Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2021. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2021. Pokaż wszystkie posty

1 marca 2024

[DRAMA] "HE'S INTO HER" CHAD VIDANES

Chcę kogoś, kto zostanie ze mną bez względu na to, jakie to trudne.

Maxpein, He’s Into Her

To moja pierwsza filipińska drama, którą obejrzałam w całości. Pamiętam, że kiedyś wpadłam na inny film z Filipin, jednak nie mogłam się przekonać do pomieszanych języków wypowiedzi bohaterów i ją porzuciłam. Nawet nie pamiętam, jaki miała tytuł. Jeśli chodzi o He’s Into Her, to nawet nie wiem, dlaczego zaczęłam oglądać tę serię. Może chciałam spróbować czegoś nowego? Być może przekonały mnie komentarze porównujące tę dramę z Hana Yori Dango? Początkowo oglądanie szło mi dość wolno i nie byłam pewna, czy dokończę tę dramę, ale po przełamaniu pierwszym lodów poszło bardzo szybko.

Główną bohaterką tej dramy jest Maxpein de Valle – dziewczyna, która urodziła się i wychowała na wyspie Mindoro. Jej jedyną rodziną są babcia i wujek, z którymi mieszka. Dziewczyna straciła matkę w wieku jedenastu lat, a ojca nigdy nie znała. Nie sądziła, że jej życie może wyglądać inaczej. Wszystko zmienia się, gdy okazuje się, że jej ojciec jest bogatym mężczyzną i oferuje pomoc dla jej chorej babci. Jego jedyną prośbą jest, aby Max zamieszkała z nim i jego nową rodziną w Manili, stolicy Filipin. W ten sposób trafia do innego świata. Zamieszkuje w pięknym domu i idzie do prestiżowej szkoły – Międzynarodowego Liceum Benison. Jednak jej życie nie należy do najłatwiejszych – nowa rodzina ojca wcale nie jest do niej pozytywnie nastawiona, a w szkole popada w konflikt z kapitanem drużyny koszykówki i najpopularniejszym chłopakiem w liceum – Deibem Lohrem Enrilem. Jak się okazuje, to wcale nie jest ich pierwsze spotkanie. Chłopak postanawia zmienić życie dziewczyny w koszmar. Max jednak nie zamierza się poddać i postanawia pokazać Deibowi, że tak łatwo się jej nie pozbędzie. Ta trudna początkowo relacja szybko przeradza się w młodzieńczą miłość, jednak Max i Deibowi wciąż ciężko się porozumieć.

Od początku historia Max i Deiba mnie wciągnęła. Byłam pozytywnie zaskoczona, bo fabuła rzeczywiście miała sens i nie był to kolejny typowy romans. W dramie ukazany jest rozwój ich relacji, jak to zwykle bywa – od nienawiści do miłości. Max to pewna siebie i odważna dziewczyna, która zawsze będzie bronić swoich wartości. Deib podobnie. Nic więc dziwnego, że ich pierwsze spotkanie nie mogło być udane. Jednak o ile dziewczyna dba o innych i nie pozwala się obrażać, o tyle chłopak zachowuje się tak przede wszystkim dlatego, bo czuje się (a może chce się poczuć?) lepszy od innych. Ale jak to w szkolnych (i nie tylko) dramach romantycznych bywa, facet dla kobiety zawsze się zmieni na lepsze. Nie inaczej było tutaj. Deib wpada po uszy i stara się przypodobać Max. Prowadzi to jednak do serii nieporozumień i zanim bohaterom uda się porozumieć, na ich drodze stanie wiele przeszkód.

Max i Deib to para rzeczywiście dobrze dobrana. Gdzieś czytałam, że aktorzy podobno naprawdę są parą – stąd może tak dobra chemia między nimi i naturalność. Chciałabym pochwalić aktorów, którzy (w większości) odwalili kawał dobrej roboty i dzięki nim do fabuły wpadło trochę świeżości. Chyba nie było postaci, której bym nienawidziła lub uważała za zbędną. Każdy bohater ma swoją historię i rolę do odegrania – właściwie nikt z nich nie został zepchnięty na margines i każdy ma swoje pięć minut. Zarówno przyjaciele Deba, jak i Max, a także nieco mniej ważni bohaterowie – rodzice i rodzeństwo głównej pary, przyjaciele z dzieciństwa, dawni partnerzy. Nie są to oni nachalnie wprowadzeni do fabuły.

