10 kwietnia 2017

BYLIŚMY ŁGARZAMI E. LOCKHART


Nawet w scrabble nie ma słowa na to, jak okropnie się czuję..

Często na listę książek do przeczytania dopisuję powieści, o których nie wiem praktycznie nic, a które czymś się wybiły i było o nich na tyle głośno, że nie mogłam przejść obok nich obojętnie. Tak było z Byliśmy łgarzami E. Lockhart. Zwykle jest tak, że jeśli opis niewiele mi mówi i nie intryguje, to opinie innych zachęcają mnie do dania szansy danej książce. i tym razem stało się tak samo. Dopisałam i… zapomniałam, że kiedykolwiek słyszałam o takim tytule. Czemu więc wreszcie się za niego zabrałam? Akurat przechodziłam obok półki, na której stał, i mnie olśniło – no tak, to ta zaskakująca książka, o której tyle się mówiło! Nie potrzebowałam więcej: po prostu wzięłam ją w ręce, spojrzałam na opis na okładce, ale niczego nie wywnioskowałam, więc zabrałam się za czytanie w ciemno. Jeszcze chwilę analizowałam mapę wyspy i drzewo genealogiczne Sinclairów, ale wiedziałam, że bez fabuły i tak niczego nie zapamiętam, więc szybko ruszyłam dalej. i tutaj zaczęły się schody.
Przygotowana byłam na coś zaskakującego, niesamowitego, zatrważającego i doprowadzającego do łez, a otrzymałam coś, co całkowicie odbiegało od moich oczekiwań. i nawet nie chodzi o to, że liczyłam na coś bardziej dopracowanego (aczkolwiek i to mnie ubodło). Przede wszystkim Byliśmy łgarzami to miała być powieść, po której zakończeniu zbierałabym szczękę z ziemi, a zostawiła mnie praktycznie z niczym. Owszem, w pewnym sensie wywołała we mnie takie uczucia, jakie powinna, ale z zupełnie innego powodu. Nie chciałabym niczego zdradzać, dlatego przepraszam, że napiszę bardzo ogólnikowo – po prostu cierpienie ludzi zawsze, ale to zawsze wzbudza we mnie negatywne uczucia. Szczególnie wtedy, kiedy dokładniej wyobrażam sobie wydarzenia i w samym ich środku umiejscawiam siebie. A najgorsze w tym wszystkim jest to, że włożyłam w to więcej siebie niż powinnam, żeby stworzyć pełen obraz.
I to pewnie mój największy zarzut – język, opisy, sposób przedstawienia wydarzeń. Najtrudniej było mi przebrnąć przez początek. Zastanawiałam się nawet, czy nie dostanę jakiegoś niedopracowanego strumienia świadomości, ale okazało się, że jednak nie i wszystko napisane jest z punktu widzenia Cadence. Nie przepadam za narracją pierwszoosobową właśnie dlatego, że pisarze często zapominają, jak ważna jest równowaga w dawkowaniu informacji i opisów pomiędzy przemyśleniami bohaterów. Tutaj autorka jakby zupełnie nie pomyślała o kreacji świata, więc wyobrażenie sobie czegokolwiek było naprawdę trudne i wymagało dopowiadania sobie wielu rzeczy. A ja, o ile nienawidzę przydługich, nużących opisów, tak uwielbiam dopracowane, pełne szczegółów fragmenty dotyczące otoczenia i całej wykreowanej rzeczywistości. Wtedy też prosta książka zmienia się w niesamowitą historię.

Zrób to, co boisz się zrobić.*

Jestem świadoma, że nie wspomniałam ani słowem o fabule, jednak jest to całkowicie zamierzone, bo o wydarzeniach nie można powiedzieć za wiele ponad to, co wiadomo z samego opisu – grozi to zdradzeniem zbyt wiele i spowodowaniem, że tajemnica przestanie istnieć. Jedyne, co można dodać, to że Cady po wypadku postanawia wreszcie wrócić na wyspę, aby zrozumieć, co się stało tego felernego dnia, kiedy uderzyła się w głowę i straciła pamięć. To, czego na końcu się dowiadujemy, jednych zaszokuje, innych niespecjalnie, ponieważ w trakcie czytania można się domyślić, jaki sekret skrywa odmieniona rodzina Sinclairów. Ja już na początku zaczynałam rozumieć, co się stało – mam wrażenie, że autorka nie do końca przemyślała sposób, w jaki powinna krążyć wokół tajemnicy. w przypadku Byliśmy łgarzami jest jak z i nie było już nikogo – formuła wydaje się ciekawa, ale drobne niedociągnięcie sprawiło, że bystrzejsi czytelnicy szybko rozwikłują tajemnicę i potem nie bawią się tak dobrze, jak powinni.
Jeśli chodzi o stronę techniczną, to nie wiem, co jest nie tak z tą czcionką, ale tak bardzo mi przeszkadzała… Po prostu chwilami nie mogłam na nią patrzeć. Nie była tak drobna jak w gregowskim wydaniu Lalki, a jednak czułam, że jest inna i mniej przyjemna dla oka. Nie potrafię powiedzieć, czy spowolniło to moje czytanie, bo to książka, którą mimo wszystko czyta się szybko, ale myślę, że gdyby była pełna szczegółów i grubsza, z pewnością czcionka wpłynęłaby na mój odbiór.
To nie tak, że ta książka była zła (chociaż tak może wynikać z mojej recenzji) – po prostu wydaje mi się, że jestem na nią za stara i nie odebrałam jej tak emocjonalnie jak wielu czytelników. Uważam, że gdyby autorka napisała ją inaczej, innym stylem i językiem (początkowo myślałam, że rozbite wersy to błąd w druku – niewiele miały dla mnie sensu), podeszłabym do niej zupełnie inaczej. Skoro to miała być ciężka powieść, to chciałabym, żeby taka była – żeby wskazywał na to język i sposób kreacji rzeczywistości. w obecnej formie jest to lekka opowieść z bohaterką, której… współczułam. Nie przez to, czego się dowiadujemy na końcu, a przez to, że uznałam ją za naprawdę obłąkaną (swoją drogą wydaje mi się, że wkradła się drobna niekonsekwencja i zignorowanie ważnego aspektu rzeczywistości, jednak o tym mogłabym porozmawiać tylko z osobą, która przeczytała książkę) i o wiele ciekawsze wydają mi się jej późniejsze losy, po tym, czego dowiadujemy się z książki.
Nie należę ani do grupy, która nienawidzi Byliśmy łgarzami, ani do tych, którzy uważają książkę za fantastyczną. Przede wszystkim jestem zdania, że nie wstrzeliłam się w planowaną grupę odbiorców i dlatego podeszłam do książki tak krytycznie. Moje wymagania nie pokrywały się z tym, co otrzymałam i co chciała nam przekazać autorka.
Chciałabym jednak zaznaczyć, że jeżeli ktoś nadal ma ochotę na tę powieść, to powinien po nią sięgnąć. Nie chcę do niej zniechęcać, nie chcę też nikomu wmawiać, że jest beznadziejna. Pragnę tylko uczulić, że wymagania nie powinny być za wysokie. w innym wypadku przejedziecie się tak jak ja.

Bądź trochę bardziej uprzejmy, niż musisz. *

* Wszystkie cytaty pochodzą z Byliśmy Łgarzami E. Lockhart.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz