Pokazywanie postów oznaczonych etykietą OBYCZAJOWE. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą OBYCZAJOWE. Pokaż wszystkie posty

7 września 2024

[DRAMA] "TAKARA-KUN TO AMAGI-KUN" YASHINO MAMORU

Wybacz, że zmusiłem cię, żebyś ze mną chodził*

Amagi, Takara-kun to Amagi-kun

Bardzo lubię japońskie kino za spokój, delikatność i brak pośpiechu, bo dzięki temu mogę skupić się na tym, co czują bohaterowie. Lubię, gdy akcja leniwie się rozkręca, aby nagle czymś zaskoczyć. Niestety, czasami twórcy nie bardzo wiedzą, o czym ma być historia i wtedy powstają takie dzieła jak Takara-kun to Amagi-kun. Jest to zdecydowanie najnudniejsza japońska (i nie tylko) drama, jaką oglądałam w swoim życiu. Przez dziesięć odcinków fabuła prawie wcale nie rusza do przodu. Wprawdzie mijają dni, jednak brakuje tutaj innych elementów ukazujących upływ czasu i rozwój relacji.

Fabułę można streścić bardzo krótko i rzeczowo – do jednej klasy chodzą dwaj chłopcy o zupełnie odmiennych charakterach. Takara Shun, który należy do grupy najpopularniejszych uczniów, i Taichi Amagi, trochę nieśmiały, ale jednocześnie bardzo lubiany i łatwo nawiązujący znajomości z innymi nastolatek. Mimo tego, że właściwie nic ich nie łączy, zostają parą i po kryjomu się spotykają. I dzieje się tak właściwie do samego końca.

Odcinki są bardzo krótkie, mają zaledwie dwadzieścia minut, więc nie oczekiwałam skomplikowanej, pełnej zwrotów akcji historii. Od samego początku nastawiałam się na lekki i słodki romans bez większych dramatów. Szczególnie mocno zasugerowałam się pozytywnymi opiniami. Jednakże okazało się, że cała seria wręcz nie ma fabuły i opiera się po prostu na rozmowach między bohaterami. W większości między Takarą a Amagim, czasami pojawiają się ich przyjaciele czy znajomi i to oni wnoszą cokolwiek do historii. Gdyby nie Tanaka, główni bohaterowie nie mieliby powodu, by szczerze ze sobą porozmawiać, a gdyby nie Katori, zapewne podjęliby kilka błędnych decyzji.

Negatywnie na mój odbiór wpłynęła też charakterystyka bohaterów. Obaj aktorzy wyglądają niesamowicie sztucznie. Chodzi zarówno o ich makijaż i fryzurę, jak i ubiór czy sposób poruszania się. Takara wygląda śmiesznie w jasnych włosach, które przypominają perukę, a do tego jest tak sztywny, że jest mi ciężko uwierzyć, że należy do najpopularniejszych uczniów w szkole. Nie chodzi o to, że powinien stać się luzakiem, ale zabrakło mu umiejętności aktorskich (tutaj niezmiennie moim faworytem jest Furakawa Yuki jako Irie Naoki z dramy Itazura na kiss). Amagi również zachowuje się nienaturalnie i widać, z jaką trudnością przyszło mu odgrywanie radosnego, a jednocześnie nieśmiałego nastolatka. O ile większość widzów bardzo go lubi, o tyle mnie na jego widok chwilami mdliło. Sprawiał, że drama była przesadnie cukierkowata.

Widać, że aktorzy byli niedoświadczeni i nie czuli się swobodnie na planie. Jak wspomniałam, zachowywali się bardzo sztucznie, a ich dialogi chwilami były niezręczne. Nie udawało im się oddawać emocji bohaterów. Pretensjonalny wygląd i słaba gra aktorska to dobry przepis na wielką klapę. Nie wyczuwałam między bohaterami żadnej chemii i do dzisiaj nie rozumiem, dlaczego tak właściwie są razem.

Podsumowując: czy można całkowicie zepsuć szkolną historię miłosną? Jak widać – owszem. Najlepszym przepisem na to jest brak akcji i dynamiki, sztuczne postacie i słabe przedstawienie rozwoju ich relacji. Parokrotnie rozważałam porzucenie tej serii, jednak nie chciałam się poddawać. Bardzo nie lubię nie kończyć seriali, więc i tej historii dałam szansę, Jedną, drugą, trzecią… Udało się, chociaż zajęło mi to znacznie więcej czasu niż powinno. Myślę, że nawet gdyby ta drama miała głupią i nierealną fabułę, oglądałoby mi się ją o niebo lepiej.

 

* O, tak właśnie myślałam podczas oglądania!

15 czerwca 2024

[KSIĄŻKA] "SAGA O LUDZIACH ZIEMI. WPATRZENI W NIEBO" ANNA FRYCZKOWSKA

– Przemyślałeś? – Nie odmówiłam sobie złośliwości.

– Tak. I masz rację.

– Z czym?

– Że najbystrzejsi we wsi jesteśmy. I z tym drugim też masz rację.

– Z czym?

– Że głupi bym był, gdybym nie chciał swatów do ciebie słać.

Wpatrzeni w niebo Anna Fryczowska

Podejrzewam, że większości z was polską wieś kojarzą z powieścią Chłopi Władysława Reymonta. Chociaż jest to powieść niezwykła – barwie i z niesamowitą wiernością opisującą życie mieszkańców Lipcach – czytana raczej niechętnie i niezbyt doceniana przez uczniów. Sądzę więc, że ze względu na niezbyt przyjemne wspomnienia niektórzy nawet nie myślą o tym, żeby przeczytać coś w podobnych klimatach. Do niedawna ja także tak myślałam. Uważałam, że nie jest to temat, który by mnie interesował i uparcie twierdziłam, że nigdy zdania nie zmienię. A jednak… Nie sądziłam, że będę aż tak oczarowana tą książką.