Ta fabuła rzeczywiście trochę przypomina tę z Hana Yori Dango, ale w He’s Into Her bohaterowie dość szybko przechodzą na wyższy poziom relacji i otwarcie mówią o swoich uczuciach. Główni bohaterowie także zachowują się inaczej, więc uważam, że mimo podobieństw nie należy tych serii porównywać, a jeśli ktokolwiek martwi się, że jest to kolejny remake lub adaptacja czy ekranizacja mangi.

Drama ta spodobała mi się do tego stopnia, że mimo początkowych trudności, właśnie oglądam drugi sezon. I po kilku odcinkach wydaje mi się, że nie będę tego żałować.

 

PS Tak w ogóle to dziwnie ogląda się serial, w którym część bohaterów mówi wyłącznie po filipińsku, a druga część niemal wyłącznie po angielsku. Co zabawne – podczas rozmów w pełni się rozumieją i dalej mówią w innych językach!

14 lutego 2024

[KSIĄŻKA] "DEFEKT" OLGA KRUK

Wszystko, co robisz, ma długofalowe skutki. Dziś może ci się wydawać, że podjęta przez ciebie decyzja jest dobra, ale za tydzień, za rok, za dziesięć lat może się okazać, że to była najgorsza decyzja w twoim życiu.

Defekt Olga Kruk

Tym razem chciałabym opowiedzieć o książce mało znanej, a która pod względem tematyki nie odbiega od wielu wypromowanych w ostatnim czasie thrillerów. Defekt Olgi Kruk to jej debiutancka powieść, która ma w sobie wiele z thrillera i powieści psychologicznej, ale raczej niewiele z kryminału. Nie planowałam czytać tej książki, znalazłam ją przypadkiem. Zainteresował mnie tytuł, a że jest to krótka lektura, to szybko się z nią uwinęłam. Muszę przyznać, że autorce bardzo dobrze wyszło wykreowanie głównej bohaterki i jednocześnie narratorki.

Opis na okładce jest naprawdę intrygujący. Morderstwo, obsesja, prześladowanie.  Historia zaczyna się od wspomnienia – Liwia, główna bohaterka, znajduje w kuchni swojego męża, Ariela, z nożem wbitym w klatkę piersiową. Wtedy jej świat się wali – traci ukochanego i zostaje sama z około rocznym (tak mi się wydaje) dzieckiem. Nie może czuć się bezpieczna, ponieważ morderca wciąż ją obserwuje i prześladuje. Teraz musi sama zmierzyć się z problemami, demonami przeszłości i zadbać o siebie i syna Doriana.

Historię poznajemy z perspektywy Liwii, co z jednej strony jest bardzie fajnym zabiegiem, bo odczuwamy strach i napięcie towarzyszące kobiecie, a z drugiej bardzo denerwujące, bo Liwia nie jest postacią, którą łatwo polubić. Mnie bardzo, ale to bardzo irytowała. Jej zachowania i reakcje na wydarzenia były chwilami absurdalne. Zastanawiałam się, czemu ta kobieta nie jest jeszcze w szpitalu psychiatrycznym. Męczyły mnie jej opowieści, zwłaszcza trudno było mi się skupić, gdy wydarzenia teraźniejsze mieszały się ze wspomnieniami, szczególnie rozmowami.

Początkowo opowieść bardzo się wlecze. To, co mogłoby zostać napisane na kilku stronach, ciągnie się na kilkanaście, a akcja wcale nie posuwa się do przodu. Dopiero gdzieś w drugiej połowie książki fabuła nabiera odrobiny tempa, chociaż i to nie pasuje mi do kryminału. Najgorsze jest to, że to nawet nie jest powieść psychologiczna! Wprawdzie autorka porusza temat wyparcia przez świadomość ciężkich chwil czy obsesji, jednak jest to tylko namiastka.

