Pokazywanie postów oznaczonych etykietą KRYMINAŁ. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą KRYMINAŁ. Pokaż wszystkie posty

3 października 2024

[DRAMA] "THE SIGN" A NATTHAPHONG WONGKAWEEPAIROD

Naprawdę myślisz, że to wszystko to zbieg okoliczności?

Phaya, The sign

Ostatnio obejrzałam dwie ciekawe pozycje z gatunku BL – The Eclipse i I Feel You Linger in the Air – które wysoko postawiły poprzeczkę. Myślałam, że po raz kolejny będę miała zastój w oglądaniu, ale jednak nie! Jako kolejną dramę do obejrzenia wybrałam The Sign, chociaż raczej nie wpasowuje się ono w moje klimaty. Oczywiście lubię fantastykę, ale dotychczas nie oglądałam żadnego gejowskiego romansu z elementami fantastyki (a właściwie romansu, w którym odrywają one istotną rolę). Słyszałam jednak o tej historii wiele pozytywnych opinii i postanowiłam wyjść poza schematy.

Akcja rozpoczyna się dość dziwnie i przez pierwsze minuty nie wiedziałam, czy na pewno chcę dalej w to brnąć. Wyglądało to jak zapowiedź filmu akcji. Dopiero po jakimś czasie okazuje się, że to jedynie szkolenie, a główni bohaterowie, Tharn i Phaya, biorą udział w obozie szkoleniowym, aby następnie dołączyć do Specjalnej Jednostki Śledczej. Nie spotykają się jednak przypadkiem – czują, że łączy ich coś więcej niż wspólny cel: dostanie się do zespołu dochodzeniowego. Obaj dryfują na granicy fantastyki i realizmu. Tharn musi mierzyć się z wizjami, które towarzyszą mu od najmłodszych lat, a Phaya próbuje rozwiązać tajemnice swoich snów. Biorą udział we wspólnych akcjach i razem próbują rozwiązać sprawę tajemniczych morderstw. Bardzo szybko zaczynają czuć do siebie coś więcej, jednak niełatwo przychodzi im porozumienie się.

Cała opowieść zasadza się na historii o Garudach i Nagach, istotach, które według buddyjskich wierzeń toczą ze sobą nieustanne wojny. To ciekawy zabieg, który pozwala inaczej spojrzeć na tajską kulturę, jednak jest tak słabo przedstawiony, że aby lepiej wszystko zrozumieć, należy sięgnąć po wiedzę z internetu. Wygląda tak, jakby reżyser i scenarzysta traktowali ten element bardzo po macoszemu i miał im po prostu posłużyć do tego, żeby seria wyróżniała się na tle innych. To właśnie dzięki tym elementom fabuła idzie do przodu, a wydarzenia nabierają tempa. Wątek romantyczny osadza się na relacji między Garudami i Nagami w dawnych czasach. Tharn i Paya czują do siebie pociąg właśnie dlatego, że mają coś wspólnego z tymi mitycznymi stworzeniami. Ich relacja rozwija się na gruncie rzeczywistym, ale w ich życiu nie brakuje nietypowych wydarzeń – chwilami dość tragicznych w skutkach. Spodobała mi się relacja między nimi, mimo że chwilami uważałam, że Tharn jest po prostu idiotą… Nie są moją ulubioną parą, ale mam do nich pewien sentyment.

Fabularnie ta historia była ciekawa, jednak jeśli chodzi o kwestie realizacji, to trochę należałoby poprawić. Przede wszystkim tym, co mnie irytowało (a chwilami i bawiło…), jest to, że w pewnym momencie przebrali Babe’a (grającego Tharna) za kobietę. Po dziś dzień nie jestem w stanie zrozumieć, co kierowało reżyserem i scenarzystą. Rozumiem, że Babe odgrywał tutaj rolę swojego przeszłego wcielenia (tak, kiedyś był kobietą), ale uważam, że powinni znaleźć aktorkę, która po odpowiedniej charakteryzacji mogłaby go zastąpić. Zwłaszcza że Babe, jakkolwiek by go nie wyszykowali, w żaden sposób nie przypominał pięknej kobiety. Ma ostre rysy twarzy i zdecydowanie męską sylwetkę. Drugą rzeczą, już drobną, ale również wywołującą na mojej twarzy uśmiech, są sceny, gdy grupa bohaterów – z dwa tuziny! – bierze prysznic i scenarzyści postanawiają pokazać ich w pełnej krasie. Niestety nie do końca mogą, więc decydują się odpowiednio zamazać miejsca, na które patrzeć nie powinniśmy. Tym sposobem otrzymujemy ocenzurowane sceny. Efekty specjalne też nie zachwycały, ale tutaj przymknęłam oko – było ich naprawdę niewiele.

Zakończenie sugeruje, że nastąpi coś jeszcze, więc teraz tylko czekać na odcinek specjalny. Chciałabym spojrzeć na relację Phayi i Tharna z trochę innej perspektywy. Odnoszę wrażenie, że mam jakiś niedosyt po obejrzeniu dramy.

 

PS Gdy piszę tę recenzję, dodatkowy epizod wyszedł, a ja zdążyłam go obejrzeć. Niespecjalnie pokazuje inną perspektywę i trochę się rozczarowałam.

28 lutego 2024

[KSIĄŻKA] "WIĘZIEŃ NIEBA" CARLOS RUIZ ZAFÓN

Są ludzie, którzy mają w zwyczaju uśmiechać się przesadnie, kiedy zbiera im się na płacz.

Więzień nieba Carlos Ruiz Zafón

Seria Cmentarz Zapomnianych Książek ma w sobie coś takie, że mimo mieszanych uczuć po przeczytaniu Gry anioła, nie mogłam się powstrzymać przed przeczytaniem trzeciego tomu – Więźnia nieba. I teraz czuję, że powinnam jak najszybciej poznać zakończenie tetralogii – Labirynt duchów. Pech chciał, że na razie tej książki nie mam…

Naprawdę Więzień nieba to kawał dobrej literatury, szczególnie ze względu na to, że łączą się tutaj losy większości bohaterów, których poznaliśmy we wcześniejszych tomach – całej rodziny Sempre (Sempre’ów? nie jestem pewna wymowy i odmiany), Davida Martina, Fermina Romera de Torresa… Na kartach książki pojawiają się też nowi bohaterowie – równie barwi jak ich poprzednicy.

Trzeci tom skupia się na historii Fermina, który jak się okazuje, wcale nie tak przypadkowo trafił na ulice Barcelony w pobliżu księgarni Sempre i Synowie. Punktem wyjścia do opowieści jest jego ślub z Bernardą. Wydaje się, że Fermin ma wątpliwości, czy na pewno powinien się żenić, a Daniel, jego wierny przyjaciel, postanawia mu pomóc. Żeby jednak to zrobić, musi wysłuchać historii życia Fermina i poznać jego wszystkie sekrety. Także te, które bezpośrednio łączą się z przeszłością rodziny Sempre. Gdy Fermin obnaża się całkowicie, Daniel poznaje bolesną prawdę, z którą ciężko mu się pogodzić.

Ta książka składa się z dwóch części, a właściwie dwóch płaszczyzn czasowych. Główna fabuła toczy się w latach 1957–1958 (plus epilog – 1960) i jest kontynuacją historii znanej z Cienia wiatru. Narratorem jest Daniel Sempre, już dorosły chłopak, który ożenił się z ukochaną Beą i razem wychowują syna Juliana. Pewnego dnia w księgarni pojawia się tajemniczy mężczyzna, który zostawia wiadomość dla Fermina. To przede wszystkim przez niego Fermin decyduje się opowiedzieć o swojej przeszłości. I to jest właśnie druga płaszczyzna czasowa. Obejmuje ona lata 1939–1940, czyli czas, który Fermin w większości spędził w więzieniu oraz wzmianki o tym, jak Fermin poznał Daniela i jego ojca i zamieszkał razem z nimi.

To, co jest niesamowite w tej serii, to to, że te płaszczyzny bez przerwy się przenikają i dzięki opowieści Fermina otrzymujemy również kontynuację Gry anioła i dowiadujemy się o pewnym niewspomnianym w drugim tomie epizodzie z życia Davida Martina – jego pobycie w więzieniu. Niezmiernie się ucieszyłam, że chociaż trochę wyjaśnili nieścisłości z Gry anioła. Wtedy nie wiedziałam, co jest prawdą, a co fikcją. Wydawało mi się, że David ma urojenia i całą opowieść sobie wyobraził. Czy tak jest? Odpowiedź można znaleźć w trzecim tomie! Podobnie jest z postacią Isabelle, czyli matką Daniela i przyjaciółką Martina. Dowiadujemy się o niej więcej i możemy zobaczyć, jak spędziła ostatnie miesiące życia. Tutaj wyjaśnia się też, dlaczego inspektor Fumero ścigał Fermina, wydawałoby się, bez powodu.

Klimatycznie historia trzyma poziom, jednak nie zaskakuje tak jak pierwszy tom. Mam wrażenie, że klimat stał mi się już tak bliski, że po prostu nie zwracam na niego aż takiej uwagi. Ach, jeszcze warto wspomnieć o wszelkich cytatach – toż to jest skarbnica mądrości! Oczywiście można znaleźć też te zabawne, ale warte zapamiętania zdania, jednak wiele po prostu przekazuje życiowe prawdy.

Ten tom zakończył się w taki sposób, że wręcz nie mogę doczekać się, aż poznam zakończenie historii. Wprawdzie w Cieniu wiatru jest co nieco informacji o przyszłości – krótka wzmianka o 1966 roku – jednak wciąż jest luka czasowa i brakuje informacji o tym, co działo się między 1958 a 1966. A na pewno dużo!

25 lutego 2024

[KSIĄŻKA] "GRA ANIOŁA" CARLOS RUIZ ZAFÓN

- Źle pan wygląda - zawyrokował.
- Niestrawność - odparłem.
- A co panu zaszkodziło?
- Życie.

Gra anioła Carlos Ruiz Zafón

Krótko po skończeniu Cienia wiatru, zaczęłam lekturę drugiego tomu Cmentarza Zapomnianych Książek pt. Gra anioła. Spodziewałam się tak samo świetnej zagadki kryminalnej i klimatycznych opisów dawnej Barcelony. Trochę zaskoczyło mnie to, że fabuła niemal wcale nie dotyczy bohaterów z pierwszej części. Przynajmniej nie bezpośrednio, bo jak się wkrótce okazuje, w historii pojawiają się między innymi rodzice Daniela Sempre.

Gra anioła to historia Davida Martina, młodego mieszkańca Barcelony boleśnie doświadczonego przez los. W młodym wieku stracił rodziców i od tego czasu musiał radzić sobie sam. Poznajemy go w momencie, gdy pracuje jako dziennikarz w podrzędnej gazecie, ale dzięki przyjaźni z Pedrem Vidalem, znanym pisarzem, zmienia pracę i zaczyna pisać książkę w odcinkach. Niestety, nie pod swoim nazwiskiem. Postanawia to zmienić i decyduje się napisać dzieło swojego życia oraz wynajmuje piękny, stary, ale mroczną historią dom z wieżyczką, o którym zawsze marzył. Pewnego dnia w jego życiu pojawia się Andreas Corelli i oferuje mu fortunę w zamian za napisanie dla niego książki, której jeszcze nie było. Gdy David przystaje na ofertę mężczyzny, w jego życiu zaczynają dziać się niepokojące rzeczy. Czy David Martin na pewno jest bezpieczny?

Opis od razu intryguje. Kurczę, jakby mogło być inaczej, w końcu w środku mrocznej intrygi jest pisarz, a jak wiadomo, dla nas, czytelników, to jedna z najciekawszych postaci. Davida łatwo polubić. Cieszymy się razem z nim z jego osiągnąć i smucimy, gdy coś mu nie wychodzi. Facet wydaje się dość inteligentny, co widać także w jego rozmowach z Corellim na temat nowej książki.

Byłam bardzo ciekawa, co wydarzy się dalej, jednak autor troszeczkę ociągał się z wprowadzeniem wątku kryminalnego. Spora część książki to było przydługie wprowadzenie, które i tak nie pozwala do końca zrozumieć reszty powieści. W pewnym momencie byłam ta skołowana, że zastanawiałam się, czy czegoś nie pominęłam albo czy czegoś źle nie zrozumiałam. Dodatkowo akcja rozwija się bardzo wolno. Większość książki opisuje zwykłe życie bohatera – i ewentualnie spotkania z Correlim – które nie obfituje w zbyt wiele zwrotów akcji. Fabuła nabiera prędkości dopiero wtedy, gdy David Martin uświadamia sobie, że został wplątany w serię dziwnych morderstw. Wtedy zaczyna się walka z czasem. Niestety, ze względu na ten brak proporcji zagadka nie jest tak interesująca, jakby mogła być. Ledwo się zaczyna, a już się kończy – odniosłam wrażenie, że w połowie wątku.

Cień wiatru miał według mnie bardziej klarowną fabułę, która stanowiła logiczny ciąg przyczynowo-skutkowy. Wydarzenia, które po sobie następowały, bezpośrednio wynikały z siebie i mimo że niektóre wydawały się nieco przesadzone, nie brzmiały fantastycznie. W Grze anioła autor postanawia zmienić koncepcję i miesza czytelnikom w głowie – wplata w fabułę elementy, które wydają się nierealne, a wokół głównego bohatera dzieją się rzeczy co najmniej dziwnie. Bardzo żałuję, że Carlos Ruiz Zafón tym razem za wiele nam nie wyjaśnia, a zakończenie tak naprawdę zostawia nas z wielką niewiadomą. Do dziś nie wiem, jak mam rozumieć to, co wydarzyło się w epilogu. Chwilami też zastanawiam się, ile pojawiających się w tej części trupów to ludzie, którzy naprawdę nie żyją. Nie pojmuję (może kolejne tomy coś mi wyjaśnią), ile z tej historii wydarzyło się w rzeczywistości, a ile było wytworem chorego umysłu. Zdecydowanie fabuła pasuje do opowieści człowieka, który nie odróżnia jawy od snu. A może to był jeden wielki sen?

Mimo mojego małego rozczarowania, nie zamierzam porzucić tej serii i chciałabym ją jak najszybciej skończyć. Najnormalniej w świecie nie mogę doczekać się kontynuacji!

22 lutego 2024

[KSIĄŻKA] "TRUP NA PIEKIELNYM WIERCHU" JURAJ ČERVENÁK

Podczas działań wojennych zapach śmierci stał się mu wiernym towarzyszem. Dawno doń przywykł. O wiele bardziej gnębiło go pytanie, co to wszystko oznacza.

Trup na Piekielnym Wierchu Juraj Červenák

Dalej przechodzą mnie dreszcze na wspomnienie tej książki. W ramach swojego postanowienia, aby czytać więcej książek z różnych stron świata, gdy zobaczyłam wśród audiobooków słowacki kryminał, od razu się nim zainteresowałam. Opis nie wydawał się groźny. Jasne, akcja toczy się w XVI wieku, więc mogłam spodziewać się okrucieństwa i innej mentalności, ale jednak przerosło mnie skupianie się na torturach. Znacznie chętniej poczytałabym o obyczajach, życiu bohaterów, relacjach między nimi czy opisach przyrody. Otrzymałam jednak to, co otrzymałam.

Akcja powieści toczy się w XVI wieku w cesarstwie habsburskim rządzonym przez Rudolfa II. Są to czasy niespokojne, ponieważ właśnie teraz Turcy próbują przedostać się na teren cesarstwa, wykorzystując górskie tereny Górnych Węgier. Okazuje się, że Turkom prawdopodobnie pomaga miejscowy zdrajca. Wkrótce do kraju powraca kapitan Stein, jednak nie może nacieszyć się odpoczynkiem – zostaje wybrany, aby odnaleźć zdrajcę i go ukarać. Jego towarzyszem jest Jaroš, naprawdę utalentowany i znany kat. Gdy docierają na miejsce, do Szczawnicy, okazuje się, że sprawa jest bardziej skomplikowana niż im się wcześniej wydawało. Z czasem pojawia się też trzeci ważny bohater – Barbarič – który będzie towarzyszył Steinowi w dalszych przygodach.

Sama historia wydaje się ciekawa zwłaszcza dlatego, że przynosi coś świeżego, czego wcześniej nie było (a przynajmniej nie było zbyt popularne). Klimat średniowiecza częściowo jest oddany, chociaż w moim odczuciu opisy przyrody i obyczajów nie są zbyt dokładne i gdyby nie informacje o władcy czy najeździe Turków można by tę historię potraktować jak zwykły kryminał. Stein, który początkowo szuka wyłącznie zdrajcy, zostaje wplątany w serię niepokojących zdarzeń – trup ścieli się gęsto, a do tego co poniektórzy wspominają także o pogańskich obrzędach mających miejsce na szczycie. Zdecydowanie ciężko jest odnaleźć sprawdzę całego zamieszania, bo gdy tylko Stein i Barbarič przesłuchują kolejnych świadków, na jaw wychodzą kolejne tajemnice zmieniające bieg śledztwa. Sama warstwa kryminalna podobała mi się ze względu na to, że nie była tak oczywista jak mogłoby się wydawać. Zainteresował mnie też konflikt między chrześcijaństwem a pogaństwem – jak widać, mieszkańcy Bańskiej Szczawnicy (miasta, w którym Stein szuka zdrajcy) wcale nie są do końca przekonani do nowej wiary.

Bohaterów jest ich naprawdę dużo i podczas słuchania łapałam się na tym, że mylą mi się postacie albo nie wiem, o kim mowa (a powinnam). Chociaż nie wiem, czy to takie istotne, skoro znaczna część wspomnianych bohaterów i tak zginęła. Jeśli chodzi o głównych bohaterów, to jedynie Barbarič wydawał się ludzki i w jakimś stopniu wzbudził moją sympatię. Wydał mi się postacią dość wiernie przedstawiającą ludzi tamtych czasów. Nie był nieczuły na cierpienie innych, potrafił zrozumieć innych, a także miał własne grzeszki i potrzeby. Natomiast Stein i Jaroš wzbudzają we mnie obrzydzenie. Są zimnymi, wyrachowanymi sadystami, którzy w głowach mają tylko jedno – tortury. Uważam, że Stein wcale nie wykazał się wybitnym inteligentem, rozwiązując zagadkę trupów na Piekielnym Wierchu, bo większość informacji zdobył dzięki Jarošowi torturującemu kolejnych podejrzanych o kłamstwo. Do tego te wszystkie tortury zostały opisane bardzo szczegółowo, co wywoływało u mnie wręcz obrzydzenie. Reszta postaci stanowiła raczej tło. Być może pojawią się oni jeszcze w kolejnych tomach i wtedy ich wątki zostaną rozwinięte.

O, a jeszcze jeśli chodzi o bohaterów – wydaje mi się, że czasami niektóre określenia (na przykład stopnia) były w różnych formach. Zorientowałam się dość późno, ale odczułam tę rozbieżność. Być może pojawiły się tez inne błędy, jednak nie usłyszałam ich. To chyba dobrze.

Słuchałam audiobooka i muszę przyznać, że wykonanie jest świetne. Do teraz jestem pod wrażeniem, jak jedna osoba i odpowiednio dobrane efekty dźwiękowe potrafią nadać klimatu. Głos Jacka Draguna idealnie pasuje do tej dość spokojnej, a przede wszystkim mrocznej historii. Sposób prowadzenia fabuły jest stonowany, wcale nie pospieszny, chociaż mogłoby się tak wydawać, bo niby się dzieje dużo. To, co zasługuje na pochwałę, to fakt, że dodano dźwięki ptaków, szumu drzew, muzykę podkreślającą klimat grozy. Efekty dźwiękowe pojawiają się przede wszystkim na początku rozdziałów (narrator zapowiada wydarzenia), ale czasami też w ich trakcie. W kilku ostatnich słuchanych przeze mnie audiobookach słyszałam takie niestaranne wykonanie (nikt nie zadbał o wyciszenie dźwięków odstawianej wody, skorygowania zbędnych przerw czy zbyt zbitego tekstu), że tutaj aż zaskoczyło mnie, że nie ma żadnego potknięcia ani zbędnych odgłosów. Ogromny szacunek do lektora za pięknie przygotowaną wersję.

Chociaż jest to dopiero pierwszy tom serii o Steinie i Barbariču, to wiem, że tutaj kończy się moja przygoda. Jeśli ktoś lubi takie średniowieczne klimaty z wątkiem kryminalnym, a także nie przeszkadzają mu opisy tortur (które pewnym stopniu zaspokajają sadystyczną część Steina), to na pewno ucieszy się z kontynuacji. Na Słowacji wyszło tych tomów aż dziewięć, więc jest na co czekać.

8 lutego 2024

[KSIĄŻKA] "TAKA PIĘKNA ŚMIERĆ" MAGDALENA MAJCHER

Nie mam już sił dłużej dźwigać na barkach swojej przeszłości.

Taka piękna śmierć Magdalena Majcher

Początkowo myślałam, że będzie to kolejny typowy kryminał i podczas czytania z niecierpliwością będę przerzucać kolejne strony, aby wreszcie poznać mordercę. Niestety – albo stety – było zupełnie inaczej. Okazało się, że Taka piękna śmierć to wcale nie jest trzymający w napięciu kryminał pełen akcji, a raczej obyczajowa historia skupiająca się przede wszystkim na psychologii postaci. Magdalena Majcher wykonała kawał dobrej roboty.

Przede wszystkim należy zaznaczyć, że autorka swoją historię oparła na faktach. Inspiracją do napisania powieści Taka piękna śmierć jest prawdziwa historia, która wydarzyła się w Katowicach. Główną bohaterką jest Paulina Hajduk, nastolatka, która niedawno zaczęła studia pedagogiczne na uniwersytecie. Niestety, dziewczyna popełnia samobójstwo, wstrzykując sobie śmiertelną dawkę insuliny. Pokój, w którym zostaje znaleziona Paulina, wygląda niczym scena, a samobójstwo wygląda na dobrze przemyślane. Jednak Michał Góralski, świeży aspirant, nie może uwierzyć, że dziewczyna popełniła samobójstwo i postanawia dokładnie zbadać tę sprawę. Na jaw wychodzą kolejne tajemnice, a Michał Góralski jest coraz bliżej rozwiązania zagadki tajemniczej śmierci.

Tak naprawdę ta historia nie jest o łapaniu czy poszukiwaniu mordercy. Jest to próba zrozumienia, jakie wydarzenia tak mocno wpłynęły na młodą studentkę, że postanowiła targnąć się na swoje życie. Policjant nie ma łatwego zadania, ponieważ Paulina Hajduk wydaje się szczęśliwą dziewczyną. Dopiero z czasem okazuje, jak wiele musiała przejść i jak wiele problemów się przed nią piętrzyło. Autorka specjalnie poruszyła ten temat, aby pokazać, jak mocno postępowanie rodziców determinuje zachowania dzieci i jak łatwo unieszczęśliwić młodych ludzi, kładąc na ich barkach za duży ciężar i zbyt wiele wymagań, którym nie mogą sprostać.

Paulina Hajduk to dziewczyna jedna z wielu. W jej sytuacji znajduje się niejeden nastolatek. Autorka zwraca uwagę na to, że powinniśmy wspierać młodych ludzi i nie zostawiać ich samych sobie. Gdyby ludzie dookoła dokonali innych wyborów, historia Pauliny potoczyłaby się inaczej. Chociaż akcja zaczyna się w momencie odnalezienia ciała, w książce pojawiają się fragmenty z ostatnich dni życia dziewczyny, oczywiście wymyślone przez autorkę. Nie jesteśmy w stanie zareagować, nie zastanawiamy się, co się wydarzy potem, ponieważ to wszystko wiemy. Mamy jednak szansę spojrzeć na to, co myślała Paulina przed śmiercią i znaleźć wyjaśnienie, dlaczego umarła.

Czy całość wyszła dobrze? To zależy, czego się oczekuje. Ja się trochę zawiodłam, ale nie dlatego, że historia była słaba. Wręcz przeciwnie, uważam, że autorka dobrze wykorzystała zgromadzony materiał. Mnie zabrakło akcji i rozwiązania – otwarte zakończenia są super, kiedy istnieje kontynuacja. Niestety, nie tym razem. Może autorka nie zostawia nas w całkowitej niewiedzy, jednak nie jest to satysfakcjonujące zakończenie. Nie zamknęła ani wątku Pauliny, ani Michała Góralskiego. Podobało mi się natomiast zwrócenie uwagi na duży problem współczesnej młodzieży – niemożność odnalezienia się w świecie i samotność.

16 stycznia 2024

[KSIĄŻKA] "CIEŃ WIATRU" CARLOS RUIZ ZAFÓN

 Książki są lustrem: widzisz w nich tylko to co, już masz w sobie.