Wpatrzeni w niebo to pierwszy tom dylogii Saga o ludziach ziemi. Akcja rozpoczyna się na początku XIX wiek, gdy przez Kujawy przechodzi epidemia sprowadzona przez rosyjskie wojska. Wielu ludzi umarło, wielu straciło rodziny. Wtedy na wsi pojawia się mężczyzna, który szuka chętnych przeprowadzki do sąsiedniej wsi, Naczachowa, gdzie życie będzie o wiele lepsze. Na propozycję przystają główni bohaterowie, Hanka i Antoś Józwiakowie. Stają się pierwszymi mieszkańcami Naczachowa. Tak zaczyna się właściwa opowieść.

Przyznam, że niezwykle ciężko jest mi opisać fabułę tej książki. Nie potrafię dobrać odpowiednich słów, wybrać tego, co powinnam powiedzieć. Jest tak dlatego, że chociaż Wpatrzeni w niebo to książka niepozorna, licząca trochę ponad czterysta stron, opowiada ogromny kawałek historii – aż trzydzieści lat życia na polskiej wsi. Każdy rozdział opatrzony jest wstępem będącym zbiorem informacji dotyczących sytuacji na świecie, dzięki czemu historia Józwiaków mocno osadzona jest w historii. Stało się tak za sprawą tego, że Anna Fryczkowska w książce opisuje losy swoich przodków. W beletrystyczny sposób opisuje to, o czym sama przeczytała, i w rewelacyjny sposób prowadzi akcję. Widać, jak wiele czasu poświęciła na pogłębianie swojej wiedzy dotyczącej życia chłopów w XIX wieku i jak bardzo ja to zafascynowało. W innym przypadku nie udałoby tak dobrze oddać ducha czasu.

Narracja w książce jest pierwszoosobowa, jednak brakuje jednego narratora. Wydarzenia opisywane są z punktu widzenia różnych bohaterów – Hanki, jej syna Szczepana, a także Janka i Janki, dwojga ocalałych po epidemii dzieci zamieszkujących Naczachowo. Czytelnik może dokładniej zrozumieć, co dzieje się we wsi, a także spojrzeć na nią przekrojowo. Szalenie podobało mi się to, jak wiele trudu autorka włożyła w to, żeby chociaż trochę oddać język chłopów. Ta drobna stylizacja językowa robi ogromną różnicę w odbiorze. To nie tylko gwarowe słowa, ale przede wszystkim sposób wypowiedzi, który pokazuje wnętrze człowieka, jego sposób myślenia i moralność. To, co zrobiła autorka, jest po prostu niesamowite. Dawno nie spotkałam się z taka książką, w której postacie byłyby tak mocno i starannie nakreślone.

Anna Fryczkowska stworzyła autentyczny, jak najwierniej oddający klimat obraz XIX–wiecznej wsi.

Ja słuchałam audiobooka i uważam, że wybór Anny Gzyry na lektorkę to był strzał w dziesiątkę. Jej głos tak doskonale odwzorowywał sposób mówienia Hanki. Podczas słuchania miałam wrażenie, że to prawdziwa opowieść snuta przez kobietę, która tego wszystkiego doświadczyła. Może dzięki temu tak bardzo polubiłam Hankę, kobietę, która wiedziała, czego chce od życia i nigdy się nie poddała.

Chociaż w młodości nie doceniałam ani treści, ani tym bardziej języka Chłopów tak teraz po latach przepadłam podczas lektury Wpatrzonych w niebo. Czułam się, jakbym była dzieckiem i biegała po polskiej wsi, podglądając sąsiadów. Tak barwnie Anna Fryczkowska snuje opowieść o swoich przodkach – Hance i Antosiu oraz Szczepanie i jego rodzinie.

Ubolewam, że promowanych jest tak wiele słabych książek, które powielają schematy, kaleczą język czy przekazują złe wartości, a o powieściach takich jak Wpatrzeni w niebo się zapomina, nie wspomina publicznie. Przechodzą one bez echa, chociaż zasługują na wiele więcej. Moim zdaniem Anna Fryczkowska i jej powieść powinny otrzymać jakąś nagrodę.

5 czerwca 2024

[DRAMA] "BETWEEN US" NEW SIWAJ SAWATMANEEKUL

Nie chcę miłości. Nie chcę się w nikim zakochiwać. Bo nie chcę nikogo stracić.

Win, Between Us

Lubię wracać do niektórych filmów i seriali. Szczególnie do tych, które wywarły na mnie duże wrażenie. Do niedawna myślałam, że Between Us nie należy do tej kategorii, ale po natknięciu się na  YouTubie na kilka filmików z udziałem Wina i Teama postanowiłam trochę powspominać i ponownie obejrzeć tę dramę. Może dotychczas nie uważałam jej za najlepszą, ale zdecydowanie ma coś w sobie, co do siebie przyciąga. Może to zasługa chemii między aktorami?

