Pokazywanie postów oznaczonych etykietą AUDIOBOOK. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą AUDIOBOOK. Pokaż wszystkie posty

15 czerwca 2024

[KSIĄŻKA] "SAGA O LUDZIACH ZIEMI. WPATRZENI W NIEBO" ANNA FRYCZKOWSKA

– Przemyślałeś? – Nie odmówiłam sobie złośliwości.

– Tak. I masz rację.

– Z czym?

– Że najbystrzejsi we wsi jesteśmy. I z tym drugim też masz rację.

– Z czym?

– Że głupi bym był, gdybym nie chciał swatów do ciebie słać.

Wpatrzeni w niebo Anna Fryczowska

Podejrzewam, że większości z was polską wieś kojarzą z powieścią Chłopi Władysława Reymonta. Chociaż jest to powieść niezwykła – barwie i z niesamowitą wiernością opisującą życie mieszkańców Lipcach – czytana raczej niechętnie i niezbyt doceniana przez uczniów. Sądzę więc, że ze względu na niezbyt przyjemne wspomnienia niektórzy nawet nie myślą o tym, żeby przeczytać coś w podobnych klimatach. Do niedawna ja także tak myślałam. Uważałam, że nie jest to temat, który by mnie interesował i uparcie twierdziłam, że nigdy zdania nie zmienię. A jednak… Nie sądziłam, że będę aż tak oczarowana tą książką.

Wpatrzeni w niebo to pierwszy tom dylogii Saga o ludziach ziemi. Akcja rozpoczyna się na początku XIX wiek, gdy przez Kujawy przechodzi epidemia sprowadzona przez rosyjskie wojska. Wielu ludzi umarło, wielu straciło rodziny. Wtedy na wsi pojawia się mężczyzna, który szuka chętnych przeprowadzki do sąsiedniej wsi, Naczachowa, gdzie życie będzie o wiele lepsze. Na propozycję przystają główni bohaterowie, Hanka i Antoś Józwiakowie. Stają się pierwszymi mieszkańcami Naczachowa. Tak zaczyna się właściwa opowieść.

Przyznam, że niezwykle ciężko jest mi opisać fabułę tej książki. Nie potrafię dobrać odpowiednich słów, wybrać tego, co powinnam powiedzieć. Jest tak dlatego, że chociaż Wpatrzeni w niebo to książka niepozorna, licząca trochę ponad czterysta stron, opowiada ogromny kawałek historii – aż trzydzieści lat życia na polskiej wsi. Każdy rozdział opatrzony jest wstępem będącym zbiorem informacji dotyczących sytuacji na świecie, dzięki czemu historia Józwiaków mocno osadzona jest w historii. Stało się tak za sprawą tego, że Anna Fryczkowska w książce opisuje losy swoich przodków. W beletrystyczny sposób opisuje to, o czym sama przeczytała, i w rewelacyjny sposób prowadzi akcję. Widać, jak wiele czasu poświęciła na pogłębianie swojej wiedzy dotyczącej życia chłopów w XIX wieku i jak bardzo ja to zafascynowało. W innym przypadku nie udałoby tak dobrze oddać ducha czasu.

Narracja w książce jest pierwszoosobowa, jednak brakuje jednego narratora. Wydarzenia opisywane są z punktu widzenia różnych bohaterów – Hanki, jej syna Szczepana, a także Janka i Janki, dwojga ocalałych po epidemii dzieci zamieszkujących Naczachowo. Czytelnik może dokładniej zrozumieć, co dzieje się we wsi, a także spojrzeć na nią przekrojowo. Szalenie podobało mi się to, jak wiele trudu autorka włożyła w to, żeby chociaż trochę oddać język chłopów. Ta drobna stylizacja językowa robi ogromną różnicę w odbiorze. To nie tylko gwarowe słowa, ale przede wszystkim sposób wypowiedzi, który pokazuje wnętrze człowieka, jego sposób myślenia i moralność. To, co zrobiła autorka, jest po prostu niesamowite. Dawno nie spotkałam się z taka książką, w której postacie byłyby tak mocno i starannie nakreślone.

Anna Fryczkowska stworzyła autentyczny, jak najwierniej oddający klimat obraz XIX–wiecznej wsi.

Ja słuchałam audiobooka i uważam, że wybór Anny Gzyry na lektorkę to był strzał w dziesiątkę. Jej głos tak doskonale odwzorowywał sposób mówienia Hanki. Podczas słuchania miałam wrażenie, że to prawdziwa opowieść snuta przez kobietę, która tego wszystkiego doświadczyła. Może dzięki temu tak bardzo polubiłam Hankę, kobietę, która wiedziała, czego chce od życia i nigdy się nie poddała.

Chociaż w młodości nie doceniałam ani treści, ani tym bardziej języka Chłopów tak teraz po latach przepadłam podczas lektury Wpatrzonych w niebo. Czułam się, jakbym była dzieckiem i biegała po polskiej wsi, podglądając sąsiadów. Tak barwnie Anna Fryczkowska snuje opowieść o swoich przodkach – Hance i Antosiu oraz Szczepanie i jego rodzinie.

Ubolewam, że promowanych jest tak wiele słabych książek, które powielają schematy, kaleczą język czy przekazują złe wartości, a o powieściach takich jak Wpatrzeni w niebo się zapomina, nie wspomina publicznie. Przechodzą one bez echa, chociaż zasługują na wiele więcej. Moim zdaniem Anna Fryczkowska i jej powieść powinny otrzymać jakąś nagrodę.

22 lutego 2024

[KSIĄŻKA] "TRUP NA PIEKIELNYM WIERCHU" JURAJ ČERVENÁK

Podczas działań wojennych zapach śmierci stał się mu wiernym towarzyszem. Dawno doń przywykł. O wiele bardziej gnębiło go pytanie, co to wszystko oznacza.

Trup na Piekielnym Wierchu Juraj Červenák

Dalej przechodzą mnie dreszcze na wspomnienie tej książki. W ramach swojego postanowienia, aby czytać więcej książek z różnych stron świata, gdy zobaczyłam wśród audiobooków słowacki kryminał, od razu się nim zainteresowałam. Opis nie wydawał się groźny. Jasne, akcja toczy się w XVI wieku, więc mogłam spodziewać się okrucieństwa i innej mentalności, ale jednak przerosło mnie skupianie się na torturach. Znacznie chętniej poczytałabym o obyczajach, życiu bohaterów, relacjach między nimi czy opisach przyrody. Otrzymałam jednak to, co otrzymałam.

Akcja powieści toczy się w XVI wieku w cesarstwie habsburskim rządzonym przez Rudolfa II. Są to czasy niespokojne, ponieważ właśnie teraz Turcy próbują przedostać się na teren cesarstwa, wykorzystując górskie tereny Górnych Węgier. Okazuje się, że Turkom prawdopodobnie pomaga miejscowy zdrajca. Wkrótce do kraju powraca kapitan Stein, jednak nie może nacieszyć się odpoczynkiem – zostaje wybrany, aby odnaleźć zdrajcę i go ukarać. Jego towarzyszem jest Jaroš, naprawdę utalentowany i znany kat. Gdy docierają na miejsce, do Szczawnicy, okazuje się, że sprawa jest bardziej skomplikowana niż im się wcześniej wydawało. Z czasem pojawia się też trzeci ważny bohater – Barbarič – który będzie towarzyszył Steinowi w dalszych przygodach.

Sama historia wydaje się ciekawa zwłaszcza dlatego, że przynosi coś świeżego, czego wcześniej nie było (a przynajmniej nie było zbyt popularne). Klimat średniowiecza częściowo jest oddany, chociaż w moim odczuciu opisy przyrody i obyczajów nie są zbyt dokładne i gdyby nie informacje o władcy czy najeździe Turków można by tę historię potraktować jak zwykły kryminał. Stein, który początkowo szuka wyłącznie zdrajcy, zostaje wplątany w serię niepokojących zdarzeń – trup ścieli się gęsto, a do tego co poniektórzy wspominają także o pogańskich obrzędach mających miejsce na szczycie. Zdecydowanie ciężko jest odnaleźć sprawdzę całego zamieszania, bo gdy tylko Stein i Barbarič przesłuchują kolejnych świadków, na jaw wychodzą kolejne tajemnice zmieniające bieg śledztwa. Sama warstwa kryminalna podobała mi się ze względu na to, że nie była tak oczywista jak mogłoby się wydawać. Zainteresował mnie też konflikt między chrześcijaństwem a pogaństwem – jak widać, mieszkańcy Bańskiej Szczawnicy (miasta, w którym Stein szuka zdrajcy) wcale nie są do końca przekonani do nowej wiary.

Bohaterów jest ich naprawdę dużo i podczas słuchania łapałam się na tym, że mylą mi się postacie albo nie wiem, o kim mowa (a powinnam). Chociaż nie wiem, czy to takie istotne, skoro znaczna część wspomnianych bohaterów i tak zginęła. Jeśli chodzi o głównych bohaterów, to jedynie Barbarič wydawał się ludzki i w jakimś stopniu wzbudził moją sympatię. Wydał mi się postacią dość wiernie przedstawiającą ludzi tamtych czasów. Nie był nieczuły na cierpienie innych, potrafił zrozumieć innych, a także miał własne grzeszki i potrzeby. Natomiast Stein i Jaroš wzbudzają we mnie obrzydzenie. Są zimnymi, wyrachowanymi sadystami, którzy w głowach mają tylko jedno – tortury. Uważam, że Stein wcale nie wykazał się wybitnym inteligentem, rozwiązując zagadkę trupów na Piekielnym Wierchu, bo większość informacji zdobył dzięki Jarošowi torturującemu kolejnych podejrzanych o kłamstwo. Do tego te wszystkie tortury zostały opisane bardzo szczegółowo, co wywoływało u mnie wręcz obrzydzenie. Reszta postaci stanowiła raczej tło. Być może pojawią się oni jeszcze w kolejnych tomach i wtedy ich wątki zostaną rozwinięte.

O, a jeszcze jeśli chodzi o bohaterów – wydaje mi się, że czasami niektóre określenia (na przykład stopnia) były w różnych formach. Zorientowałam się dość późno, ale odczułam tę rozbieżność. Być może pojawiły się tez inne błędy, jednak nie usłyszałam ich. To chyba dobrze.

Słuchałam audiobooka i muszę przyznać, że wykonanie jest świetne. Do teraz jestem pod wrażeniem, jak jedna osoba i odpowiednio dobrane efekty dźwiękowe potrafią nadać klimatu. Głos Jacka Draguna idealnie pasuje do tej dość spokojnej, a przede wszystkim mrocznej historii. Sposób prowadzenia fabuły jest stonowany, wcale nie pospieszny, chociaż mogłoby się tak wydawać, bo niby się dzieje dużo. To, co zasługuje na pochwałę, to fakt, że dodano dźwięki ptaków, szumu drzew, muzykę podkreślającą klimat grozy. Efekty dźwiękowe pojawiają się przede wszystkim na początku rozdziałów (narrator zapowiada wydarzenia), ale czasami też w ich trakcie. W kilku ostatnich słuchanych przeze mnie audiobookach słyszałam takie niestaranne wykonanie (nikt nie zadbał o wyciszenie dźwięków odstawianej wody, skorygowania zbędnych przerw czy zbyt zbitego tekstu), że tutaj aż zaskoczyło mnie, że nie ma żadnego potknięcia ani zbędnych odgłosów. Ogromny szacunek do lektora za pięknie przygotowaną wersję.

Chociaż jest to dopiero pierwszy tom serii o Steinie i Barbariču, to wiem, że tutaj kończy się moja przygoda. Jeśli ktoś lubi takie średniowieczne klimaty z wątkiem kryminalnym, a także nie przeszkadzają mu opisy tortur (które pewnym stopniu zaspokajają sadystyczną część Steina), to na pewno ucieszy się z kontynuacji. Na Słowacji wyszło tych tomów aż dziewięć, więc jest na co czekać.

18 lutego 2024

[KSIĄŻKA] "ZERO" MARC ELSBERG

Wielkie portale internetowe manipulują informacjami, udostępniając wybrane treści w określony sposób. Tym samym oddziałują na postępowanie ludzi..

Zero Marc Elsberg

Żyjemy w czasach, w których nikogo nie dziwi, że z każdej strony otaczają nas nowoczesne technologie świadczące o ogromnym postępie technicznym. Jesteśmy wręcz od nich uzależnieni. Mamy w domach telewizory, laptopy, inteligentne lodówki. Korzystamy z tabletów i czytników. Nie rozstajemy się z telefonami. Nawet informacji szukamy w internecie, a nie w słowniku czy encyklopedii. Wiele osób pisze wyłącznie na komputerze, spotkania zapisuje w internetowym kalendarzu i prowadzi spotkania online. Czy nie udostępniamy w sieci zbyt wielu informacji o sobie? Co, jeśli ktoś wykorzystuje te wiadomości do własnych celów? Czy dalej jesteśmy bezpieczni? Na te i na inne pytania możemy znaleźć odpowiedzi i Zero, drugiej po Blackout książce wydanej w Polsce.

Chociaż fabuła dzieje się przede wszystkim w Londynie, na początku przenosimy się do Stanów Zjednoczonych, gdzie jesteśmy świadkami ataku na prezydenta przebywającego na polu golfowym. Nie jest to jednak napad z pistoletem w ręku, a… dronem. Prezydent Stanów Zjednoczony został zaatakowany przez dron kontrolowany przez grupę tajną organizację nazywającą się ZERO. Jej celem jest pokazanie, że w obecnym świecie nikt nie jest bezpieczny. Drugim ważnym wątkiem jest zabójstwo młodego mężczyzny, który korzystał z inteligentnych okularów. Czy to one są przyczyną jego śmierci? Dziennikarka Cynthia Bonsath, która niezbyt lubi się z nowoczesną technologią, postanawia odkryć prawdę. Podczas swojego śledztwa natrafia na nowoczesną, bardzo popularną platformę – Freemee, która zbiera informacje o użytkownikach, obiecując im, że dzięki temu ich życie będzie lepsze – staną się bogatsi, poprawią swoje zdrowie, osiągną to, co wydawało się zbyt odległe. Z czasem w głowie czytelnika rodzą się kolejne pytania. Czy taki postęp technologiczny jest bezpieczny? Kim jest ZERO? Jaki jest ich cel? W jaki sposób funkcjonuje Freemee? Kto odpowiada za zabójstwa?

Historia Cynthi Bonsath nie jest prosta i nudna. W jej życiu naprawdę wiele się dzieje i chociaż ona sama tego nie chce, zostaje wplątana w wojnę między wielkimi gigantami. Bardzo mi się spodobało, że jest ona przedstawicielką starszego pokolenia, dla którego telefon nie jest całym światem i które potrafi poradzić sobie bez nowoczesnych technologii. Dzięki temu możemy spojrzeć na świat właśnie z perspektywy osoby postronnej, obserwatora, który i tak staje się w internecie rzeczą, której wartość wzrasta. Bohaterka na łamach powieści wiele przeżywa. Dzieje się tutaj naprawdę dużo, a Cythia mimo woli bierze w walce między dwoma organizacjami o przeciwnej hierarchii wartości.

Świat, w którym żyje główna bohaterka, to świat, w którym nikt nie jest anonimowy, w którym bez przerwy jesteśmy obserwowani i podsłuchiwani. Czy nadal możemy być sobą w tym świecie?

Ze względu na tematykę lektura jest naprawdę wciągająca, ponieważ autor kreśli bardzo udaną, ale też nie napawającą optymizmem wizję przyszłości. Jest to świat zdominowany przez nowoczesne technologię. Stało się tak przede wszystkim dlatego, że młodzi ludzie chcą się rozwijać i doskonalić, a także nie widzą wad ani niebezpieczeństw wynikających z publikacji zbyt wielu informacji o sobie. Tak naprawdę nasza prywatność staje się towarem – im więcej zdradzimy, tym więcej będziemy mieć z tego korzyści. Niestety nie są świadomi tego, że poprzez różne aplikacji są jednocześnie kontrolowani i ciągle obserwowani. Nie musze przejmować się zastanawianiem się nad tym, czy dobrze się odżywiają, o której powinni iść spać, w co się ubrać lub czy ktoś jest godny zaufania. Smartwatch, telefon, a nawet inteligentne okulary chętnie udzielają porad, przez co wpływają na praktycznie każdy aspekt ludzkiego życia

 Wizja świata wykreowana przez Marca Elsberga jest bardzo niepokojąca. We wstępie i posłowiu zwraca uwagę na to, do czego nasz świat dąży. Jego uwagi są bardzo trafne, a warto zauważyć, że pisał tę książkę około dziesięć lat temu, gdy wszystko jeszcze powoli się rozwijało. I mimo że wciąż wiele przed nami, to już teraz powinniśmy obawiać się, co będzie dalej i czy wciąż będziemy istotami myślącymi samodzielnie i ceniącymi sobie prywatność.

Jedyne, czego mi w tej książce zabrakło, to mocnego zakończenia. Obecne wydaje mi się trochę mdłe w porównaniu do całej historii.

 

Uważam, że ta książka mogłaby być świetnymi lekturą dla młodych ludzi. Szokują, zwracają uwagę na aktualny problem, zmuszają do przemyśleń i inicjują dyskusję. Gdzie są granice naszej prywatności? Czy w dobie wszechobecnego internetu wciąż możemy mówić o prywatności?

17 lutego 2024

[KSIĄŻKA] "WESELA NIE BĘDZIE" MAŁGORZATA STAROSTA

Edyta nie lubiła pożegnań, dlatego też ze wszystkich sił starała się ich unikać.

Wesela nie będzie Małgorzata Starosta

Z Małgorzatą Starostą spotkałam się w swoim życiu już nie raz. Czasami były to lepsze, czasami gorsze spotkania, ale pierwszy tom o pruskich babach okazał się bardzo ciekawą i wciągającą lekturą, dlatego bez wahania sięgnęłam po drugą część – Wesela nie będzie. Jest to bezpośrednia kontynuacja losów Edyty Prusko, która w swoim życiu trochę już przeszła. I tym razem autorka nie oszczędza bohaterki, a sam tytuł mówi, że  tutaj na pewno wydarzy się coś niesamowitego!

Edyta Prusko powoli staje na nogi – decyduje się na rozstanie z Rafałem i rozpoczęcie życia od nowa. Może uda jej się tym razem znaleźć szczęście? Planuje również wrócić w rodzinne strony, aby tam odzyskać spokój, jednak zanim to się stanie, wybiera się na Dolny Śląsk do Szklarskiej Poręby razem ze swoimi niezastąpionymi, wiernymi przyjaciółkami. Wydawałoby się, że jest to świetny pomysł na to, aby zapomnieć o ostatnich wydarzeniach, ale nie w przypadku Edyty. Problemy pojawiają się już na samym początku – jedna z koleżanek, Andzia, nie pojawia się na peronie, a zamiast niej Edyta w pociągu spotyka swoją ukochaną teściową, Adaminę Lukrecję Surym. Wydawać by się mogło, że gorzej być nie może, ale jednak – kobieta po raz kolejny znajduje się w centrum kryminalnej intrygi.

W trylogii Pruskie baby bardzo podoba mi się to, z jaką zręcznością Małgorzata Starosta łączy elementy obyczajowe i komediowe z wątkiem zaginięcia i morderstwa. Wszystko pięknie się uzupełnia, a czytelnik może jednocześnie próbować rozwiązać zagadkę kryminalną, ale też lepiej poznać główną parę bohaterów – Edytę i komisarza Bączka – oraz ich bliskich. Fabuła okraszona jest wspaniałymi wspomnieniami z przeszłości, które sprawiają, że lektura jest jeszcze ciekawsza. Bardzo polubiłam całą paczkę przyjaciółek, które mimo tego, że są całkowicie różne, mają własne problemy, dogadują się bez problemu i są gotowe zrobić dla siebie wszystko. Z uśmiechem słuchałam ich rozmów, a dzięki świetnej lektorce, Annie Ryźlak, jeszcze bardziej poczułam ten klimat.

Autorka porusza w tym tomie problem relacji – przyjacielskich, rodzinnych i miłosnych. Edyta Prusko w tym tomie wiele przechodzi. Doświadcza zdrady, niezrozumienia i rozczarowania, lecz także otrzymuje ciepło i miłość. Nie jest sama, bo chociaż z Rafałem to już koniec, ma po swojej stronie innych bliskich.

Książka napisana jest ładną, lekką polszczyzną, dzięki czemu czyta się ją z przyjemnością. Mimo trudnej tematyki, można się podczas lektury zrelaksować i odpocząć, bo humoru nie brakuje. Zarówno wydarzenia, jak i sposób wypowiedzi bohaterów, potrafią ubawić do łez.

Nie wiem dlaczego, ale bardzo ciężko recenzuje mi się powieści Małgorzaty Starosty – czuję, że chcę powiedzieć wiele, ale tak naprawdę nie potrafię ubrać tego w słowa. Niemniej jednak polecam gorąco tę kontynuację, a także finał historii – Kwestię czasu (mam już za sobą).

18 stycznia 2024

[KSIĄŻKA] "ZIMOWE SERCA" ANNA WOLF

 Przeszłości nie da się zmienić, ona nas kształtuje, ale nie definiuje.

Zimowe serca Anna Wolf

 

Ostatnio zrobiło się dość zimowo, więc i ja postanowiłam przeczytać coś w tych klimatach. Początkowo moja aplikacja podpowiadała mi, że na pewno spodoba się Serce gangstera tej samej autorki, ale nie przekują mnie historie skupione na seksie, więc szukałam dalej. I tak skończyłam, wsłuchując się w historię o jakże klimatycznym tytule – Zimowe serca.

Sama historia wydaje się banalna – ot, świąteczna miłość – ale wcale taka nie jest. W książce jest naprawdę dużo wątków. Opowieść skupia się na Ericku, dorosłym mężczyźnie, który niestety część życia sobie zepsuł, zadając się z nieodpowiednimi ludźmi, przez co trochę czasu spędził w więzieniu (w sumie, jak tak teraz myślę, to zaledwie kilka miesięcy), oraz o Tarze, matce dwóch córek, która wiele lat spędziła w toksycznym związku z mężczyzną, który nie miał do niej ani trochę szacunku. Ich pierwsze spotkanie nie było zbyt udane. Pewnego zimowego dnia Erick ma wypadek, a jego samochód wpada do rzeki. Ratuje go Tara, która akurat tamtędy przejeżdża i dzwoni do odpowiednich służb. Niestety, nie zdążyli się wtedy nawet poznać! Ich kolejne spotkanie ma miejsce mniej więcej rok później, po raz kolejny w okolicach Bożego Narodzenia.

I to jest ten moment, kiedy nie wiem, co właściwie chciałabym powiedzieć. Nie jestem do końca przekonana do tej książki, chociaż nie nastawiałam się na nic konkretnego. Tak naprawdę myślałam, że będzie to delikatna, pełna uczuć i napięcia historia o ludziach, którzy szukają szczęścia i miejsca, gdzie czuliby się dobrze. Po części tak było, ponieważ Tara i Erick nie zapałali do siebie miłością od razu. Jasne, zwrócili na siebie uwagę, ale o ile mężczyźnie łatwo przychodziło powiedzenie – lubię ją! – o tym Tara opierała się nieco dłużej. Jednak koniec końców wystarczyło kilka dni, aby się w sobie zakochali i zaczęli rozwijać ich relację.

Tyle że cały czas mieli pod górkę. Cały czas przeszkadzał im w tym były mąż Tary, który nie mógł zaakceptować, że kobiet mu się postawiła, a także wielokrotnie odzywała się przeszłość Ericka. W pewnym momencie miałam wrażenie, że to jakaś odmiana Oszukać przeznaczenie – tak wiele nieszczęść ich dotknęło. Myślę, że autorka za bardzo skupiła się na utrudnianiu życia głównej parze, zamiast starać się rozwinąć ich relację. Szacunek jednak za to, że tą książką udowadnia, że każdy ma prawo do szczęścia i nie należy oceniać człowieka po wyglądzie i błędach, które popełnił.

Język był bardzo łatwy, prosty i niezbyt wyszukany, dzięki czemu lektura była przyjemna, relaksująca, pozwalająca się oderwać od rzeczywistości. Poczułam świąteczny klimat, wyobraziłam sobie pełno śniegu dookoła, zaśnieżone ulice, pokryte lodem rzeczy i śnieżynki spadające z nieba. Chociaż już po świętach, zapragnęłam ponownie ubrać choinkę i obdarować najbliższych prezentami. Chwilami jednak z tego pięknego wyobrażenia wyrywało mnie słowo kurwa, używane zbyt często, czasami nieadekwatnie do sytuacji. Być może jestem zbyt wrażliwa, inaczej reaguję, mniej rzeczy wyprowadza mnie z równowagi, ale to, jak często Erick przeklina, przeszkadzało mi. Niezbyt trafne było też używanie określenia blondynka przy opisywaniu Tary. Zamiast mówić kobieta czy matka, narrator posługiwał się słowem blondynka. Może czasami rzeczywiście pozwalało to uniknąć powtórzenia, jednak wielokrotnie po prostu przykuwało uwagę niczym błąd. Irytowało mnie także, jak dorosły, ponad trzydziestoletni facet mówi do kobiety Karmelku… Dostawałam dreszczy.

Jeśli chodzi o samą jakość nagrania, to odniosłam wrażenie, że jest trochę niestaranne. Lektorka jest jak najbardziej w porządku, ale w trakcie słuchania wielokrotnie słyszałam ucięte słowo czy dźwięk pitej wody. Mam wrażenie, że tak nie powinno być – przynajmniej część wysłuchanych przeze mnie audiobooków była pozbawiona tych elementów.

Myślę, że jest to całkiem w porządku książka, jednak raczej po prostu do przeczytania.

3 listopada 2023

[KSIĄŻKA] "TAJEMNICA CARYCY" MAŁGORZATA STAROSTA

 Nie masz pojęcia, jak trudno w tej zabitej nieheblowanymi dechami dziurze o sensownych pracowników. Albo kradną, albo kłamią, albo nie przychodzą w ogóle.

Tajemnica carycy Małgorzata Starosta


Tajemnica carycy to kontynuacji serii o Agacie Śródce, którą zdążyłam poznać w Wina wina. Tom drugi również przesłuchałam w formie audiobooka, bo mam wrażenie, że tak jest mi o wiele przyjemniej. W końcu jest to lektura dość lekka i raczej odprężająca niż pełna napięcia.

Małgorzatę Starostę znam już od dłuższego czasu, ale jak wspominałam, pierwszy tom o Agacie Śródce, Wina wina, nie należał do najlepszych. A przynajmniej mnie nie przypadł do gustu. Tym razem więc nie oczekiwałam od historii zbyt dużo i autorce rzeczywiście udało się mnie pozytywnie zaskoczyć!

Należałoby się zastanowić, co tym razem jest główną fabułą. Odnoszę wrażenie, że mamy do czynienia z dwoma płaszczyznami. Główną osią wydarzeń są oczywiście przygody Agaty Śródki, która ostatnimi czasy ma naprawdę dużo na głowie. Zostaje jurorem w finale telewizyjnego talent show, a także zostaje do pałacu przyjaciółki, Katarzyny Jakimiuk (zwanej „carycą”), aby jej pomóc. Wiadomo, człowiek się nie rozdwoi, tak więc nasza zaradna restauratorka postanawia połączyć oba wydarzenia. Jednak to nie koniec wrażeń jak na jedną osobę. Troszeczkę poboczną fabuła jest odkrycie w okolicach pałacu zwłok nieznanego mężczyzny. Oczywiście obie historie się przenikają i jak się później okazje, mocno się łączą.

Co ciekawe, nie wiemy, kim jest trup (przez kobiety nazywane Maksymilianem), ale od początku wiemy, kim jest morderca! Jest to ciekawy zabieg, chociaż ja chyba wolę odgadywać zabójcę. Niemniej jednak taka perspektywa na pewno zaskakuje, pozwala zmienić punkt widzenia i poćwiczyć mózg. Bawiłam się całkiem dobrze.

Akcja jest tutaj dość dynamiczna, dzieje się naprawdę dużo, a ze względu na to, że mamy dwa plany fabularne, jednocześnie słuchamy o konkursie i morderstwie. Historia przedstawiana jest też z dwóch perspektyw – Edyty i policjantów. Czasami się to mieszka. Mamy tutaj też bardzo postaci. Są one bardzo charakterystyczne, wyróżniające się, jednak objętość powieści w stosunku do liczby postaci wygląda blado. Nie udało się ich dokładnie opisać, przedstawić czy wykorzystać.

Bardzo lubię Małgorzatę Starostę za humor – tutaj było go chyba nawet więcej niż w poprzednim tomie. Zdecydowanie autorka zaplusowała tym u mnie. Z tego względu jest to także książka lekka, zagadka sama w sobie nie jest bardzo skomplikowana czy dramatyczna, dlatego dobrze słuchało się audiobooka w trakcie codziennych czynności. Nie odnosi się wrażenie, że coś uciekło, czegoś się nie usłyszało czy nie zrozumiało. Nawet jeśli, wkrótce wszystko się wyjaśnia.

Niedawno wyszedł trzeci tom serii – Rolady i romanse – kiedy się o tym dowiedziałam, od razu postanowiłam, że gdy tylko skończę trylogię o pruskich babach (aktualnie słucham trzeciego tomu), to dokończę też serię o sławnej restauratorce. Właśnie skończyłam i zaraz zabieram się za Rolady i romanse.

5 kwietnia 2023

[KSIĄŻKA] "WIGILIJNE OPOWIEŚCI" PRACA ZBIOROWA

Gasić obecne pożary, potem przejmować się tymi, które dopiero wybuchną.

Wigilijne opowieści

Tak, jest marzec, a ja jakoś na początku miesiąca skończyłam słuchać audiobooka Wigilijne opowieści. Czy mi to w czym przeszkadzało? W niczym! Skoro nie szufladkujemy innych książek (chociażby: dlaczego wakacyjnych historii nie czytamy wyłącznie latem?), to dla mnie problemem nie było sięgnięcie po świąteczna pozycję trochę po czasie. Możecie nie wierzyć, ale pierwszy raz w życiu czytam coś tematycznie związanego z Bożym Narodzeniem i to tak bezpośrednio. Raczej unikałam takich książek, nie czułam potrzeby umieszczania opowieści w konkretnych ramach czasowych, ale stwierdziłam, że musi być ten pierwszy raz.

Postaram się pokrótce opowiedzieć o każdym opowiadaniu, jednak o niektórych to naprawdę trudne.

Opowiadaniem, które rozpoczyna ten zbiór, jest Ostatnia Gwiazdka Tomasza Betcher. Jest to dość smutna historia, bo opowiada o stracie, która miała decydujący wpływ na życie głównego bohatera. Narracja jest poprowadzona w taki sposób, że spłynęło na mnie całe cierpienie. To historia słodko–gorzka, ponieważ opis świąt, jeszcze przed właściwą akcją, jest naprawdę ciepły i klimatyczny, ale przerywa go dramatyczne wydarzenie. Jednak zakończenie również daje nadzieję. Uważam, że to całkiem trafny wybór na początek i warto docenić to opowiadanie.

Autorem kolejnej historia, Śledzie ze słoika, jest Milena Wójtowicz. Tej pisarki również nie znałam, było to moje pierwsze spotkanie. Czy pozytywne? Nie wiem. Bardzo szybko zapomniałam, o czym była ta historia, musiałam sobie kawałek odsłuchać ponownie. Na pewno autorka porusza dość aktualny współcześnie problem relacji rodzinnych i tego, jak należy spędzić święta, aby być szczęśliwym. Czy zawsze z rodziną? Na to pytanie szuka odpowiedzi główna bohaterka. Być może będzie drogowskazem dla innych, którzy się wahają.

Kolejny pisarz, Alek Rogoziński, to wreszcie ktoś, kogo znam i kogo bardzo lubię. Uważam, że to świetny autor komedii kryminalnych i jak można się domyślić, jego opowiadanie, Sekretny składnik, wręcz musi być komedią kryminalną. Jest to historia o tajemniczym morderstwie w redakcji, krótko przed świętami. Początek nie zapowiada aż takiego zwrotu akcji pod koniec opowiadania. A powinnam wiedzieć, że w przypadku Alka Rogozińskiego nic nie jest tak oczywiste. Świetne, naprawdę!

Oto kolejny pisarz warty docenienia. Pamiętacie Zofię Wilkońską z cyklu Jacka Galińskiego? Tak, to ta starsza pani uwikłana  w niejedną zagadkę kryminalną, a nawet w politykę. Karp się pani ożywił opowiada o nikim innym jak Zofii Wilkońskiej, której pomysły (i tok rozumowania!) rozbawi niejedną osobę. Ja chwilami nie mogłam wytrzymać. Historia trzyma poziom i jest utrzymana w klimatach innych książek Jacka Galińskiego.

Agnieszka Lis to autorka, której wprawdzie nic nie czytałam, ale kojarzę jej niektóre tytuły. Jej opowiadanie, Tajemnica na słodko, sprawiło, że bardzo chętnie sięgnę po jakąś jej powieść. Dlaczego? Bo opowiada o takich prawdziwych, tradycyjnych, typowych dla dawnych lat świętach z tym magicznym, wigilijnym klimatem. Naprawdę! Po prostu jak usłyszałam początek, od razu wiedziałam, że będę zauroczona. Tak bardzo przypomniała mi o dzieciństwie.

Kolejnym opowiadaniem, które mimo klimatu świąt porusza również dość ważne problemy, jest Wśród nocnej ciszy Karoliny Głogowskiej. Przyznam, że całkiem zapomniałam o tym opowiadaniu, za co jest mi trochę wstyd. Autorka porusza tutaj problem relacji rodzinnych, ale niewynikających z odmienności charakterów, a trudnej przeszłości, w tym znęcania się nad rodziną, i chorobą psychiczną jednego z rodziców. To trudne opowiadanie, jednak autorce udało się w krótkim tekście zawrzeć najważniejszą prawdę życiową – należy wysłuchać, zanim się oceni.

Opowiadaniem, które niezbyt przypadło mi do gustu, był Wszelki duch Martyny Raduchowskiej. Nie wiem dlaczego. Tematyka była zaskakująca – o egzorcyzmach jeszcze nie czytałam, szczególnie w zimowej osłonie. Bohaterowie i fabuła były ok, jednak czegoś mi zabrakło, wydaje mi się, że jest to część jakiejś większej całości i gdybym znała pozostałe części, jak w przypadku Zofii Wilkońskiej, inaczej spojrzałabym na tę historię.

Ciekawym opowiadaniem był Paczkomat Jagny Kaczanowskiej. Z jednej strony dość współczesne, realistyczne, typowe. Wiele osób przed samymi świętami biega po sklepach lub, co ostatnio bardziej popularne, od paczkomatu do paczkomatu, aby odebrać ostatnie zamówienia. A co by się stało, gdyby paczki zamieniły się miejscami i każdy dostał nie swoją przesyłkę? Jagna Kaczanowska właśnie o tym snuje historię – o spotkaniach ludzi, którzy w innych okolicznościach na pewno by się nie spotkali. Ale kto nie chciałby odzyskać swojego zamówienia?

O kolejnym, dziewiątym opowiadaniu, Kłamstwo Emilii Agnieszki Litorowicz–Siegert, szczerze mówiąc, nie wiem, co powiedzieć. Wydaje mi się, że to opowieść o takiej… głębokiej samotności, która skłania człowieka do kłamstwa. Bohaterka nie zostaje jednak zostawiona samej sobie i jej święta w jakimś stopniu staja się wyjątkowe.

Historia opowiedziana przez Magdalenę Majcher w Rachunku sumienia mnie nie urzekła, właściwie nie zapadła głęboko w pamięci. Jeszcze mniej niż poprzednie opowiadanie. Pamiętam tylko, że zakończenie nieco mnie zaskoczyło – w ogóle nie pasowało mi do klimatu reszty.

Gdzie Mikołaj nie może… tam diabła pośle! Katarzyny Bereniki Miszczuk to prześwietne opowiadanie! Klimatem odbiega od reszty – nie jest smutne czy wzruszające, a niesamowicie śmieszne. Widzieliście kiedyś Azazela w roli Świetego Mikołaja? Ja też nie. Tym bardziej warto zastanowić się, z jakich to powodów przyjął taką, a nie inną rolę w te święta. Kiedyś czytałam serię Ja, diablica i wspominam ją naprawdę, naprawdę miło. To opowiadanie przypomniało mi, dlaczego tak jest.

Jednym z najbardziej zaskakujących opowiadań jest to, które redaktorka umieściła na samym końcu. Mowa tutaj o historii pod tytułem Cytrusy i migdały Małgorzaty Oliwii Sobczak. Ta historia jest smutna od samego początku. Główna bohaterka na początku traci matkę, a potem jej mąż znika. Jak ta historia się skończy? Mogę wam zagwarantować, że nie zgadniecie… Musicie to przeczytać.

Niestety, nie wszystkie opowiadania zapadły mi w pamięć i musiałam chociaż kawałek odsłuchać ponownie. Nie uważam jednak, że to świadczy o nich źle – po prostu nie jestem przyzwyczajona do opowiadań, pamiętałam każdą historię, jednak nie potrafiłam jej wyłowić z pamięci. Niektóre trochę mi się zlewały w jedną, zapewne przez to, że dotyczyły okresu Bożego Narodzenia, bo nie można powiedzieć, żeby były do siebie w jakikolwiek inny sposób podobne. Każdy pisarz wykazał się inwencją i wprowadził nas w świąteczny klimat. Moim zdaniem – całkiem skutecznie!

Była to dla mnie wartościowa pozycja pod tym względem, że dzięki niej poznałam polskich twórców, których książek dotychczas nie czytałam, a po lekturze Wigilijnych opowieści stwierdziłam, że mogłabym.

Po głębszej analizie – a szczególnie tej recenzji – stwierdziłam, że powinnam nieco bardziej docenić ten zbiór. W końcu zaskakuje czytelników klimatem, historiami opowiedziany przez autorów. Myślę, że niegdyś wiele tych historii nie ukazałoby się w świątecznym zbiorze, ponieważ nie tylko ukazują piękno świąt, lecz przede wszystkim (znacząca ich większość) ukazują, że każdy z nas ma problemy, niezależnie od tego, jaki obecnie mamy czas.

17 marca 2023

[KSIĄŻKA] "PRUSKIE BABY" MAŁGORZATA STAROSTA

Nie wierzę w zbiegi okoliczności. Zbiegi okoliczności zawsze są zaplanowane.

Pruskie baby Małgorzata Starosta

 

Audiobooków i komedii kryminalnych nigdy za dużo, dlatego też, gdy tylko skończyłam słuchać jednej książki, zabrałam się za drugą. Niezrażona ostatnim rozczarowaniem, jakim była historia o Agacie Śródce, a raczej zachęcona jej innymi książkami, postanowiłam spróbować ponownie, tym razem z pozytywnie odebranym cyklem Pruskie baby. Już sam tytuł zapowiadał, że będzie można się zarówno pośmiać, jak i wciągnąć w kryminalną historię. A do tego taka ładna, nietypowa okładka, taka żywa, która od razu przyciągnęła mój wzrok.

Początkowo historia wydaje się dość prosta, podobna do innych. Powiedziałabym, że czytelnik może odnieść wrażenie, że to kolejna książka obyczajowa, która porusza mniej i bardziej codzienne problemy w związku. Dostajemy tutaj zarówno dużą dawkę historii rodzinnej, jak i zagmatwaną zagadkę kryminalną, dzięki której na jaw wychodzi wiele dotychczas ukrywanych faktów z życia rodziny Prusków.

Początkowo nie oczekiwałam za wiele. Myślałam, że opowieść jak inne – małżeństwo w rozpadzie, zdrada, śmierć tego głupszego, który nie potrafi sobie poradzić. Ale jednak nie, to nie Rafałek umiera, a kobieta, którą skrycie kocha. Ze względu na okoliczności, głównym podejrzanym jest nikt inny jak Rafałek, ostatnia osoba, która widziała ofiarę, Urszulę. Niestety, on prawie nic z tego wieczora nie pamięta…

Wydawać by się mogło, że to wyłącznie problem Rafałka, jednak w tej historii jest zbyt dużo zbiegów okoliczności, aby można było tę sprawę szybko zamknąć. Zwłaszcza, kiedy okazuje się, że Urszula, to bardzo dobra przyjaciółka Edyty, a do tego jej kuzynka. Z czasem jest jeszcze gorzej, bo prawda jest taka, że każdy z każdym… I tak wygląda historia rodziny z Podlasia, która wcale nie jest taka mała, a jej początki sięgają bardzo odległych czasów. Jako że słuchałam książki w formie audiobooka, kilka razy pogubiłam się w koligacjach rodzinnych (podobnie jak najmłodsza z sióstr Edyty), ale nie wiem, czy przeszkodziło mi to bardzo w lekturze.

Dzięki temu, że pojawiło się wiele nazwisk, poczułam klimat zagadki, którego zabrakło mi w Wina wina tej samej autorki. Autorka podsuwała tropy, chwilami bardzo wyraźne, i dzięki temu sama mogłam dojść do tego, kto zamordował biednego Rafałka. Być może gdzieś zabrakło nieco logiki, ale ja tego aż tak bardzo nie dostrzegłam. Doceniam tę książkę przede wszystkim za to humor i ciepło, przez co nie była zbyt ciężka przez nagromadzenie informacji w krótkiej formie.

To dopiero pierwszy tom trylogii o Edycie z Podlasia, ale mogę szczerze polecić tę komedię kryminalną. Jest przyjemna, lekka i zabawna, dobra na wieczór po męczącym dniu. A czy zakończenie zaskakuje? Trochę tak, trochę nie. Przynajmniej ja nie spodziewałam się takiego rozwiązania zagadki od samego początku.