13 marca 2017

[MUSICAL] ROMEO ET JULIETTE



Dawno mnie nie było, przede wszystkim dlatego, że pożarł mnie koniec semestru, a potem sesja. Luty to czas ferii, więc nie miałam za dużo czasu, a żeby później wrócić do systematyczności… Myślę, że teraz będzie lepiej. W najbliższych dniach zamierzam uporządkować wyzwania książkowe (które pojawią się w specjalnej zakładce w bocznym panelu), aby wymusić na samej sobie regularność (uwielbiam, kiedy gonią mnie terminy!), a także opublikować jakąś recenzję. A teraz zapraszam do właściwej treści.

Dzisiaj będzie nietuzinkowo i zupełnie inaczej, bo zamiast opowiadać wam o książce czy filmie, zajmę się… musicalem! Nie przypadkowo tym konkretnym – jest po prostu genialny i przepiękny. Nawet ja, która nie cierpi francuskiego, nie mogłam oderwać się od kolejnych utworów. I wiecie co? Chyba nawet przekonałam się do tego języka. Jak wcześniej bezdźwięczne r uważałam za manierę, tak teraz naszła mnie ochota na jego naukę. To niesamowite!
Nie wpadłam jednak na francuski musical przypadkowo, bo kilka utworów podesłała mi przyjaciółka, a muszę przyznać, że ma naprawdę świetny gust i wybiera kawałki, które zapadają w pamięć i mimo że przy pierwszym słuchaniu nie do końca muszą się podobać, potem można jedynie wpaść.
Powiem szczerze – nie obejrzałam całego musicalu, a jedynie obejrzałam fragmenty z utworami z angielskimi napisami, które można znaleźć tutaj, więc nie będę wypowiadać się o fabule poza piosenkami. Niestety, nie znalazłam partii dialogowych z ewentualnymi angielskimi napisami, nie mówiąc nic o polskich.

Na początku warto zaznaczyć, że istnieją dwie popularne wersje tego musicalu – z 2001 i 2011 roku. Wolę pierwszą wersję ze względu na obsadę (z której kilka osób pojawiło się ponownie w 2011 roku), dlatego też link, który wcześniej się pojawił, odnosi do wykonania z 2001 roku. Czy są jakieś inne? Nie jestem pewna i wolę nie wprowadzać nikogo w błąd.

Nie jestem znawcą, dlatego proszę, wybaczcie mi moje laickie podejście i określenia dla niektórych zapewne godne pożałowania. Będę starała się po prostu oddać wszystkie moje wrażenia po musicalu, a nie skupiać się na każdym utworze, aby ocenić jego walory artystyczne.

Romeo et Juliette zaczyna się – według mnie – świetnie. Głos księcia Verony (Sébastien Chato) nie jest może wyjątkowo niski, ale bardzo mi się spodobał. Oddaje charakter mężczyzny i wpasowuje się w pierwszy utwór zatytułowany Verone. Na pewno przyciąga, skupia uwagę i każe się słuchać. Jest jednym z moich ulubionych z tej wersji i mogę go słuchać bez przerwy. Jeszcze te chóry, na których tle wybija się główny głos! Wśród tańczących można zobaczyć między innymi Tybalta, a także Romea z przyjaciółmi: Benvolio i Mercutio.



Uwielbiam ten musical za zróżnicowanie głosów nie tylko pod względem barwy, ale i wydźwięku, interpretacji autorskiej. Postacie różnią się w zależności od roli i sytuacji, nawet nie znając języka, można odczuć emocje, które potęguje treść. Przez jakiś czas byłam tak zauroczona tym musicalem, że słuchałam go każdego dnia, a nawet przy nim pracowałam. I przyznam, że w ogóle mi nie przeszkadzał.

Na początku ogromną uwagę zwróciłam na C'est Le Jour w wykonaniu Tybalta (Tom Ross). W obu wersjach występuje ta sama osoba, a jak różni się odbiór! Początkowo ciężko było uwierzyć, że to wciąż Tom Ross i że udało mu się zupełnie inaczej zinterpretować jedną piosenkę. W wykonaniu z 2011 brakowało mi chyba charakterystycznej dla muzyka chrypy. I może trochę zapału? Jakby wcześniej wkładał w to więcej serca.


Tak, zdecydowanie kochałam Tybalta. Potem dopiero przyszła miłość do Mercutio (Philippe D'Avilla) w utworze Le Duel. Ach, ta gra aktorska, te chóry! Tutaj najwięcej słyszymy Tybalta i Mercutio (można go jeszcze usłyszeć jako główny glos w Le Mort de Mercutio), ale potem pojawia się tez Romeo (Damien Sargue) i te jego piękne wstawki! Słychać tę chęć powstrzymania postaci.


Zaczęłam słuchać jakoś od końca, ale kiedy wreszcie dotarłam do początków, to oczywiście pokochałam Les Rois Du Monde (a także polską, Accantusową wersję), jak i oryginalną, francuską. Ten dobór głosów, to odegranie roli… 

Koniec końców przegadałam cały post o niczym. Nie potrafię mówić o muzyce, odczułam swój brak słownictwa, żeby cokolwiek opisać. Musiałam jednak chociaż wam o nim wspomnieć i zachęcić, do zapoznania się z francuską wersją Romea i Julii!. Innym takim musicalem, tym razem filmowym, który uwielbiam za utwory, są Nędznicy. Może kiedyś i o nim coś napomknę. Tym razem jednak żegnam was jeszcze jedną piosenką, która bardzo mi się podoba.


Tak swoją drogą: czy tylko ja uważam, że Romeo tutaj jest taki piękny?