Nie odczułam żadnych pozytywnych uczuć w stosunku do bohaterów. Liwia, Ariel, Konrad, Edyta… Nikt nie przypadł mi do gustu. Wszyscy postępowali nieracjonalnie i słono zapłacili za swoje działanie. To, co dzieje się na końcu, było bardziej śmieszne niż przerażające. Może gdyby wszystko było opowiedziane z perspektywy wszechwiedzącego narratora, odebrałabym historię inaczej. Wtedy nawet chętnie poznałabym dalsze losy bohaterów! Ewentualnie może skusiłabym się na kontynuację, gdyby był to portret psychologiczny Liwii.

Autorka świetnie się nami, czytelnikami, bawi. Podsuwa mnóstwo mylnych tropów, kluczy między tajemnicami z przeszłości i niczego nie mówi wprost. Byłam wręcz zaskoczona tym, jak dobrze udało jej się ukryć przed czytelnikami prawdę, a nie było to najłatwiejsze. Kilkukrotnie zdarzyło się (nawet u sławetnej Agathy Christie!), że sposób opowieści zepsuł całą zabawę. Miałam kilka hipotez, co tak naprawdę stało się w domu Ariela i Liwii i na to, kto prześladuje kobietę, ale jakoś od początku wiedziałam, jaka jest prawda. Nie jest to wina autorki, a raczej po prostu moje przeczucie.

Ta książka to debiut Olgi Kruk. Nie jest to zła książka, ale też chwilami męczyłam się, czytając o prześladowaniu Liwii. Myślę, że można by lepiej dopracować tę historię.

 

PS Bardzo spodobał mi się tytuł – po przeczytaniu książki, wiemy, o jakim defekcie mówi autorka i nie można nie przyznać jej racji. Wszyscy mamy defekty, które czasami mogą utrudniać nam życie lub wręcz je niszczyć. Liwia też ma defekt, którego jest świadoma. I to on nie pozwala jej normalnie funkcjonować w świecie. Powinniśmy walczyć z tym, co sprawia, że nie odnajdujemy się w świecie lub jesteśmy toksyczni.

22 stycznia 2024

[KSIĄŻKA] "BIAŁE SŁONIE" JERZY OPOKA

 

To istna kraina baśni bądź też mityczne miejsce.

Białe słonie Jerzy Opoka

Dzisiejsza recenzja będzie bardzo krótka, ponieważ Białe słonie to książka dość niepozornych rozmiarów, choć próbująca zawrzeć wiele treści. Jerzy Opoka na zaledwie dwustu stronach spróbował opisać swoją podróż do Tajlandii i Birmy. Całość urozmaicił ogromna liczbą zdjęć (wszystkie dokładnie opisał), które nie utraciły na wartości mimo tego, że książka została wydana ponad dziesięć lat temu.

Trochę ciężko jest mi wypowiedzieć się na temat treści, ponieważ nie jest to zbyt szczegółowy opis podróży. Autor ograniczył się do wybranych aspektów z pobytu w odległych krajach, co sprawiło, że poczułam, jakby czegoś tutaj zabrakło. Jeśli chodzi o Tajlandię, to wiem o niej całkiem sporo, dlatego to, o czym mówił Jerzy Opoka, nie do końca mnie zainteresowało (dużo informacji po prostu nie było dla mnie czymś nowym), jednak o Birmie jeszcze nigdy nie czytałam, więc z wielkim zainteresowaniem śledziłam losy autora w tym kraju.

Mam wrażenie, że autor za bardzo skupił się na streszczeniu swojej podróży i pokazaniu kosztów niż na zainteresowaniu odbiorcy. Myślę, że gdyby tutaj było więcej informacji o ciekawych miejscach, zabytkach, może historii czy życiu codziennym, odebrałabym tę książkę inaczej. Owszem, zdjęcia są piękne, ale nie pokazują Tajlandii i Birmy w całej okazałości.