Between Us to tajska drama, która powstała na podstawie nowelki pod tytułem Hemp Rope. Głównymi bohaterami są Team, pierwszoroczny student, który na początku roku dołącza do klubu pływackiego, i Win, wiceprzewodniczący tego klubu. Ich drogi krzyżują się przypadkiem i gdyby nie pewne wydarzenie podczas wyjazdu integracyjnego, studenci nigdy by się do siebie nie zbliżyli. Od tego momentu spędzają ze sobą więcej czasu i poznają swoje słabe i mocne strony. Szybko okazuje się, że Team to uzdolniony pływak, którego dręczą nocne koszmary wynikające z tragicznych wydarzeń z przeszłości. Z tego powodu chłopak nie może wykazać się podczas ważnych wydarzeń – jest niewyspany, zmęczony i nie potrafi się skupić. Win szybko odkrywa powód, dla którego Team nie wykorzystuje całego swojego potencjału i oferuje pomoc. Daje chłopakowi bezpieczne schronienie w swoich ramionach i chociaż początkowo byli jedynie przyjaciółmi z korzyściami, ich relacja zaczyna wykraczać poza łóżko.

Gdy przeczytałam opis fabuły, to od razu skojarzył mi się on z niesamowicie żenującą książką Chłopak, który zakradał się do mnie przez okno Kirsty Moseley, którą czytałam jako nastolatka. I nie ukrywam, że o Between Us na początku nie miałam dobrego zdania. Myślałam, że będzie to naiwna i irracjonalna opowieść, na co po części wskazywał opis. Nie wpływał on pozytywnie na odbiór historii. Ale gdy zaczęłam oglądać dramę, bardzo szybko przepadłam. Opis jest odrobine krzywdzący, ponieważ jak się okazuje, akcja rozgrywa się w wielu miejscach i dotyka całego życia Wina i Teama, a nie jedynie ich bliskości fizycznej. Between Us pozwala nam zagłębić się w psychikę bohaterów. Każda postać mierzy się z własnymi problemami – traumą, niepewnością, zbyt wysokimi wymaganiami, brakiem zrozumienia czy akceptacji. Jest to też seria, w której czuć napięcie między główną parą. Chociaż czasami miałam dość dramatyzmu w ich relacji, to mogę zrzucić to na karb tego, że zarówno Win jak i Team są bohaterami, którzy nie radzą sobie z emocjami i nie do końca je rozumieją. Historia trochę się z tego powodu dłuży. Niepewni Win i Team nie potrafią wyznać sobie uczuć i dużo czasu zajmuje im określenie statusu swojej relacji.

Tym, co zakrawa o absurd, jest to, że wokół głównej pary są sami geje. Nie ma ani jednej lesbijki, natomiast pojawia się jedna para hetero. Pozostali bohaterowie – którzy są dla fabuły w jakimś stopniu istotni – zostają uwikłani w gejowskie relacje (takich par jest aż trzy!). Wiem, że jest to popularny zabieg, skoro już odbiorcy przywiązali się do konkretnych bohaterów, ale tutaj to już chyba drobna przesada i zasada mimesis nie zostaje zachowana. Nie będę o pozostałych parach opowiadać, żeby nie zdradzić za wiele fabuły (chociaż myślę, że o niektórych wszyscy doskonale wiedzą).

Jestem teraz w trakcie oglądania  Until We Meet Again  (a także czytania noweli Hemp Rope) i zauważyłam, że relacja między Winem a Teamem rozwija się dość powoli i mijają dni i miesiące, zanim wszystko udaje im się poukładać. W Between Us odniosłam wrażenie, że wszystko toczy się szybko – pierwsze zbliżenie miało miejsce wkrótce po dołączeniu Teama do klubu, a kolejne kilka dni po pierwszym. Jak się teraz okazuje, nim w ogóle relacja Wina i Teama zahaczyła o erotyzm, zdążyli się już trochę poznać, porozmawiać, poprzekomarzać… W tej dramie tego zabrakło. Podczas seansu Between Us odniosłam wrażenie, że Teama i Wina połączyła wyłącznie chęć rozładowania napięcia seksualnego, chociaż prawda była zupełnie inna. Brakuje mi w tym serialu uporządkowania relacji głównej pary. Podczas oglądania Until We Meet Again mam niezły dysonans poznawczy, gdy próbuję umiejscowić fabułę w czasie i określić stopień relacji między Winem i Teamem. Żeby w pełni zrozumieć główna parę z Between Us, warto obejrzeć też Until We Meet Again (niektórzy zapewne zaczęli od tej dramy, ale jeśli jeszcze tego nie zrobiliście, zacznijcie od Between Us, inaczej zepsujecie sobie przyjemność oglądania!).

Podsumowując: Between Us to urocza drama z jednymi z lepszych scen zbliżeń. Emocje aż kipią z bohaterów, a napięcie seksualne wyczuwalne jest w powietrzu. Nie należy oczekiwać sensacyjnej fabuły, ale jest to z pewnością emocjonalny rollercoaster.

7 kwietnia 2024

[KSIĄŻKA] "AFGAŃSKA PERŁA" NADIA HASHIMI

 Wiesz, co mówi się na temat ludzkiej duszy? Że jest twardsza niż kamień i jednocześnie bardziej delikatna niż płatki kwiatów.

Afgańska perła Nadia Hashimi

Afgańska perła to była jedna z najtrudniejszych lektur, z jakimi zmierzyłam się w swoim życiu. Zdarzyło mi się już przeczytać książki, w których bohaterowie wyzwali islam, jednak na tle powieści Nadii Hashmi wydają się one naprawdę lekkie. Główne bohaterki To ja, Malala i Hürrem. Słowiańska odaliska mają możliwości, a nawet odrobinę wolności. Ich życie krok po kroku staje się lepsze, nie są jedynie pionkami w męskie grze. Zupełnie inaczej jest z kobietami w Afgańskiej perle.