Cień wiatru Carlos Ruiz Zafón

 

Możecie nie wierzyć, ale dopiero teraz przełamałam się, żeby przeczytać osławiony Cień wiatru Carlosa Ruiza Zafón, chociaż popularność zyskał kilka lat temu (może z dziesięć?). Gdy byłam młoda, wiele słyszałam o tej książce i były to same dobre opinie. Trochę im nie wierzyłam, byłam niesamowicie sceptyczna i uważałam, że wszystkie pochwały są przesadzone, a ja się tylko zawiodę. Odpuściłam sobie. I wiecie co? Było warto. Teraz podeszłam do tej książki bez specjalnych oczekiwań. Jasne, miała być świetna, zapierająca dech w piersiach, zachwycająca językiem (tak, cytat, który jest na początku, jest moim ulubionym), ale fabuła stanowiła dla mnie zaskoczenie.

Tak naprawdę opis na okładce niewiele mi mówił i w ogóle nie spodziewałam się tego, co otrzymałam. Głównym bohaterem jest Daniel Sempre, chłopiec, którego ojciec prowadzi do tajemniczego miejsca w sercu starej Barcelony – Cmentarza Zapomnianych Książek. Była to rodzinna tradycja, która polegała na tym, że syn wybierał spośród tysięcy tę jedną książkę, najważniejszą w jego życiu. Daniel wybiera Cień wiatru napisany przez Juliana Caraxa. Chłopiec, po przeczytaniu powieści, jest zafascynowany nie tylko sama historią, ale i tajemniczym autorem. Postanawia poznać sekrety pisarza, a także odnaleźć jego kolejne książki. Nie jest to najłatwiejsze zadanie, ponieważ od tego momentu wokół Daniela i jego ojca dzieje się wiele niesamowitych rzeczy. Zostają oni wrzuceni w wir wydarzeń i przeżywają przygodę, o jakiej nawet nie śnili.

Ta książka jest genialna! Dostałam o wiele więcej niż się spodziewałam. W ogóle nie oczekiwałam, że podążanie śladami pisarza może być tak fascynującą i niebezpieczną przygodą. Ciężko opisać fabułę, nie zdradzając, co się wydarzy i jak to się wszystko skończy. Jestem zaskoczona niemal wszystkim, co się wydarzyło, a podróżowanie razem z bohaterami po Barcelonie uważam za niesamowite przeżycie. Uderzyły mnie plastyczne opisy budynków czy ulic, a także sposób, w jaki autor opisał klimat XX-wiecznego miasta. Czułam się, jakbym sama spacerowała po Barcelonie i odkrywała dotychczas nieznane miejsca. Wielkie ukłony zarówno dla autora, jak i dla tłumacza, któremu pierwszorzędnie udało się oddać język oryginału i nie utracić ani odrobiny klimatu.

Uwielbiam nie tylko fabułę, lecz także bohaterów – poczynając od Daniela i jego ojca, przez Fermina aż po Juliana Caraxa. Są to niesztampowe postaci, bardzo ludzkie, mające wady i zalety, a także typowe dla człowieka pragnienia. Nie są idealni i nieskazitelnie czyści. Nawet nie próbują tacy być! Myślę, że mogliby istnieć naprawdę, a podobna historia mogłaby mieć kiedyś miejsce, przynajmniej w pewnym stopniu. Niektórych razi prostactwo i niewychowanie Fermina, ale moim zdaniem jest to jedna z lepszych postaci – takie osoby też istniały i nie powinny kojarzyć nam się jedynie z tym, co złe.

Między początkiem a końcem jest ogromna przepaść. Pierwsze strony to powolna historia, która nie zaskakuje za bardzo, ale ostatnie strony to jakby wyścig z czasem. Dzieje się coraz więcej, zostajemy zbombardowani nowymi informacjami, a każda kolejna jest równie ważna co poprzednia. Dopiero wtedy okazuje się, jak bardzo rozbudowana jest cała historia i że jej początku wcale nie sięgają lata 1945 roku.

Historia początkowo wydała mi się dziwna, myślałam, że nie wciągnę się w historię i nie uda mi się połączyć wszystkich wątków, ale nim się obejrzałam, właśnie kończyłam lekturę z wypiekami na twarzy. Uważam, że każdy, nawet najbardziej sceptyczny czytelnik, powinien poznać Cień wiatru i poczuć klimat tamtych czasów.

