Pokazywanie postów oznaczonych etykietą HISTORYCZNE. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą HISTORYCZNE. Pokaż wszystkie posty

15 czerwca 2024

[KSIĄŻKA] "SAGA O LUDZIACH ZIEMI. WPATRZENI W NIEBO" ANNA FRYCZKOWSKA

– Przemyślałeś? – Nie odmówiłam sobie złośliwości.

– Tak. I masz rację.

– Z czym?

– Że najbystrzejsi we wsi jesteśmy. I z tym drugim też masz rację.

– Z czym?

– Że głupi bym był, gdybym nie chciał swatów do ciebie słać.

Wpatrzeni w niebo Anna Fryczowska

Podejrzewam, że większości z was polską wieś kojarzą z powieścią Chłopi Władysława Reymonta. Chociaż jest to powieść niezwykła – barwie i z niesamowitą wiernością opisującą życie mieszkańców Lipcach – czytana raczej niechętnie i niezbyt doceniana przez uczniów. Sądzę więc, że ze względu na niezbyt przyjemne wspomnienia niektórzy nawet nie myślą o tym, żeby przeczytać coś w podobnych klimatach. Do niedawna ja także tak myślałam. Uważałam, że nie jest to temat, który by mnie interesował i uparcie twierdziłam, że nigdy zdania nie zmienię. A jednak… Nie sądziłam, że będę aż tak oczarowana tą książką.

Wpatrzeni w niebo to pierwszy tom dylogii Saga o ludziach ziemi. Akcja rozpoczyna się na początku XIX wiek, gdy przez Kujawy przechodzi epidemia sprowadzona przez rosyjskie wojska. Wielu ludzi umarło, wielu straciło rodziny. Wtedy na wsi pojawia się mężczyzna, który szuka chętnych przeprowadzki do sąsiedniej wsi, Naczachowa, gdzie życie będzie o wiele lepsze. Na propozycję przystają główni bohaterowie, Hanka i Antoś Józwiakowie. Stają się pierwszymi mieszkańcami Naczachowa. Tak zaczyna się właściwa opowieść.

Przyznam, że niezwykle ciężko jest mi opisać fabułę tej książki. Nie potrafię dobrać odpowiednich słów, wybrać tego, co powinnam powiedzieć. Jest tak dlatego, że chociaż Wpatrzeni w niebo to książka niepozorna, licząca trochę ponad czterysta stron, opowiada ogromny kawałek historii – aż trzydzieści lat życia na polskiej wsi. Każdy rozdział opatrzony jest wstępem będącym zbiorem informacji dotyczących sytuacji na świecie, dzięki czemu historia Józwiaków mocno osadzona jest w historii. Stało się tak za sprawą tego, że Anna Fryczkowska w książce opisuje losy swoich przodków. W beletrystyczny sposób opisuje to, o czym sama przeczytała, i w rewelacyjny sposób prowadzi akcję. Widać, jak wiele czasu poświęciła na pogłębianie swojej wiedzy dotyczącej życia chłopów w XIX wieku i jak bardzo ja to zafascynowało. W innym przypadku nie udałoby tak dobrze oddać ducha czasu.

Narracja w książce jest pierwszoosobowa, jednak brakuje jednego narratora. Wydarzenia opisywane są z punktu widzenia różnych bohaterów – Hanki, jej syna Szczepana, a także Janka i Janki, dwojga ocalałych po epidemii dzieci zamieszkujących Naczachowo. Czytelnik może dokładniej zrozumieć, co dzieje się we wsi, a także spojrzeć na nią przekrojowo. Szalenie podobało mi się to, jak wiele trudu autorka włożyła w to, żeby chociaż trochę oddać język chłopów. Ta drobna stylizacja językowa robi ogromną różnicę w odbiorze. To nie tylko gwarowe słowa, ale przede wszystkim sposób wypowiedzi, który pokazuje wnętrze człowieka, jego sposób myślenia i moralność. To, co zrobiła autorka, jest po prostu niesamowite. Dawno nie spotkałam się z taka książką, w której postacie byłyby tak mocno i starannie nakreślone.

