Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2019. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2019. Pokaż wszystkie posty

5 listopada 2023

[KSIĄŻKA] "RYTUAŁY WODY" EVA GARCÍA SÁENZ DE URTURI

 Czasem nie widzimy całego słowa, ale jego część, która nabiera oddzielnego znaczenia.

Rytuały wody Eva García Sáenz de Urturi

 

Chociaż minęło sporo czasu, od kiedy przeczytałam tom pierwszy, Ciszę białego miasta, to do dzisiaj pamiętam, jak duże wrażenie na mnie wywarł. Czy tym razem było tak samo? Nie do końca… Sam język i fabuła wciąż są na wysokim poziomie, jednak to nie było to samo. Lekturze nie towarzyszyły mi te same uczucia. Chyba nawet trochę mniej się wkręciłam w historię.

Pytanie: dlaczego?

Przede wszystkim winne jest to, że zrobiłam sobie długą przerwę między pierwszym tomem a drugim. W międzyczasie zdążyłam przeczytać kilka innych powieści z zupełnie inną fabułą i trochę zatarły mi się szczegóły Ciszy białego miasta. Tym samym na początku miałam problem, żeby wejść w historię. Język, którym posługuje się autorka, jest naprawdę ładny, przyjemny, dojrzały, jednak w tamtej chwili wydał mi się zbyt odmienny. Udało mi się jednak dość szybko wczuć i wtedy popłynęłam razem ze słowami. To była bardzo szybka lektura.

Drugim powodem, dla którego oceniam tę historię gorzej niż pierwszy tom, jest fabuła. Sam pomysł jest bardzo ciekawy – tym razem również mamy do czynienia z jednym mordercą, który z tylko sobie znanych powodów zabija kolejne osoby i robi to w rytualny sposób typowy dla Celtów zamieszkujących dawniej te tereny. Miastu znowu grozi panika… Tym razem jednak sama zagadka była… mniej skomplikowana? mniej zagadkowa? Ciężko mi to wyjaśnić, jednak wydaje mi się, że już w pierwszej połowie książki zaczęłam domyślać się prawdy. Przy wcześniejszej lekturze do ostatnich stron nie wiedziałam, kim jest morderca (a raczej wiedziałam, jednak nie mogłam go odnaleźć wśród współczesnych bohaterów). Może nie domyśliłam się od razu, kim są współcześnie niektóre postacie, o których mowa w rozdziałach opowiadających historię z młodości Unaia, głównego bohatera, ale sam powód, dlaczego morderca zabija, i co wydarzyło się lata temu, odkryłam bardzo szybko i nie dałam się zmylić.

W poprzednim tomie Kraken zostaje ranny w trakcie śledztwa, więc tym razem, oprócz głównego wątku – próby znalezienia mordercy – mamy też wątek leczenia. Jest to dość ważny aspekt tej historii, nie został potraktowany pobieżnie, a naprawdę stanowi element historii. Ważne są także relacje Krakena z Albą. Ich relacja chwilami rozwija, ale czasami, jak to bywa w życiu, staje w miejscu. Jest to jednak interesujący wątek, potraktowany poważnie – odzwierciedla problemy nie tyle policjantów, co ludzi, którzy w swoim życiu wiele przeszli. Pojawiają się też dobrze znane nam postacie z poprzedniego tomu.

Jeszcze jednym elementem, który nieco mnie rozczarował, było zakończenie. Moim zdaniem nie do końca domknięte. Oczywiście poznajemy zabójcę, dowiadujemy się, co wydarzyło się latem 1992 roku, jednak to nie zostało podsumowane. Historia nagle się kończy, a potem otrzymujemy nieco oddalony w czasie epilog.

Jednak nie mogę sobie odmówić zakończenia tej trylogii, czyli Władcy czasu. Tym razem na pewno nie zrobię sobie takiej długiej przerwy. Zarówno po to, aby nie opuścić klimatycznej Viktorii, jak i po to, aby poznać całą prawdę dotyczącą głównego bohatera.

Nie mogę się doczekać!