Gdy pierwszy raz natknęłam się na Afgańską perłę, zauważyłam bardzo dużo pozytywnych opinii, a opis na okładce mocno mnie zaciekawił. Akcja powieści toczy się na dwóch płaszczyznach czasowych – w XX i XXI wieku.

Główną bohaterką historii osadzonej w XX wieku jest Szekiba, której historia jest smutna – w dzieciństwie w wyniku wypadku zostaje oszpecona, wkrótce na skutek epidemii traci rodzeństwo, a następnie matkę. Przez długi czas żyje wyłącznie z załamanym ojcem. Pomaga mu, jakby była chłopcem. Niestety, i on ją wreszcie zostawia. Nastoletnia dziewczyna pozostaje sama, a jak wiadomo, w muzułmańskim świecie jest to nie do przyjęcia. W tym momencie los młodej kobiety diametralnie się zmienia – zostaje przyjęta do rodziny, która jej nienawidzi, a następnie, można by rzec, sprzedana. Nie było to jednak miejsce, w którym mogła spędzić resztę życia. Stamtąd trafia na dwór króla i zostaje strażniczką (a może strażnikiem?) haremu.

Natomiast najważniejszą bohaterką, która jest również narratorem, jest Rahima. Gdy ją poznajemy, jest jeszcze dzieckiem – ma zaledwie kilkanaście lat, dwie starsze i dwie młodsze siostry. W przeciwieństwie do Szekiby, swojej prababki, o której opowiada jej ciotka Szaima, naprawdę zamienia się w chłopca. Chociaż to naprawdę polega wyłącznie na ścięciu jej włosów i ubraniu w chłopięce ubrania. Od tego momentu Rahima zostaje bacza posz i może bawić się z innymi chłopcami, biegać po okolicy, robić zakupy, rozmawiać z mężczyznami. Trwa to dość długo i mimo że dziewczyna dojrzewa – zaczyna miesiączkować, rosną jej piersi – matka nie decyduje się przywrócić ją do roli dziewczynki, ponieważ opłaca jej się mieć w rodzinie chłopca. Niestety ta decyzja rzutuje na resztę życia Rahimy i jej starszych sióstr – jej uzależniony od opium ojciec, który już nie potrafi racjonalnie myśleć, sprzedaje je na żony dla starszych mężczyzn. Od tej chwili życie nastolatek nie jest już tak lekkie jak wcześniej.

Mówiąc szczerze opis z okładki niewiele mówi o właściwej fabule. Przede wszystkim tylko jedna z bohaterek staje się bacza posz, Rahima. Jej prababka Szekiba już w dorosłych życiu zostaje osadzona w roli mężczyzny, bo przecież jako kobieta nie mogłaby zostać strażniczką. Dodatkowo to, co zapowiedziano w opisie, stanowi jedynie kilkadziesiąt stron książki, właściwa akcja rozpoczyna się w momencie, gdy Rahima (miała trzynaście, może czternaście lat!) zostaje oddana starszemu mężczyźnie i zostaje jego czwartą żoną.

Historia Szekiby jest stosunkowo łagodna. Oczywiście jej życie nie jest łatwe – nie może mieć własnego zdania, nie ma prawa do majątku swojego ojca, jest bita i krytykowana przez mężczyzn – jednak to, co dzieje się z Rahimą, jest zupełnie nie do przyjęcia. Można powiedzieć, że jest ona jeszcze dzieckiem, gdy jej mąż zmusza ją do współżycia, nie ma oparcia niemal w nikim w nowym domu, jest wykorzystywana, bita, obrażana. To, co przezywała, wywoływało we mnie wewnętrzny bunt. Tak nie wolno! – chciałam krzyknąć. Bolało mnie serce, gdy czytałam, jak pogodna dziewczynka zostaje sprowadzona do roli żony bez praw. W ogóle wiele w tej książce jest rzeczy, których nie mogłam zaakceptować. To, że kobiety nie mogą same wyjść z domu (gdy Rahima zostaje rozdzielona z rodziną, praktycznie nie ma z nikim kontaktu), rozmawiać z mężczyznami (wyłącznie z rodziną) czy chociażby zrobić zakupów wywoływało we mnie protest. Podobnie jak to, że kobiety zostały zdegradowane jedynie do roli służącej – posprzątaj, ugotuj, urodź i wychowaj dzieci,  najlepiej tylko chłopców! Tak naprawdę w najważniejszych momentach nawet matka nie miała prawa głosu, a ojciec czy mąż mógł zrobić co chciał.

Trochę nie rozumiem, jak działa bacza posz –  to niby wciąż dziewczynki, ale w chłopięcych ubraniach, ale mogą już robić to, czego nie wolno im siostrom. Co ciekawe, wszyscy wiedzą, że Rahima to dziewczynka… W moich oczach to totalnie bezsensowne, ale chciałabym się dowiedzieć, jak rozumieją to muzułmanie.  

Ta książka była dla mnie szczególnie ciężka, ponieważ to, o czym czytałam, dla mnie – kobiety z Europy, która w zasadzie ma takie sama prawa jak mężczyzna – nie rozumiałam, dlaczego kobiety z krajów islamskich są tak poniżane. Dlaczego w ogóle się na to godzą! Jakim cudem mężczyźni, którzy kochają swoje córki (bo żony może niekoniecznie), pozwalają na to, by cierpiały. Cierpiałam dlatego, że nie mam wpływu na to, co się tam dzieje, nie mogę tego zmienić w żaden sposób. I wiem, że jeszcze długi czas te kobiety będą uciskane przez mężczyzn. O wiele łatwiej zaakceptować coś, co w jakimś stopniu nas dotyczy, jest nam bliższe, bardziej zrozumiałe dla nas.