Anna Fryczkowska stworzyła autentyczny, jak najwierniej oddający klimat obraz XIX–wiecznej wsi.

Ja słuchałam audiobooka i uważam, że wybór Anny Gzyry na lektorkę to był strzał w dziesiątkę. Jej głos tak doskonale odwzorowywał sposób mówienia Hanki. Podczas słuchania miałam wrażenie, że to prawdziwa opowieść snuta przez kobietę, która tego wszystkiego doświadczyła. Może dzięki temu tak bardzo polubiłam Hankę, kobietę, która wiedziała, czego chce od życia i nigdy się nie poddała.

Chociaż w młodości nie doceniałam ani treści, ani tym bardziej języka Chłopów tak teraz po latach przepadłam podczas lektury Wpatrzonych w niebo. Czułam się, jakbym była dzieckiem i biegała po polskiej wsi, podglądając sąsiadów. Tak barwnie Anna Fryczkowska snuje opowieść o swoich przodkach – Hance i Antosiu oraz Szczepanie i jego rodzinie.

Ubolewam, że promowanych jest tak wiele słabych książek, które powielają schematy, kaleczą język czy przekazują złe wartości, a o powieściach takich jak Wpatrzeni w niebo się zapomina, nie wspomina publicznie. Przechodzą one bez echa, chociaż zasługują na wiele więcej. Moim zdaniem Anna Fryczkowska i jej powieść powinny otrzymać jakąś nagrodę.

10 kwietnia 2024

[DRAMA] "I FEEL YOU LINGER IN THE AIR" TEE BUNDIT SINTANAPARADEE

Czasami ludzie posiadają historie, których nie mogą nikomu opowiedzieć.

Yai, I Feel You Linger in the Air

Przez długi czas nie mogłam wkręcić się w żadną dramę. Najczęściej oglądanie przerywałam po kilku minutach. Nie mogłam się skupić i  najczęściej oglądanie przerywałam po kilku minutach. Miałam wrażenie, że obejrzałam tyle dobrych serii, że teraz ciężko znaleźć coś, co mogłoby im dorównać. A jednak udało się! I Feel You Linger in the Air przerwało mój zastój i chociaż nie mogłam wciągnąć się od pierwszych minut, nie porzuciłam dramy. 

Głównym motywem są podróże w czasie. Jom, młody architekt, zostaje poproszony o renowację starego domku w Chiang Mai. Gdy tylko przyjeżdża, zaczynają dziać się dziwne rzeczy, a w jego głowie pojawiają się nieznane wspomnienia. Zupełnie jakby częścią historii tego domu. Podczas prac remontowych odkrywa również wiele cennych przedmiotów. Życie Joma jest przepełnione zwyczajnością – pracuje i ma chłopaka. Jest szczęśliwy, do momentu, gdy jego ukochany, Ohm, postawia z nim zerwać. Zrozpaczony Jom, nie może zapanować nad przytłaczającymi go emocjami. Pod ich wpływem chłopak ulega wypadowi samochodowymi i wpada do rzeki. To wydarzenie zmienia resztę jego życia. Udaje mu się wypłynąć na powierzchnię, jednak świat, który widzi, nie jest tym samym światem, w którym się urodził. Wkrótce okazuje się, że cofnął się o sto lat i znalazł się w latach 20. XX wieku. I właśnie tutaj spotyka Yaia, mężczyznę ze swoich snów. Czy Jom odnajdzie się w nowej rzeczywistości, wśród ludzi, którzy wyglądają tak samo, jak jego bliscy ze współczesności? Jakie wyzwania staną przed chłopakiem? Czy odnajdzie swoje miejsce na świecie?

Początek szedł mi bardzo powoli, ponieważ ten czas w życiu był dla mnie trudny. Dramy tajskie mają stosunkowo długie odcinki i ciężko było mi za jednym zamachem obejrzeć blisko godzinę historii. Zrobiłam też sobie przerwę w oglądaniu, ale kiedy wróciłam – przepadłam.