15 grudnia 2023

[KSIĄŻKA] "WŁADCY CZASU" EVA GARCÍA SÁENZ DE URTURI

 Neurolodzy twierdzą, że kiedy rozwiążesz jakąś zagadkę, w twoim mózgu wydziela się duża ilość dopaminy, która poprawia ci humor. Ja byłem uzależniony od tych momentów olśnienia.

Władcy czasu Eva García Sáenz de Urturi

 

Znakomite zakończenie Trylogii białego miasta. Te przenikające się światy… Jestem wręcz oczarowana. Nie da się opisać, jak bardzo zaangażowałam się w lekturę. Myślę, że autorka nie mogła tego wymyślić lepiej. Eva García Sáenz de Urturi zdecydowanie potrafi zaskoczyć.

Władcy czasu to bardzo klimatyczna opowieść, która pokazuje nam nie tylko współczesną Victorię (z jej wszystkimi tajemnicami i zakamarkami) i jej mieszkańców, lecz także ten średniowieczny gród, z którego wywodzą się ważni dla historii miasta ludzie. Tło historyczne zbudowane jest bardzo pieczołowicie i, mimo że nie wiem zbyt dużo o historii Hiszpanii, byłam sobie w stanie wyobrazić, jak wyglądało życie w grodzie i z jakimi problemami musieli się mierzyć mieszkańcy. To, jak pięknie opisana jest Victoria i okolice, sprawia, że aż ma się ochotę tam pojechać i na własnej skórze wszystko poczuć.

W tym tomie, tak jak i w poprzednich, poznajemy losy bohaterów z różnych czasów – tym razem naprawdę odległych. Głównym bohaterem wciąż pozostaje Unai Lopez de Alaya, znany pod pseudonimem Kraken, który prowadzi kolejne śledztwo – tym razem jednak chodzi o porwanie dwóch sióstr, a nie morderstwo. Przynajmniej do pewnego momentu, bo wkrótce zaczynają sypać się trupy. Jednakże brak tu jakiejkolwiek logiki czy powiązań, więc śledztwo przez długi czas stoi w miejscu. Jak się jednak wkrótce okazuje, tym, co te morderstwa łączy, jest pewna książka, która opowiada historię sprzed lat… I tutaj pojawia się drugi wątek, czyli historia hrabiego Diaga Veli, który powraca do swojego grodu po trudnej misji pod koniec XI wieku. Są to czasy niespokojne, a to, co zastaje w mieście, wcale nie mu się nie podoba. Wkrótce sytuacja pogarsza się jeszcze bardziej, a życie staje się jeszcze trudniejsze.

Autorka zgrabnie prowadzi dwie linie fabularne, które bez przerwy się przenikają, ani nigdy całkowicie nie łączą i nie mieszają. To naprawdę wymaga wiele wysiłku! Pisarka dawkuje nam informacje, abyśmy tak szybko nie rozwikłali kryminalnej zagadki, a czasami wręcz nas zwodzi. Słyszałam wiele zarzutów dotyczących rozstrzału czasowego – prawie tysiąc lat! – jednak mnie w ogóle to nie przeszkadzało. Język pisarki jest niezwykle zgrabny, niezbyt skomplikowany, ale oddający klimat i emocje. To, że mogłam poznawać dwie historie, które miały kilka punktów stycznych, jednak w większości nie pokrywały się ze sobą, rozbudziło moją wyobraźnię.

Uwielbiam serię o Krakenie i jest mi niezmiernie przykro, że to koniec. Trzeba jednak przyznać, że wszystkie wątki zostały zamknięte. Unai i Alba podjęli bardzo ważne dla siebie, swojego związku i swoje dziecka decyzje, które zaskakują – raczej niewielu bohaterów kryminałów postępuje w ten sam sposób – jednak pokazują one, co było dla bohaterów ważne i podkreślają ich ludzką stronę. Szkoda mi tylko niektórych postaci i tego, jak zakończyła się ich historia – ale świadczy to o tym, że zostały one przedstawione w bardzo ludzki sposób i można je było polubić.

Według mnie to jedna z najlepszych serii kryminalnych i zastanawiam się, czy kiedyś jakakolwiek jej dorówna pod względem klimatu i zagadkowości. Widać, że autorka ma dużą wiedzę lub też porządnie przygotowała się przed pisaniem, bo brakuje tutaj tych samych schematów co w innych kryminałach, a każdy zły bohater ma swoje pobudki i motywacje.