Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2016. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2016. Pokaż wszystkie posty

18 lutego 2024

[KSIĄŻKA] "ZERO" MARC ELSBERG

Wielkie portale internetowe manipulują informacjami, udostępniając wybrane treści w określony sposób. Tym samym oddziałują na postępowanie ludzi..

Zero Marc Elsberg

Żyjemy w czasach, w których nikogo nie dziwi, że z każdej strony otaczają nas nowoczesne technologie świadczące o ogromnym postępie technicznym. Jesteśmy wręcz od nich uzależnieni. Mamy w domach telewizory, laptopy, inteligentne lodówki. Korzystamy z tabletów i czytników. Nie rozstajemy się z telefonami. Nawet informacji szukamy w internecie, a nie w słowniku czy encyklopedii. Wiele osób pisze wyłącznie na komputerze, spotkania zapisuje w internetowym kalendarzu i prowadzi spotkania online. Czy nie udostępniamy w sieci zbyt wielu informacji o sobie? Co, jeśli ktoś wykorzystuje te wiadomości do własnych celów? Czy dalej jesteśmy bezpieczni? Na te i na inne pytania możemy znaleźć odpowiedzi i Zero, drugiej po Blackout książce wydanej w Polsce.

Chociaż fabuła dzieje się przede wszystkim w Londynie, na początku przenosimy się do Stanów Zjednoczonych, gdzie jesteśmy świadkami ataku na prezydenta przebywającego na polu golfowym. Nie jest to jednak napad z pistoletem w ręku, a… dronem. Prezydent Stanów Zjednoczony został zaatakowany przez dron kontrolowany przez grupę tajną organizację nazywającą się ZERO. Jej celem jest pokazanie, że w obecnym świecie nikt nie jest bezpieczny. Drugim ważnym wątkiem jest zabójstwo młodego mężczyzny, który korzystał z inteligentnych okularów. Czy to one są przyczyną jego śmierci? Dziennikarka Cynthia Bonsath, która niezbyt lubi się z nowoczesną technologią, postanawia odkryć prawdę. Podczas swojego śledztwa natrafia na nowoczesną, bardzo popularną platformę – Freemee, która zbiera informacje o użytkownikach, obiecując im, że dzięki temu ich życie będzie lepsze – staną się bogatsi, poprawią swoje zdrowie, osiągną to, co wydawało się zbyt odległe. Z czasem w głowie czytelnika rodzą się kolejne pytania. Czy taki postęp technologiczny jest bezpieczny? Kim jest ZERO? Jaki jest ich cel? W jaki sposób funkcjonuje Freemee? Kto odpowiada za zabójstwa?

Historia Cynthi Bonsath nie jest prosta i nudna. W jej życiu naprawdę wiele się dzieje i chociaż ona sama tego nie chce, zostaje wplątana w wojnę między wielkimi gigantami. Bardzo mi się spodobało, że jest ona przedstawicielką starszego pokolenia, dla którego telefon nie jest całym światem i które potrafi poradzić sobie bez nowoczesnych technologii. Dzięki temu możemy spojrzeć na świat właśnie z perspektywy osoby postronnej, obserwatora, który i tak staje się w internecie rzeczą, której wartość wzrasta. Bohaterka na łamach powieści wiele przeżywa. Dzieje się tutaj naprawdę dużo, a Cythia mimo woli bierze w walce między dwoma organizacjami o przeciwnej hierarchii wartości.

Świat, w którym żyje główna bohaterka, to świat, w którym nikt nie jest anonimowy, w którym bez przerwy jesteśmy obserwowani i podsłuchiwani. Czy nadal możemy być sobą w tym świecie?

Ze względu na tematykę lektura jest naprawdę wciągająca, ponieważ autor kreśli bardzo udaną, ale też nie napawającą optymizmem wizję przyszłości. Jest to świat zdominowany przez nowoczesne technologię. Stało się tak przede wszystkim dlatego, że młodzi ludzie chcą się rozwijać i doskonalić, a także nie widzą wad ani niebezpieczeństw wynikających z publikacji zbyt wielu informacji o sobie. Tak naprawdę nasza prywatność staje się towarem – im więcej zdradzimy, tym więcej będziemy mieć z tego korzyści. Niestety nie są świadomi tego, że poprzez różne aplikacji są jednocześnie kontrolowani i ciągle obserwowani. Nie musze przejmować się zastanawianiem się nad tym, czy dobrze się odżywiają, o której powinni iść spać, w co się ubrać lub czy ktoś jest godny zaufania. Smartwatch, telefon, a nawet inteligentne okulary chętnie udzielają porad, przez co wpływają na praktycznie każdy aspekt ludzkiego życia

 Wizja świata wykreowana przez Marca Elsberga jest bardzo niepokojąca. We wstępie i posłowiu zwraca uwagę na to, do czego nasz świat dąży. Jego uwagi są bardzo trafne, a warto zauważyć, że pisał tę książkę około dziesięć lat temu, gdy wszystko jeszcze powoli się rozwijało. I mimo że wciąż wiele przed nami, to już teraz powinniśmy obawiać się, co będzie dalej i czy wciąż będziemy istotami myślącymi samodzielnie i ceniącymi sobie prywatność.

Jedyne, czego mi w tej książce zabrakło, to mocnego zakończenia. Obecne wydaje mi się trochę mdłe w porównaniu do całej historii.