W tej serii pięknie ukazane jest uczucie, ponieważ zarówno Jom, jak i Yai mają świadomość, że coś ich łączy. Śnili o sobie, o swoim związku i bliskości, więc ich początkowa relacja pewna jest jednocześnie niepewności i fascynacji. Obu aktorom udało się oddać emocje towarzyszące ich postacią przy spotkaniach. To jest chyba pierwsza seria, w której nie spotkałam się z nachalnym mężczyzną próbującym przekonać drugiego do relacji. Tutaj wszystko rozwija się powoli i chociaż Yai, jako syn Luanga Nitithama, pana domu, jest wyżej postawiony niż Jom będący jego sługą, nie naciska, jest wręcz onieśmielony. Chociaż bohaterowie nie zostają para w pierwszych odcinkach, jesteśmy świadkami rozwoju ich uczuć i zmian, jakie w nich zachodzą. Yai jest ogromnym wsparciem dla zagubionego w nowym świecie Jom. Uwielbiam patrzeć na jego drobne gesty, które mają zapewnić partnerowi komfort. I wcale nie chodzi o sceny erotyczne, bo ich za wiele nie ma. Jego słowa, w których nie ma krzty krytyki czy urazy. Tylko on potrafi wesprzeć Joma na duchu.

 

Nie wiesz, co do ciebie czuję, Jom? Moje czyny w ogóle nie dotarły do twojego serca?

Yai, I Feel You Linger in the Air

 

Jest to seria bardzo emocjonalna. Życie Joma nie jest łatwe. Najpierw zdradza go chłopak, potem niemal ginie w rzece aż wreszcie trafia do świata, w którym panują zupełnie inne zasady. Chłopak jest złamany psychicznie, nie odnajduje w swoim życiu celu ani przyjemności. Nie jest też pewny siebie, brakuje mu odwagi. Cierpimy razem z nim i gdyby nie to, że znamy część fabuły i raczej oczekujemy konkretnego zakończenia, moglibyśmy nie wytrzymać tych nagromadzonych emocji.

Fabuła z jednej strony jest zaskakująca, z drugiej jednak nieco oczywista – początek zaczyna się od wydarzeń z przyszłości, które pozwalają nam spodziewać się, co wydarzy się w kolejnych odcinkach i jak potoczy się relacja Yaia i Joma. Mimo wszystko wiele scen zaskakuje, a zakończenie oglądamy pełni niepokoju. W ogóle warto zaznaczyć, że najlepiej oglądać tę serię dwa razy. Tak, aby nic nam nie umknęło.

Jedyne, co mnie rozczarowało, to zakończenie. Niewiele wyjaśnia. Oczywiście jest takie, aby zadowolić odbiorców, jednak jak się okazało, zrozumiałam je trochę nie tak jak powinnam. Z ciekawości poczytałam wpisy w Internecie i jak się okazało, historia dalej potoczyła się inaczej niż w dramie. Domyślam się, że chcieli zrobić w miarę klarowne i zamknięta zakończenie, ale nie do końca mi to odpowiadało. Scena po napisach w ostatnim odcinku zapowiada, że być może pojawi się kontynuacja. Zdążył wyjść już specjalny odcinek, teraz tylko czekać, aż zostanie udostępniony szerszej publiczności.

A teraz jedyne, co mi pozostało, to przeczytać nowelkę. Może to być nie lata wyzwanie, jednak być może – ze zniecierpliwienia – podejmę.

 

PS Ach tak! Powinnam jeszcze wspomnieć o muzyce. Jakże ona jest klimatyczna! Od razu poczułam klimat tamtych lat. Jest taka… sielska. Kojarzy mi się z takim spokojnym, wiejskim życiem. Uwielbiam.

25 marca 2024

[KSIĄŻKA] "KRÓL" SZCZEPAN TWARDOCH

– Ależ pani Ryfko, jakiej kurwie proponuje się dwa tysiące złotych? – zaryzykował.

– Drogiej – powiedziała lodowato.