Wprawdzie nie sięgam za często o książki podróżnicze, ale czuję, że Białym słoniom czegoś brakuje. Może bardziej przypomina ona pragmatyczny przewodnik? Przewodnik z pełen niezwykłych fotografii, zachwycających ujęć i magicznych obrazów. Chciałabym robić tak piękne zdjęcia!

29 stycznia 2023

[KSIĄŻKA] "WINA WINA" MAŁGORZATA STAROSTA

Fakty nie są ani moje, ani niczyje, są obiektywne i niepodważalne. Bywają też niewygodne, jak w tym przypadku, toteż wcale mnie nie dziwi, że ich unikasz, a zamiast tego rzucasz kalumnie

Wina wina Małgorzata Starosta

Ostatnio zostałam wielką fana komedii kryminalnych, ale tylko w formie audiobooków. W całym swoim życiu nie przeczytałam jeszcze żadnej książki, która podejmowałaby taką tematykę, ale przesłuchałam już kilka (a może kilkanaście) takich audiobooków. To naprawdę świetna rozrywka w trakcie codziennych prac czy w chwilach, kiedy trzymanie w rękach tomu jest niemożliwe.

 Wina wina to książka rozpoczynająca cykl o Agacie Śródce, znanej celebrytce i restauratorce, która postanawia założyć winnicę. Wszystko zapowiada się dobrze, bo w końcu stała się właścicielką zabytkowego pałacu. Jedyne, czego jej brakuje, to… wiedzy o winie. Postanawia więc wziąć udział w warsztatach, dzięki którym pozna tajniki robienia wina i prowadzenia winiarni. Niestety, jest to też początek jej problemów i walki o życie.

Jest mi bardzo ciężko ocenić tę książkę. Lubię Małgorzatę Starostę, ale coś w tej historii mi nie pasowało. Oczywiście jest ona ciekawa i całkiem śmieszna, ale mam wrażenie, że troszeczkę zaniedbana, spłycona, skrócona najbardziej jak się dało. Rozdziały trwają pięć minut…? Ledwo się zaczyna wątek, a już się kończy. Stąd w mojej opinii jest to historia słabo rozwinięta. Nawet jeśli historia jest wciągająca i chciałam wiedzieć, co będzie dalej, kto stoi za serią nieszczęśliwych wypadków, to bez odpowiedniego poprowadzenia fabuły nie będzie ona robić aż takiego wrażenia.

W ciągu całej fabuły poznajemy całkiem sporo osób, przecież nasza główna bohaterka nie jest jedyną, która bierze udział w warsztatach winiarskich. Co zaskakujące, wśród gości jest bardzo wiele znajomych twarzy, ale niespecjalnie miło widzianych przez Agatę Śródkę ze względu na pewne wydarzenia z przeszłości. Wprawdzie poznajemy ich losy i dowiadujemy się, co łączy ich z główną bohaterką, ale tak naprawdę przy żadnej z tych historii nie poczułam głębszych emocji. Po prostu… były? Chociaż Anna Ryźlak naprawdę dobrze sobie poradziła w roli lektora, to mnie to nie przekonało.

Najgorsze, tak naprawdę, było zakończenie. Wyglądało tak, jakby gdzieś zniknęła połowa historii i zagadki. Początek zapowiadał się całkiem nieźle – mogliśmy sami pogłówkować, kto jest mordercą i dlaczego popełnia zbrodnie – ale w pewnym momencie autorka jakby stwierdziła, że to wystarczy, skończyły się pomysły i trzeba to szybko zakończyć. Tak szybko, że aż odsłuchiwałam wcześniejszy rozdział dwa razy, zastanawiając się, co ja pominęłam…

Mimo tego, że jest to zabawna i lekko napisana książka, raczej jej nie polecam. Może zupełnie inaczej bym ją odebrała, gdybym przeczytała ją w tradycyjnej formie, ale jako ebook się nie sprawdziła. Jednak nie mogę nie polecić samej autorki – całkiem niedawno odsłuchałam Kto zabił mamusię?!, a teraz jestem w tracie Pruskich bab i obie mogę z całego serca polecić!