To dobra lektura, sprawnie napisana, jednak przerażająca. Myślę, że nie jest ona dla wszystkich i niektórzy mogą sobie z nią nie poradzić.

27 marca 2024

[DRAMA] "WEDDING PLAN" NE NETI SUWANIJNDA

Proszę. Niech zjawi się w jego życiu ktoś, kto go uleczy. Ktokolwiek to nie będzie. Uszanuję jego decyzję.

matka Loma, Wedding Plan

Nie będę ukrywać, że obejrzałam Wedding Plan przede wszystkim (albo i wyłącznie) dlatego, że w tej serii pojawiają się moi ukochani bohaterowie – Prapai i Sky. Scena, w której występują, jest najlepsza, zdecydowanie! Chciałabym, żeby powstała o nich kolejna seria… Myślałam, że w tej dramie zostanie im poświęcone więcej czasu antenowego, więc zdążyłam już na wstępie się rozczarować, jednak nie zaniechałam oglądania dalej. I bardzo dobrze! Seria okazała się przyjemna, ale nie najlżejsza, ponieważ porusza kilka współczesnych problemów.

Ta historia wyróżnia się od innych tym, że główni bohaterowie poznają się… podczas organizacji ślubu jednego z nich. Sailom, młody, przystojny i bogaty biznesmen pojawia się ze swoją narzeczoną Yiwą w firmie zajmującej się organizacją ślubów. Jednym z pracowników jest Namnuea, profesjonalista, który uwielbia swoją pracę. Wydawać by się mogło, że przecież nic z tego nie wyniknie, bo jak, pan młody i jego wedding planner? Ale co w sytuacji, kiedy cały ślub jest jedynie farsą? Nuea i Lom ze względu na współpracę spędzają ze sobą coraz więcej czasu, jednak Nuea wcale nie jest z tego zadowolony – Lom go pociąga. Wedding planner zmuszony jest wytrwać i przygotować przepiękny ślub dla mężczyzny, który staje się mu niebezpiecznie bliższy.

Na początku wcale nie byłam zainteresowana fabułą. Może w małym stopniu. Chciałam jednak bardzo zobaczyć, co u moich ulubionych postaci, i z czasem wciągnęłam się w fabułę tej dramy. Historia jest ciekawa, ale mam wrażenie, że nie do końca przez odbiorców zrozumiała. Sailom i Yiwa planują ślub, chociaż wcale się nie kochają, a jak się wkrótce okazuje, nie interesuje ich płeć przeciwna. Yiwa ma dziewczynę, natomiast Lom zakochał się od pierwszego wejrzenia w Nuei i postanawia go zdobyć. Nie jest to łatwe zadanie, jednak razem z narzeczoną podejmują decyzję, żeby zorganizować ślub właśnie w firmie, w której pracuje Namnuea. Dzięki temu Sailom będzie mógł nawiązać kontakt z mężczyzną. Przeczytałam wiele komentarzy o tym, że Sailom okrutnie krzywdzi Namnueę, nie mówiąc mu prawdy. Rzeczywiście dawał mu sprzeczne sygnały. Z jednej strony informował: Biorę ślub, kocham Yiwę, a z drugiej niebezpiecznie skracał dystans między nim a Nueą. Zgadzam się, że takie zachowanie nie było w porządku, ale naprawdę jestem w stanie zrozumieć mężczyznę.

Tutaj warto wyjaśnić, że Lom wcale nie bawi się Nueą i wielokrotnie bywa w stosunku do niego szczery. Tak naprawdę problem tkwi w konserwatywnym środowisku i matkach młodej pary. Obie kobiety są po prostu toksyczne, od najmłodszych lat ich dzieci musiały ukrywać swoje prawdziwe uczucia. Zarówno Yiwa, jak i Lom nie chcą przekreślać relacji z rodziną, a że ślub może dać im odrobinę wolności – decydują się na niego. Jednak o ile Yiwa jest ze swoją prawdziwa miłością od dłuższego czasu i może jej powiedzieć wszystko, o tyle Lom nie może być pewien, czy jego tajemnica będzie bezpieczna. Zachowuje się jak dupek, to trzeba przyznać i nie dziwię się, że Nuea mimo szczerego zainteresowania ze strony mężczyzny, ucieka od niego. Bardzo współczułam Namnuei, który z całych sił starał się nie angażować w to uczucie, zachować pozory i doprowadzić do szczęśliwego zakończenia przygotowań do ślubu.

Uważam, że tematyka wbrew pozorom nie była łatwa, a sytuacja, w jakiej znaleźli się bohaterowie, nie była przyjemna dla nikogo. Tutaj każdy cierpi. Yiwa i jej ukochana, bo muszą się ukrywać, Lom, ponieważ poświęca się do przyszłej żony i jednocześnie nosi wielkie brzemię tajemnicy, a także Nuea, który stara się powstrzymać swoje uczucia. Tak naprawdę nie irytował mnie żaden bohater (może z wyjątkiem matki Yiwy) i uważam, że aktorzy super odegrali swoje role. Może nie są profesjonalistami, ale odczuwałam ich emocje. Swoją drogą bardzo polubiłam Yiwę i Marine, jej dziewczynę. Ich relacja była taka… urocza, delikatna, w pewnym sensie dojrzała. Lubiłam oglądać sceny z nimi, a "Aya" Orapan Phongmaykin (wcielająca się w Yiwę) ma taki piękny uśmiech i w ogóle radosną twarz, że cieszyłam się, gdy tylko ją widziałam. Też jeśli chodzi o jej relacje z Lomem, to jest to świetna relacja! Są wspierającymi się przyjaciółmi, starają się pomóc na tyle, na ile mogą, a czasami też zmuszą do działania. Naprawdę o siebie dbali.