Król Szczepan Twardoch

Już od pierwszych stron wiedziałam, że to nie będzie dla mnie łatwa lektura. I tak podchodziłam do tej lektury nieco sceptycznie – gdy byłam na studiach, było organizowane spotkanie dotyczące jego twórczości i wtedy usłyszałam o nim pierwsze niepochlebne opinie. Pod ich wpływem zrezygnowałam z przeczytania książki i uczestnictwa w spotkaniu. Jednak o Szczepanie Twardochu nie przestało być głośno i wreszcie znalazłam odwagę, by poznać jego twórczość. Padło na Króla, ale szczerze mówiąc – nie wiem dlaczego. Może sugerowałam się opisem? Może tym, że powstał serial? Naprawdę nie wiem, co mnie podkusiło do tej lektury, którą jestem szczerze rozczarowana.

Ciężko było w ogóle zacząć Króla, ponieważ zderzyłam się z przytłaczająco długim opisem pojedynku bokserskiego, który po prostu mnie znudził. Może byłoby inaczej, gdyby narrator był wszechwiedzący, ale tym razem mamy do czynienia z narracją pierwszoosobową a opowieść snuje emerytowany żołnierz Mosze Inbar, w młodości lepiej znany jako Mojżesz Bernsztajn. Tym, co w jego narracji przeszkadza, to ślepe zapatrzenie w Jakuba Szapirę, świetnego boksera żydowskiego pochodzenia. Powiedziałabym, że celem tej książki jest po prostu wychwalenie wniebogłosy Szapiry… Jednak według informacji na okładce miała to być ekscytująca historia o latach 30. osadzona w pełnej konfliktów Warszawie. Zgodzę się z tym, ponieważ większość akcji dotyczy katowania lub mordowania.

Sama historia ma w sobie mało z tego, co pojawiło się na okładce. Przepełniona była przede wszystkim alkoholem, seksem i przemocą. Bohaterowie bili się, torturowali, zabijali. Autor jakby całkiem zapomniałam, że obiecywał pełną emocji i zaskakujących zwrotów akcji. Nie uświadczyłam tu pasjonujących realiów Warszawy lat 30. XX wieku ani ciekawego i wolnego od mitologizowania portretu żydowskiego bohatera. Z fabuły zapamiętałam jedynie krew, rzekę i kaszalota (który to w ogóle do mnie nie przemówił, może dlatego, że nie znam poprzednich dzieł autora).

W Królu spotykamy się z dwoma głównymi bohaterami – Moszem Inbarem i Jakubem Szapirą. Obaj niemiłosiernie mnie irytowali i dlatego ciężko było mi przebrnąć przez lekturę. Nie było w niej żadnej postaci, którą bym polubiła, o której losach czytałabym z wypiekami na twarzy. Większość bohaterów została zepchnięta na margines i poświęcono im niewiele czasu. Niektórzy pojawiali się tylko po to, aby zaraz zginąć. Warto przeanalizować obie postacie i ich działania.

Zacznę od Moszego Inbara, ponieważ jest najbardziej nielogiczną postacią w Królu. Jego historia zaczyna się, gdy w wieku siedemnastu lat jego ojciec zostaje brutalnie zamordowany przez Jakuba Szapirę na zlecenie Kuma Kaplicy. Chłopak jest świadkiem, jak Szapira wyprowadza z mieszkania jego ojca i jest świadom, że już nigdy więcej go nie zobaczy. Ten dzień wpływa na całą rodzinę Bernsztajna. Matka popada w rozpacz, nie jest w stanie opiekować się synami, a Mojżesz… Mojżesz pcha się wprost w łapy Jakuba Szapiry. Co więcej – zostaje jego ulubieńcem! Wpatrzony jest w mordercę ojca jak w obrazek i podąża za nim krok w krok, wykonuje jego polecenia, powiedziałabym, że nawet się zaprzyjaźnia. Siedemnastoletni, prawie dorosły chłopak zachowuje się jak osoba niespełna rozumu. W ogóle nie jestem w stanie tego pojąć. Jeszcze ich relacja jest opisana w taki sposób, jakby Szapiro uratował Mojżeszowi życie.

Drugą postacią, o której muszę napisać, jest właśnie Jakub Szapiro. Niesamowity, najsilniejszy, najbogatszy i najstraszniejszy Żyd w Warszawie. Nie ma sobie równych nawet wśród Polaków. To właśnie on, jak gdyby nigdy nic brutalnie morduje ojca Mojżesza, a potem jego syna przygarnia pod swoje skrzydła. Traktuje chłopaka jak własnego syna, zabiera go ze sobą wszędzie, pozwala mu patrzeć na ogrom cierpienia dookoła niego. Można odnieść wrażenie, że wręcz żałuje tego, co zrobił, chociaż wykonywał rozkazy Kumy Kaplicy. Rzadko podejmuje samodzielne decyzje, głównie wykonuje rozkazy Kaplicy, jest jego marionetką.

Nie chcę spoilerować, ale podczas lektury bardzo szybko można zorientować się, że to wszystko nie ma sensu i w połowie już niemal całkowicie traci się ochotę na czytanie. Zakończenie wiele wyjaśnia i rzuca trochę lepsze światło na historię, chociaż wciąż nie rekompensuje bólu, jakiego doświadczyłam podczas czytania poprzednich czterystu stron. Nie rozumiem też sensu kontynuacji tej powieści…

22 lutego 2024

[KSIĄŻKA] "TRUP NA PIEKIELNYM WIERCHU" JURAJ ČERVENÁK

Podczas działań wojennych zapach śmierci stał się mu wiernym towarzyszem. Dawno doń przywykł. O wiele bardziej gnębiło go pytanie, co to wszystko oznacza.

Trup na Piekielnym Wierchu Juraj Červenák

Dalej przechodzą mnie dreszcze na wspomnienie tej książki. W ramach swojego postanowienia, aby czytać więcej książek z różnych stron świata, gdy zobaczyłam wśród audiobooków słowacki kryminał, od razu się nim zainteresowałam. Opis nie wydawał się groźny. Jasne, akcja toczy się w XVI wieku, więc mogłam spodziewać się okrucieństwa i innej mentalności, ale jednak przerosło mnie skupianie się na torturach. Znacznie chętniej poczytałabym o obyczajach, życiu bohaterów, relacjach między nimi czy opisach przyrody. Otrzymałam jednak to, co otrzymałam.

Akcja powieści toczy się w XVI wieku w cesarstwie habsburskim rządzonym przez Rudolfa II. Są to czasy niespokojne, ponieważ właśnie teraz Turcy próbują przedostać się na teren cesarstwa, wykorzystując górskie tereny Górnych Węgier. Okazuje się, że Turkom prawdopodobnie pomaga miejscowy zdrajca. Wkrótce do kraju powraca kapitan Stein, jednak nie może nacieszyć się odpoczynkiem – zostaje wybrany, aby odnaleźć zdrajcę i go ukarać. Jego towarzyszem jest Jaroš, naprawdę utalentowany i znany kat. Gdy docierają na miejsce, do Szczawnicy, okazuje się, że sprawa jest bardziej skomplikowana niż im się wcześniej wydawało. Z czasem pojawia się też trzeci ważny bohater – Barbarič – który będzie towarzyszył Steinowi w dalszych przygodach.

Sama historia wydaje się ciekawa zwłaszcza dlatego, że przynosi coś świeżego, czego wcześniej nie było (a przynajmniej nie było zbyt popularne). Klimat średniowiecza częściowo jest oddany, chociaż w moim odczuciu opisy przyrody i obyczajów nie są zbyt dokładne i gdyby nie informacje o władcy czy najeździe Turków można by tę historię potraktować jak zwykły kryminał. Stein, który początkowo szuka wyłącznie zdrajcy, zostaje wplątany w serię niepokojących zdarzeń – trup ścieli się gęsto, a do tego co poniektórzy wspominają także o pogańskich obrzędach mających miejsce na szczycie. Zdecydowanie ciężko jest odnaleźć sprawdzę całego zamieszania, bo gdy tylko Stein i Barbarič przesłuchują kolejnych świadków, na jaw wychodzą kolejne tajemnice zmieniające bieg śledztwa. Sama warstwa kryminalna podobała mi się ze względu na to, że nie była tak oczywista jak mogłoby się wydawać. Zainteresował mnie też konflikt między chrześcijaństwem a pogaństwem – jak widać, mieszkańcy Bańskiej Szczawnicy (miasta, w którym Stein szuka zdrajcy) wcale nie są do końca przekonani do nowej wiary.

Bohaterów jest ich naprawdę dużo i podczas słuchania łapałam się na tym, że mylą mi się postacie albo nie wiem, o kim mowa (a powinnam). Chociaż nie wiem, czy to takie istotne, skoro znaczna część wspomnianych bohaterów i tak zginęła. Jeśli chodzi o głównych bohaterów, to jedynie Barbarič wydawał się ludzki i w jakimś stopniu wzbudził moją sympatię. Wydał mi się postacią dość wiernie przedstawiającą ludzi tamtych czasów. Nie był nieczuły na cierpienie innych, potrafił zrozumieć innych, a także miał własne grzeszki i potrzeby. Natomiast Stein i Jaroš wzbudzają we mnie obrzydzenie. Są zimnymi, wyrachowanymi sadystami, którzy w głowach mają tylko jedno – tortury. Uważam, że Stein wcale nie wykazał się wybitnym inteligentem, rozwiązując zagadkę trupów na Piekielnym Wierchu, bo większość informacji zdobył dzięki Jarošowi torturującemu kolejnych podejrzanych o kłamstwo. Do tego te wszystkie tortury zostały opisane bardzo szczegółowo, co wywoływało u mnie wręcz obrzydzenie. Reszta postaci stanowiła raczej tło. Być może pojawią się oni jeszcze w kolejnych tomach i wtedy ich wątki zostaną rozwinięte.

O, a jeszcze jeśli chodzi o bohaterów – wydaje mi się, że czasami niektóre określenia (na przykład stopnia) były w różnych formach. Zorientowałam się dość późno, ale odczułam tę rozbieżność. Być może pojawiły się tez inne błędy, jednak nie usłyszałam ich. To chyba dobrze.

Słuchałam audiobooka i muszę przyznać, że wykonanie jest świetne. Do teraz jestem pod wrażeniem, jak jedna osoba i odpowiednio dobrane efekty dźwiękowe potrafią nadać klimatu. Głos Jacka Draguna idealnie pasuje do tej dość spokojnej, a przede wszystkim mrocznej historii. Sposób prowadzenia fabuły jest stonowany, wcale nie pospieszny, chociaż mogłoby się tak wydawać, bo niby się dzieje dużo. To, co zasługuje na pochwałę, to fakt, że dodano dźwięki ptaków, szumu drzew, muzykę podkreślającą klimat grozy. Efekty dźwiękowe pojawiają się przede wszystkim na początku rozdziałów (narrator zapowiada wydarzenia), ale czasami też w ich trakcie. W kilku ostatnich słuchanych przeze mnie audiobookach słyszałam takie niestaranne wykonanie (nikt nie zadbał o wyciszenie dźwięków odstawianej wody, skorygowania zbędnych przerw czy zbyt zbitego tekstu), że tutaj aż zaskoczyło mnie, że nie ma żadnego potknięcia ani zbędnych odgłosów. Ogromny szacunek do lektora za pięknie przygotowaną wersję.

Chociaż jest to dopiero pierwszy tom serii o Steinie i Barbariču, to wiem, że tutaj kończy się moja przygoda. Jeśli ktoś lubi takie średniowieczne klimaty z wątkiem kryminalnym, a także nie przeszkadzają mu opisy tortur (które pewnym stopniu zaspokajają sadystyczną część Steina), to na pewno ucieszy się z kontynuacji. Na Słowacji wyszło tych tomów aż dziewięć, więc jest na co czekać.

16 stycznia 2023

[DRAMA] "ALCHEMIA DUSZ" PARK JOON HWA

 They are balsam seeds. If you plant these right now, the flowers will bloom in three to four months. I could make them bloom in front of your eyes right now by using a spell. But I need to be slow. I would like to wait and watch them sprout, grow, and bloom. Can you wait with me?

Park Jin, Alchemia dusz

Z dramami koreańskimi (i nie tylko), jest tak, że albo się je kocha, albo nienawidzi. Jeśli już ktoś ma za sobą pierwszą dramę – nieważne, z jakiego kraju – i będzie nią zachwycony, na pewno obejrzy kolejne. Z czasem zmieniają się gusta czy zainteresowania, więc repertuar poszerza się o kolejne gatunki, lecz bywa też tak, że trafiamy na coś, co nie do końca nas przekonuje, jednak i tak oglądamy – bo czemu nie? Powiew świeżości każdemu jest potrzebny.

Ja nie planowałam oglądać Alchemii dusz. Mówiąc szczerze – nie interesowała mnie, fabuła wydawała mi się nieodpowiednia dla mnie, ale właśnie potrzebowałam takiej odskoczni od codzienności, bo miałam wrażenie, że utonęłam w dwóch gatunkach.

Historia ta opowiada o… właściwie to kilku rzeczach, o których opisy na wielu stronach – przynajmniej polskich – nie wspominają. Należało by zacząć od tego, że tak naprawdę cała akcja rozpoczyna się w momencie, gdy Jang Uk spotyka Mu Deok, a właściwie Natsu uwięzionej w ciele słabej, niewidomej kobiety. W chwili spotkania oboje znajdują się w podobnej sytuacji – żadne z nich nie potrafi wydobyć z siebie mocy, która przekracza wyobrażenie wielu ludzi. Dopiero z czasem odkrywamy, że tak naprawdę w świecie stworzonym przez Park Yoon Hwa wielu jest potężnych czarodziejów.

Oczywiście jednak nikogo nie zdziwi, że najsilniejszą, najbardziej niesamowitą postacią jest główny bohater. W końcu data jego narodzin zobowiązuje. Twórcy nie omieszkali jednak pominąć motywu od zera do bohatera, co nieco psuło mi odbiór tej postaci. Naprawdę, z nikogo stał się najlepszym magiem ostatnich czasów. I chociaż czasami wykorzystywał sztuczki, to w wielu przypadkach po prostu w krótkim czasie osiągał coś, na co inni czekali tygodniami, miesiącami, latami. Zdecydowanie bardziej lubię motyw, w którym ta wyjątkowość przejawia się od samego początku. Jest wtedy czas, aby rozwinąć postać, pozwolić zdobyć jej chociażby doświadczenie.

Tutaj postacią, która według mnie zasługuje na uznanie, jest Naksu. I bardzo żałuję, że było jej tak mało. Już w pierwszym odcinku więźnie w ciele słabej służącej i nie może wykazać się siłą, którą posiada. A mogłaby zostać najlepszym magiem! Można się domyślić jednak domyślić, że ciało, które przejęła, nie należy do zwyczajnych. Ale tego dowiadujemy się dopiero w połowie seansu.

Tym, co mnie zachwyciło najbardziej, to magia! Świat, który tutaj poznajemy, jest niesamowity. Czary to nie są słowa, a żywioły, jednak wykorzystywane w zupełnie inny niż zwykle sposób. Mam za sobą wiele książek, filmów czy seriali fantastycznych, więc bardzo trudno mnie zadziwić. Jest to nowatorski sposób patrzenia na naturę i energię, która unosi się wokół nas. Efekty specjalnie oddziałują na odbiorców, oj oddziałują.

Zdecydowanie serial jest godny polecenia zarówno ze względu na fabułę, jak i efekty specjalne. Jest to drama stworzona z dużym rozmachem. Pojawia się wiele znaczących postaci, które mają wpływ na główną parę czy fabułę. Jest też dużo zwrotów akcji, które zaskakują oglądających. Niektóre uważam trochę za nieudane, jednak nie przekreśla to całości.

Moim największym zarzutem jest zakończenie, które mocno mi się nie podobało. Właściwie przekreślała wszystko, co dotychczas się wydarzyło. Moje niezadowolenie było tak wielkie, że od razu sięgnęłam po pierwszy odcinek drugiej serii. I wiecie co? Jestem jeszcze bardziej skonfundowana tym, co się wydarzyło! Oczywiście rozumiem, że po takim zakończeniu nic nie mogło być po staremu, ale byłam gotowa na taki szok…

Szczerze wam jednak polecam Alchemię dusz, bo to, co poczujecie przy tym seansie, zostanie z wami na zawsze. Na pewno nie będzie to czas stracony.