 

PS O kurczę, wiecie co? Dopiero zauważyłam, gdy zestawiłam z pierwszym tomem, że dwie różne osoby przetłumaczyły te książki! Być może dlatego na początku miałam problemy z lekturą…

16 marca 2023

[KSIĄŻKA] "CISZA BIAŁEGO MIASTA" EVA GARCÍA SÁENZ DE URTURI

Z przerażeniem odkryłem, że ból także łączy, być może bardziej niż radość, o której - jak przystało na niewdzięczników - szybko zapominamy.

Cisza białego miasta Eva García Sáenz de Urturi


Cóż to była za książka!

Świetna fabuła i bohaterowie.

Niezapomniany klimat hiszpańskiego miasta.

Od dawna nie wciągnęła mnie tak żadna książka, a zwłaszcza kryminał. Czasami była to wina języka, czasami nudnych bohaterów czy niespójnej, nielogicznej fabuły. Tym razem nie mam książce ani autorce nic do zarzucenia. A jeśli coś się znajdzie, to naprawdę drobiazgi w porównaniu do całokształtu.

Wiecie, Cisza białego miasta to naprawdę rozpoznawalna hiszpańska powieść, która została nawet zekranizowana. Było więc jasne, że nie przejdę obok niej obojętnie. Bardzo spodobała mi się okładka – jej kolorystyka, połączenie bieli, czerni i czerwieni, a także pomysł na głównego bohatera, profilera. Równie bliskie są mi hiszpańskie klimaty.

Od samego początku Eva García Sáenz de Urturi mistrzowsko wprowadza czytelnika w baskijską kulturę. W trakcie lektury poznajemy nie tylko wygląd Vitorii, miasta, w którym toczy się większość akcji, lecz także obyczaje i charakterystyczne zachowania uwarunkowane kulturalnie. To niezwykły przykład wykorzystania motywu miasta w literaturze. Nie jest ono tylko tłem wydarzeń, a wręcz bohaterem, który jest naocznym świadkiem wielu morderstw.

Właśnie, głównym wątkiem tej powieści jest seria podwójnych, brutalnych zabójstw, które nawiedzają dotychczas dość spokojne miasto. Nie są to przypadkowe zbrodnie, bo jak wiadomo, seryjni mordercy skrupulatnie wybierają swoje ofiary – w tym przypadku są to zawsze mężczyzna i kobieta w tym samym wieku. Jednak zbrodnie, które nawiedzają współcześnie hiszpańskie miasto, są takie same jak te, które tragicznie doświadczyły mieszkańców dwadzieścia lat temu.

I tutaj zaczyna się rola naszego głównego bohatera, Unaia Lopeza de Ayalę, znanego jako Kraken, wybitnego profilera kryminalnego, który poprzysiągł, że rozwiąże zagadkę sprzed lat. Oprócz niego śledztwo prowadzą: Estibaliz, dobra przyjaciółka, i Alba, w której bohater się zakochuje.

Nie jest to łatwa zagadka kryminalna do rozwiązania. Autorka świetnie manewruje fabułą, aby i śledczy, i czytelnik otrzymywali tylko takie informacje, jakie są obecnie potrzebne. Świadczy to o tym, jak dobrze został zbudowany czarny charakter, czyli nieuchwytny (a może już kiedyś złapany?) morderca. Cierpi na tym trochę Kraken, ponieważ nie może się za bardzo wykazać jako profiler. Chwilami myślałam, że błądzi we mgle. Jednak należy autorce przyznać, że stworzyła niezwykle skomplikowaną historię, chociaż pojawiają się w niej znane powszechnie motywy i chętnie wykorzystywane w kryminałach – bliźniacy, jeden dobry, drugi zły czy przeszłość mająca decydujący wpływ na teraźniejszość. Są one jednak umiejętnie wplecione w fabułę i czytelnik nie ma wrażenia, że historia się ciągnie.

Szalenie podobały mi się zwroty akcji w tej historii. Już kilka razy myślałam – jestem na dobrym tropie! – a jednak pisarka wodziła mnie za nos i co rusz mówiła – ha, fałszywy trop! Może na początku nie byłam aż tak wciągnięta (historia rozkręca się dopiero w pewnym momencie), ale potem przepadłam i nie mogłam się oderwać.

Była to dość mroczna historia i chociaż chciałabym przeczytać kolejny tom serii, to szczerze, potrzebuję chyba chwili wytchnienia. Na pewno jednak nie pozostawię tej trylogii samej sobie.