Na koniec chciałabym powiedzieć, że drama porusza naprawdę ważny temat i chociaż bardzo wczuwamy się w rolę oszukiwanego Nuei, to powinniśmy też zrozumieć działania Loma i nie przekreślać go na wstępie. W jego zachowaniu widać, że nie chce ranić Nuei, ale jest bardzo rozdarty i on też potrzebuje wsparcia. W pierwszym odcinku jest taki ładny dialog:

– Ostatecznie udało im się być razem.

– Fakt, sama nie wierzę, że to się dzieje.

– To dlatego, że rodziny ich naprawdę wspierają.

 

PS "Pak" Naphat Leelahatorn, grający Nueę, ma taki… dziwny, trochę denerwujący (przynajmniej mnie) głos, że myślałam, że tylko przez to porzucę dramę. Z czasem się przyzwyczaiłam, więc gdybyście mieli podobne odczucia – nie rezygnujcie!

Aha! I najlepiej najpierw obejrzyjcie Love in the Air, aby nie zaspoilerować sobie zakończenia :).

25 marca 2024

[KSIĄŻKA] "KRÓL" SZCZEPAN TWARDOCH

– Ależ pani Ryfko, jakiej kurwie proponuje się dwa tysiące złotych? – zaryzykował.

– Drogiej – powiedziała lodowato.

Król Szczepan Twardoch

Już od pierwszych stron wiedziałam, że to nie będzie dla mnie łatwa lektura. I tak podchodziłam do tej lektury nieco sceptycznie – gdy byłam na studiach, było organizowane spotkanie dotyczące jego twórczości i wtedy usłyszałam o nim pierwsze niepochlebne opinie. Pod ich wpływem zrezygnowałam z przeczytania książki i uczestnictwa w spotkaniu. Jednak o Szczepanie Twardochu nie przestało być głośno i wreszcie znalazłam odwagę, by poznać jego twórczość. Padło na Króla, ale szczerze mówiąc – nie wiem dlaczego. Może sugerowałam się opisem? Może tym, że powstał serial? Naprawdę nie wiem, co mnie podkusiło do tej lektury, którą jestem szczerze rozczarowana.

Ciężko było w ogóle zacząć Króla, ponieważ zderzyłam się z przytłaczająco długim opisem pojedynku bokserskiego, który po prostu mnie znudził. Może byłoby inaczej, gdyby narrator był wszechwiedzący, ale tym razem mamy do czynienia z narracją pierwszoosobową a opowieść snuje emerytowany żołnierz Mosze Inbar, w młodości lepiej znany jako Mojżesz Bernsztajn. Tym, co w jego narracji przeszkadza, to ślepe zapatrzenie w Jakuba Szapirę, świetnego boksera żydowskiego pochodzenia. Powiedziałabym, że celem tej książki jest po prostu wychwalenie wniebogłosy Szapiry… Jednak według informacji na okładce miała to być ekscytująca historia o latach 30. osadzona w pełnej konfliktów Warszawie. Zgodzę się z tym, ponieważ większość akcji dotyczy katowania lub mordowania.

Sama historia ma w sobie mało z tego, co pojawiło się na okładce. Przepełniona była przede wszystkim alkoholem, seksem i przemocą. Bohaterowie bili się, torturowali, zabijali. Autor jakby całkiem zapomniałam, że obiecywał pełną emocji i zaskakujących zwrotów akcji. Nie uświadczyłam tu pasjonujących realiów Warszawy lat 30. XX wieku ani ciekawego i wolnego od mitologizowania portretu żydowskiego bohatera. Z fabuły zapamiętałam jedynie krew, rzekę i kaszalota (który to w ogóle do mnie nie przemówił, może dlatego, że nie znam poprzednich dzieł autora).

W Królu spotykamy się z dwoma głównymi bohaterami – Moszem Inbarem i Jakubem Szapirą. Obaj niemiłosiernie mnie irytowali i dlatego ciężko było mi przebrnąć przez lekturę. Nie było w niej żadnej postaci, którą bym polubiła, o której losach czytałabym z wypiekami na twarzy. Większość bohaterów została zepchnięta na margines i poświęcono im niewiele czasu. Niektórzy pojawiali się tylko po to, aby zaraz zginąć. Warto przeanalizować obie postacie i ich działania.

Zacznę od Moszego Inbara, ponieważ jest najbardziej nielogiczną postacią w Królu. Jego historia zaczyna się, gdy w wieku siedemnastu lat jego ojciec zostaje brutalnie zamordowany przez Jakuba Szapirę na zlecenie Kuma Kaplicy. Chłopak jest świadkiem, jak Szapira wyprowadza z mieszkania jego ojca i jest świadom, że już nigdy więcej go nie zobaczy. Ten dzień wpływa na całą rodzinę Bernsztajna. Matka popada w rozpacz, nie jest w stanie opiekować się synami, a Mojżesz… Mojżesz pcha się wprost w łapy Jakuba Szapiry. Co więcej – zostaje jego ulubieńcem! Wpatrzony jest w mordercę ojca jak w obrazek i podąża za nim krok w krok, wykonuje jego polecenia, powiedziałabym, że nawet się zaprzyjaźnia. Siedemnastoletni, prawie dorosły chłopak zachowuje się jak osoba niespełna rozumu. W ogóle nie jestem w stanie tego pojąć. Jeszcze ich relacja jest opisana w taki sposób, jakby Szapiro uratował Mojżeszowi życie.

