przypominają bohaterów, jednakże ich gra aktorska… Serial jest najeżony tak licznymi błędami i absurdami, że aż jestem pod wrażeniem, że tak można. Tu nic nie jest tak, jak powinno. O ile w Intruzie starano się trzymać fabuły, a zmiany wynikały z wycięcia kluczowych scen, a nie dodania nowych faktów, tak tutaj wszystko jest inne. Mamy znikające runy, mamy blond Isabelle (pierwszą scenę oglądałam trzy razy, zanim ogarnęłam, o co chodzi), mamy tajną bazę naukowców w Instytucie, który jest bazą wojenną, chociaż podobno mieszka tam mniej niż dziesięć osób… Nie pomaga nawet sztuczna gra aktorska, a gwoździem do trumny był wątek Aleca i Magnusa. JAK MOŻNA ZMIENIĆ TAK GENIALNY WĄTEK? Jak można aż tak przyspieszyć akcję? Filmowa ekranizacja, chociaż nie idealna, tę bije o głowę. O tym serialu mogłabym napisać pracę licencjacką o samych wadach, ale wam tego oszczędzę.
Tak, to zdecydowanie najgorsza ekranizacja (a nawet adaptacja), jaka istnieje.


To nie tak, że ten film jest wybitny. Nie chodzi też o to, że głównego bohatera odgrywa Alex Pettyfer. Chodzi o to, że dzięki tej ekranizacji sięgnęłam po książkę. To jeden z nielicznych przypadków, gdy najpierw obejrzałam film. Na swoje usprawiedliwienie mam to, że nawet nie wiedziałam, że było coś wcześniej, a że Pettyfer… Gorzej, że chciałam więcej, a kontynuacji nie ma!
Tyle tylko, że gdy sięgnęłam po książkę, okazało się, że stylu nie zdzierżę, narracji nie zdzierżę… niczego nie zdzierżę. Męczyłam się okropnie przy każdym słowie, każdej stronie. Mijały godziny, a ja przebrnęłam przez kilka stron. Próbowałam długo, bo pierwszy tom chodził za mną dwa miesiące, aż wreszcie go skończyłam. Naprawdę, chodzi jedynie o styl i sposób przedstawienia wydarzeń. W filmie była akcja, w książce, mimo tej samej treści, wszystko się ciągnęło, jakby to była książka dla początkujących czytelników. A przecież to ten sam autor, który napisał Milion małych kawałków! Nie mogłam w to po prostu uwierzyć.

Wciąż czekam na kolejne części (filmowe), chcę poznać dalsze losy bohaterów, ale książki mnie pokonały.

9 komentarzy:

  1. Masz magiczną moc - zapamiętujesz cytaty! Ja nie zapamiętam nawet zbitych trzech słów :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie tak, że zapamiętuje wszystkie, jakie istnieją - często je po prostu kojarzę, a jak jest coś naprawdę wartego zapamiętania, to od razu wbija mi się do głowy :).

      Usuń
  2. Świetne i wyczerpujące odpowiedzi.
    Wiele ciekawych rzeczy się można o tobie dowiedzieć oraz o twoich ulubionych książkach czy bohaterach.
    Fajnie, że wzięłaś udział w zabawie.

    Pozdrawiam, Kejt_Pe
    Ukryte Miedzy Wersami

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uznałam, że to dobry moment, żeby powiedzieć o książkach, o których nie wspomnę w żadnej recenzji :). Cieszę się, że udało mi się tak dużo przekazać!

      Pozdrawiam :)

      Usuń
  3. A moim zdaniem najgorsza ekranizacja to "Piękne istoty". Książka podobała mi się bardzo. Zawierała trochę tajemniczości, a film to wszystko zniszczył...
    "Shadowhunters" to coś potwornego. Na połowę postaci patrzyłam i zastanawiałam się, dlaczego nie pamiętam tej osoby. Wprowadzenie wątku z Lidią nie było nawet śmieszne...
    "Shadowhunters" nie ma prawa nawet nazywać się czymś podobnym do "Darów".

    Ciekawa odpowiedź na LBA. O części książek nigdy nie słyszałam, ale nie przeszkodziło to w zrozumieniu Twojej opinii :)

    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Pięknych istot" jeszcze nie czytałam, chociaż mam je na półce. Właściwie to zaczęłam, ale przerwałam i to tyle z moje czytania... Film obejrzałam z koleżanką, też mi się nie podobał, ale niestety nie mam porównania.
      Pal licho nowi bohaterowie! Ja płakałam nad tym, jak zniszczyli kanoniczne postacie z "Darów anioła"... Odetchnęłam z ulgą, że nie tylko ja nie cierpię tej adaptacji.

      Dziękuję! :) Mam nadzieję, że po którąś z książek sięgniesz. Myślę, że nie ograniczyłam się do jednego gatunku czy jednej tematyki :).

      Pozdrawiam również!

      Usuń
  4. Cześć! Jak powiedziałam, tak zrobiłam - przyszłam zobaczyć te obszerne recenzje. I rzeczywiście są nieprawdopodobne, wielki szacunek za to, co robisz! Odnośnie tego, o czym pisałaś u mnie - rzeczywiście trudno komentuje się wpisy o książkach, których się nie zna. Ale czasem dam znać, że jestem, nawet jak nie mam nic mądrego do napisania :D Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PS Nagłówek jest prześliczny!

      Usuń
    2. Cieszę się, że podoba ci się nagłówek :). Nie jestem mistrzem gimpa, ale jednak starałam się jak mogłam.

      Niestety nie o każdej książce da się tyle napisać (co widać po najnowszej recenzji), a jednak lubię się rozpisywać i gadać, gadać i gadać, gdy tylko mogę. Ulżyło mi, że się nie przestraszyłaś! :D

      Przepraszam, że odpisuję dopiero teraz... Jak widać - mimo szczerych chęci czasu wciąż mi brakuje.

      Pozdrawiam również! <3

      Usuń