7 lutego 2023

[KSIĄŻKA] "ZAKON DRZEWA POMARAŃCZY" SAMANTHA SHANNON

 Żadna kobieta nie powinna żywić obawy, że nie jest wystarczająco dobra.

Zakon Drzewa Pomarańczy Samantha Shannon

 

Nie uwierzycie, jaka jestem szczęśliwa, że wreszcie skończyłam tę książkę! Po tygodniach, w trakcie których zdążyłam przeczytać kilka innych książek, wreszcie mogłam powiedzieć do widzenia bohaterom Zakonu Drzewa Pomarańczy. I nawet nie wiem, czy się cieszę z tego powodu, czy raczej mam wyrzuty sumienia, że zmarnowałam na nią tyle czasu i nerwów. Chwilami chciałam ją rzucić, postawić wśród niewielu książek, których nie udało mi się dokończy, ale jednak nie poddałam się. I nawet tego nie żałuję. Zdecydowanie koniec był o wiele ciekawszy niż początek, więc lepiej mieć jakieś dobre wspomnienia niż wyłącznie złe.

Tym, co zachęciło mnie przeczytania tej książki, jest niesamowita okładka! Uważam, że jest przepiękna. Ma przede wszystkim nasycone, głębokie kolory, które od razu zwracają uwagę, a także interesujący koncept – wielkiego smoka owijającego ogon wokół wieży. Już od samego patrzenia ma się ochotę wciągnąć w ten fantastyczny świat. Równie mocno spodobał mi się tytuł. Jest dość prosty, brakuje w nim wyszukanych czy nieistniejących słów, a jednak rozbudza ciekawość. Czym jest tytułowy Zakon Drzewa Pomarańczy? Przecież każdy chce wiedzieć!

I w tym momencie nasuwa się pytanie: czy w takim przypadku mogłoby pójść coś nie tak? Ano mogło… I to całkiem wiele. Oczekiwałam epickiej, pełnej akcji opowieści o… w sumie nie wiem czym, ale na pewno miałam wyobrażenie historii, od której nie mogłabym się oderwać. Chyba myślałam, że książka dostarczy mi dawno zapomnianych emocji, wciągnie w wir wydarzeń, pojedynków, w nowy świat pełen smoków i magii. A ja przez pierwszą połowę umierałam z nudów. Nie potrafiłam połapać się w bohaterach, bo autorka postanowiła, że wymieni nam ich jak najwięcej, ale w żaden sposób ich nie rozwinie. Światy były dla mnie jednocześnie strasznie odległe i bliskie, co skutkowało tym, że przy dłuższych przerwach myliłam realia panujące w poznanych krajach. Zanim w ogóle dotarłam do właściwych wydarzeń – może na ostatnich 200 stronach – wcześniej przeczytałam zdecydowanie za dużo rozważań czy zbyt długich opisów niezbyt znaczących dla fabuły. Do dziś nie rozumiem sensu opisywania szkolenia jednej z bohaterek, skoro w sumie nie zostało to w żaden sposób podsumowane (pomijając to, że zostaliśmy poinformowani o tym, jak potoczyły się jej dalsze losy).

Mimo że początkowo powieść jest nudna, rozwlekła, akcji prawie wcale tam nie ma, to w pewnym momencie następuje przełom, to jak oblanie wiadrem zimnej wody – bohaterowie giną, ich tajemnice wychodzą na jaw i zostają ukarani za swoje błędy. Nie jest to może brutalna historia, ale odczuwa się tę różnicę między lekko cukierkowatym wstępem (chyba jedynym problemem są skrytobójcy, jednak nie tacy groźni, jak ich malują), a zakończeniem z przytupem (śmieci, pościgi…). Jest tu jednak kilka nieścisłości bądź wątków, elementów, które nie spodobały mi się, zwłaszcza wątek Tane i królowej krainy, której trafił Loth (zapomniałam jej imienia, nic dziwnego, pojawiła się może na dwudziestu stronach).

Uważam, że ta książka jest naprawdę źle zbudowana, ale fabuła w jakimś stopniu mnie wciągnęła i zainteresowana, więc nie mogę przyrzec, że nie sięgnę po kolejny tom. Na pewno jednak jego lektura zajmie mi równie długo. A być może do tego czasu zapomnę wszystkiego…