Drugą postacią, o której muszę napisać, jest właśnie Jakub Szapiro. Niesamowity, najsilniejszy, najbogatszy i najstraszniejszy Żyd w Warszawie. Nie ma sobie równych nawet wśród Polaków. To właśnie on, jak gdyby nigdy nic brutalnie morduje ojca Mojżesza, a potem jego syna przygarnia pod swoje skrzydła. Traktuje chłopaka jak własnego syna, zabiera go ze sobą wszędzie, pozwala mu patrzeć na ogrom cierpienia dookoła niego. Można odnieść wrażenie, że wręcz żałuje tego, co zrobił, chociaż wykonywał rozkazy Kumy Kaplicy. Rzadko podejmuje samodzielne decyzje, głównie wykonuje rozkazy Kaplicy, jest jego marionetką.

Nie chcę spoilerować, ale podczas lektury bardzo szybko można zorientować się, że to wszystko nie ma sensu i w połowie już niemal całkowicie traci się ochotę na czytanie. Zakończenie wiele wyjaśnia i rzuca trochę lepsze światło na historię, chociaż wciąż nie rekompensuje bólu, jakiego doświadczyłam podczas czytania poprzednich czterystu stron. Nie rozumiem też sensu kontynuacji tej powieści…

1 marca 2024

[DRAMA] "HE'S INTO HER" CHAD VIDANES

Chcę kogoś, kto zostanie ze mną bez względu na to, jakie to trudne.

Maxpein, He’s Into Her

To moja pierwsza filipińska drama, którą obejrzałam w całości. Pamiętam, że kiedyś wpadłam na inny film z Filipin, jednak nie mogłam się przekonać do pomieszanych języków wypowiedzi bohaterów i ją porzuciłam. Nawet nie pamiętam, jaki miała tytuł. Jeśli chodzi o He’s Into Her, to nawet nie wiem, dlaczego zaczęłam oglądać tę serię. Może chciałam spróbować czegoś nowego? Być może przekonały mnie komentarze porównujące tę dramę z Hana Yori Dango? Początkowo oglądanie szło mi dość wolno i nie byłam pewna, czy dokończę tę dramę, ale po przełamaniu pierwszym lodów poszło bardzo szybko.

Główną bohaterką tej dramy jest Maxpein de Valle – dziewczyna, która urodziła się i wychowała na wyspie Mindoro. Jej jedyną rodziną są babcia i wujek, z którymi mieszka. Dziewczyna straciła matkę w wieku jedenastu lat, a ojca nigdy nie znała. Nie sądziła, że jej życie może wyglądać inaczej. Wszystko zmienia się, gdy okazuje się, że jej ojciec jest bogatym mężczyzną i oferuje pomoc dla jej chorej babci. Jego jedyną prośbą jest, aby Max zamieszkała z nim i jego nową rodziną w Manili, stolicy Filipin. W ten sposób trafia do innego świata. Zamieszkuje w pięknym domu i idzie do prestiżowej szkoły – Międzynarodowego Liceum Benison. Jednak jej życie nie należy do najłatwiejszych – nowa rodzina ojca wcale nie jest do niej pozytywnie nastawiona, a w szkole popada w konflikt z kapitanem drużyny koszykówki i najpopularniejszym chłopakiem w liceum – Deibem Lohrem Enrilem. Jak się okazuje, to wcale nie jest ich pierwsze spotkanie. Chłopak postanawia zmienić życie dziewczyny w koszmar. Max jednak nie zamierza się poddać i postanawia pokazać Deibowi, że tak łatwo się jej nie pozbędzie. Ta trudna początkowo relacja szybko przeradza się w młodzieńczą miłość, jednak Max i Deibowi wciąż ciężko się porozumieć.

Od początku historia Max i Deiba mnie wciągnęła. Byłam pozytywnie zaskoczona, bo fabuła rzeczywiście miała sens i nie był to kolejny typowy romans. W dramie ukazany jest rozwój ich relacji, jak to zwykle bywa – od nienawiści do miłości. Max to pewna siebie i odważna dziewczyna, która zawsze będzie bronić swoich wartości. Deib podobnie. Nic więc dziwnego, że ich pierwsze spotkanie nie mogło być udane. Jednak o ile dziewczyna dba o innych i nie pozwala się obrażać, o tyle chłopak zachowuje się tak przede wszystkim dlatego, bo czuje się (a może chce się poczuć?) lepszy od innych. Ale jak to w szkolnych (i nie tylko) dramach romantycznych bywa, facet dla kobiety zawsze się zmieni na lepsze. Nie inaczej było tutaj. Deib wpada po uszy i stara się przypodobać Max. Prowadzi to jednak do serii nieporozumień i zanim bohaterom uda się porozumieć, na ich drodze stanie wiele przeszkód.

Max i Deib to para rzeczywiście dobrze dobrana. Gdzieś czytałam, że aktorzy podobno naprawdę są parą – stąd może tak dobra chemia między nimi i naturalność. Chciałabym pochwalić aktorów, którzy (w większości) odwalili kawał dobrej roboty i dzięki nim do fabuły wpadło trochę świeżości. Chyba nie było postaci, której bym nienawidziła lub uważała za zbędną. Każdy bohater ma swoją historię i rolę do odegrania – właściwie nikt z nich nie został zepchnięty na margines i każdy ma swoje pięć minut. Zarówno przyjaciele Deba, jak i Max, a także nieco mniej ważni bohaterowie – rodzice i rodzeństwo głównej pary, przyjaciele z dzieciństwa, dawni partnerzy. Nie są to oni nachalnie wprowadzeni do fabuły.