 

Uważam, że ta książka mogłaby być świetnymi lekturą dla młodych ludzi. Szokują, zwracają uwagę na aktualny problem, zmuszają do przemyśleń i inicjują dyskusję. Gdzie są granice naszej prywatności? Czy w dobie wszechobecnego internetu wciąż możemy mówić o prywatności?

10 stycznia 2024

[FILM] "A ROUND TRIP TO LOVE" ZOE QIN

 Nie potrafię walczyć przeciwko temu światu.

Xiao Chen, A Round Trip to Love

O matko, takiej ilości dramatu, tragedii i toksyczności dawno nie widziałam. Na większość tego filmu składa się przemoc fizyczna i psychiczna, łzy, cierpienie i niezrozumienia. To było takie skumulowanie wszystkiego, co złe.

Bardzo sceptycznie podchodziłam do tego filmu. Obawiałam się, że historia w ogóle nie będzie miała fabuły, będzie pełna okrucieństwa i seksu. Po części tak było – zmuszanie i wykorzystywanie to nieodłączna część opowieści, a fabuła nie było specjalnie rozwinięta (jak to w filmach) – ale A Raund Trip to Love pokazuje coś więcej niż to, co widzimy na pierwszy rzut oka.

Zanim jednak przejdę do analizy, opowiem co nieco o samej historii. Jest ona podzielona na dwa oddzielne filmy – pierwszy z nich opowiada o młodości głównej pary bohaterów, a drugi o ich dorosłości, na którą decydujący wpływ miały wydarzenia z przeszłości. Chłopcy chodzą do tej samej szkoły z internatem, więc mieli wiele okazji, żeby dobrze się poznać i zakochać. Ich miłość kwitnie, jednak pewnego razu zostają nakryci i rozdzieleni – ich rodziny nie chcą, aby byli razem, a także inni uczniowie nie dają im spokoju. Jeden z nich, Lu Feng, zostaje przez ojca wysłany do Hongkongu, natomiast Xiao Chen pozostaje sam z problemami. Mimo tych problemów spotykają ponownie, po kilku latach, jako dorośli ludzie. Jeden z nich jest szefem, a drugi zwykłym pracownikiem. I miłość rozkwita na nowo.

Brzmi świetnie, prawda? Większość dram porusza problem rozstania albo dręczenia z powodu innej orientacji. Pokuszę się o stwierdzenie, że wielu oglądających lubi takie wątki, bo trochę cierpienia nie zaszkodzi, jeżeli bohaterowie będą potem szczęśliwi. Niestety, tym razem tak nie było, chociaż muszę przyznać, że Lu Feng naprawdę się starał. Tak jak umiał i mógł. Czasy, w których toczy się akcja, są zupełnie inne od dzisiejszych. Teraz, nawet jeśli rodzice, bliscy są przeciwni, można znaleźć w otoczeniu ludzi, którzy nas popierają i wspierają, są gotowi nam pomóc. Lu Feng i Xia Chen są ze swoimi emocjami, przeżyciami i cierpieniem zupełnie sami. Mogę liczyć tylko na siebie nawzajem, a i to nie jest zbyt pocieszające.

Kiedy ogląda się fragmenty, słyszy o fabule z opowieści innych czy interesuje tylko scenami seksu, z historii wyłania się obraz okrutnego Lu Fenga i pokrzywdzonego Xia Chena, ale to tylko połowiczny obraz. Obaj bohaterowie postępują niewłaściwie, jednak ich decyzje są wynikiem tego, co przeżyli, w jakim otoczeniu się wychowywali, a także miały na nie wpływ bliskie im osoby. W końcu o czym mogli samodzielnie decydować, gdy byli dziećmi? Lu Feng popełnił naprawdę haniebny czyn, nie chodzi mi o to, żeby go usprawiedliwiać, ale pokazać, że przez długo czas naprawdę się starał i był świetnym (z małymi wyjątkami) facetem dla Xia Chena. Dawał mu poczucie bezpieczeństwa i stabilności, dbał o niego, okazywał uczucia. Zrobił aż za dużo. A to, jak został potem potraktowany, było wręcz bezduszne.Xia Chen to ten typ bohatera, który ma zawsze pod górkę – matka nienawidzi jego homoseksualizmu, szantażuje go, wykorzystuje do cna, a on, spragniony bliskości i ciepła, robi wszystko, by przypodobać się matce. Kosztem siebie, swoich uczuć i szczęścia. Nie zazdroszczę żadnemu z nich.

Gdyby zrobić z tego dramę, a nie film, i pogłębić aspekt psychologiczny, byłby to całkiem dobry portret postaci, które zniszczył świat. Nie są sadystami, którym cierpienie innych sprawia przyjemność, nie satysfakcjonuje ich przelewanie krwi. Są po prostu ludźmi, którzy szukają ciepła, miłości i zrozumienia.

Czuję, że odniosłam mały sukces. To moja pierwsza od dawna drama chińska (i w ogóle pierwsza chińska drama BL), którą obejrzałam w całości. Zdecydowanie wolę serie, w których występują głównie mężczyźni, ponieważ w ich wykonaniu język chiński nie denerwuje mnie tak bardzo i jestem w stanie wyczuć emocje bohaterów.

Chociaż koniec końców wyszło słabo, uważam, że film miał potencjał. Gdyby nie nadmiar toksycznych postaci i brak osoby, która mogłaby ten bałagan posprzątać, myślę, że mogłaby wyjść fajna chińska seria. Było w niej wiele dobrych momentów – czułych gestów i miłych słów.