Ta fabuła rzeczywiście trochę przypomina tę z Hana Yori Dango, ale w He’s Into Her bohaterowie dość szybko przechodzą na wyższy poziom relacji i otwarcie mówią o swoich uczuciach. Główni bohaterowie także zachowują się inaczej, więc uważam, że mimo podobieństw nie należy tych serii porównywać, a jeśli ktokolwiek martwi się, że jest to kolejny remake lub adaptacja czy ekranizacja mangi.

Drama ta spodobała mi się do tego stopnia, że mimo początkowych trudności, właśnie oglądam drugi sezon. I po kilku odcinkach wydaje mi się, że nie będę tego żałować.

 

PS Tak w ogóle to dziwnie ogląda się serial, w którym część bohaterów mówi wyłącznie po filipińsku, a druga część niemal wyłącznie po angielsku. Co zabawne – podczas rozmów w pełni się rozumieją i dalej mówią w innych językach!

28 lutego 2024

[KSIĄŻKA] "WIĘZIEŃ NIEBA" CARLOS RUIZ ZAFÓN

Są ludzie, którzy mają w zwyczaju uśmiechać się przesadnie, kiedy zbiera im się na płacz.

Więzień nieba Carlos Ruiz Zafón

Seria Cmentarz Zapomnianych Książek ma w sobie coś takie, że mimo mieszanych uczuć po przeczytaniu Gry anioła, nie mogłam się powstrzymać przed przeczytaniem trzeciego tomu – Więźnia nieba. I teraz czuję, że powinnam jak najszybciej poznać zakończenie tetralogii – Labirynt duchów. Pech chciał, że na razie tej książki nie mam…

Naprawdę Więzień nieba to kawał dobrej literatury, szczególnie ze względu na to, że łączą się tutaj losy większości bohaterów, których poznaliśmy we wcześniejszych tomach – całej rodziny Sempre (Sempre’ów? nie jestem pewna wymowy i odmiany), Davida Martina, Fermina Romera de Torresa… Na kartach książki pojawiają się też nowi bohaterowie – równie barwi jak ich poprzednicy.

Trzeci tom skupia się na historii Fermina, który jak się okazuje, wcale nie tak przypadkowo trafił na ulice Barcelony w pobliżu księgarni Sempre i Synowie. Punktem wyjścia do opowieści jest jego ślub z Bernardą. Wydaje się, że Fermin ma wątpliwości, czy na pewno powinien się żenić, a Daniel, jego wierny przyjaciel, postanawia mu pomóc. Żeby jednak to zrobić, musi wysłuchać historii życia Fermina i poznać jego wszystkie sekrety. Także te, które bezpośrednio łączą się z przeszłością rodziny Sempre. Gdy Fermin obnaża się całkowicie, Daniel poznaje bolesną prawdę, z którą ciężko mu się pogodzić.

Ta książka składa się z dwóch części, a właściwie dwóch płaszczyzn czasowych. Główna fabuła toczy się w latach 1957–1958 (plus epilog – 1960) i jest kontynuacją historii znanej z Cienia wiatru. Narratorem jest Daniel Sempre, już dorosły chłopak, który ożenił się z ukochaną Beą i razem wychowują syna Juliana. Pewnego dnia w księgarni pojawia się tajemniczy mężczyzna, który zostawia wiadomość dla Fermina. To przede wszystkim przez niego Fermin decyduje się opowiedzieć o swojej przeszłości. I to jest właśnie druga płaszczyzna czasowa. Obejmuje ona lata 1939–1940, czyli czas, który Fermin w większości spędził w więzieniu oraz wzmianki o tym, jak Fermin poznał Daniela i jego ojca i zamieszkał razem z nimi.

To, co jest niesamowite w tej serii, to to, że te płaszczyzny bez przerwy się przenikają i dzięki opowieści Fermina otrzymujemy również kontynuację Gry anioła i dowiadujemy się o pewnym niewspomnianym w drugim tomie epizodzie z życia Davida Martina – jego pobycie w więzieniu. Niezmiernie się ucieszyłam, że chociaż trochę wyjaśnili nieścisłości z Gry anioła. Wtedy nie wiedziałam, co jest prawdą, a co fikcją. Wydawało mi się, że David ma urojenia i całą opowieść sobie wyobraził. Czy tak jest? Odpowiedź można znaleźć w trzecim tomie! Podobnie jest z postacią Isabelle, czyli matką Daniela i przyjaciółką Martina. Dowiadujemy się o niej więcej i możemy zobaczyć, jak spędziła ostatnie miesiące życia. Tutaj wyjaśnia się też, dlaczego inspektor Fumero ścigał Fermina, wydawałoby się, bez powodu.

Klimatycznie historia trzyma poziom, jednak nie zaskakuje tak jak pierwszy tom. Mam wrażenie, że klimat stał mi się już tak bliski, że po prostu nie zwracam na niego aż takiej uwagi. Ach, jeszcze warto wspomnieć o wszelkich cytatach – toż to jest skarbnica mądrości! Oczywiście można znaleźć też te zabawne, ale warte zapamiętania zdania, jednak wiele po prostu przekazuje życiowe prawdy.

Ten tom zakończył się w taki sposób, że wręcz nie mogę doczekać się, aż poznam zakończenie historii. Wprawdzie w Cieniu wiatru jest co nieco informacji o przyszłości – krótka wzmianka o 1966 roku – jednak wciąż jest luka czasowa i brakuje informacji o tym, co działo się między 1958 a 1966. A na pewno dużo!