Pokazywanie postów oznaczonych etykietą FANTASTYKA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą FANTASTYKA. Pokaż wszystkie posty

3 października 2024

[DRAMA] "THE SIGN" A NATTHAPHONG WONGKAWEEPAIROD

Naprawdę myślisz, że to wszystko to zbieg okoliczności?

Phaya, The sign

Ostatnio obejrzałam dwie ciekawe pozycje z gatunku BL – The Eclipse i I Feel You Linger in the Air – które wysoko postawiły poprzeczkę. Myślałam, że po raz kolejny będę miała zastój w oglądaniu, ale jednak nie! Jako kolejną dramę do obejrzenia wybrałam The Sign, chociaż raczej nie wpasowuje się ono w moje klimaty. Oczywiście lubię fantastykę, ale dotychczas nie oglądałam żadnego gejowskiego romansu z elementami fantastyki (a właściwie romansu, w którym odrywają one istotną rolę). Słyszałam jednak o tej historii wiele pozytywnych opinii i postanowiłam wyjść poza schematy.

Akcja rozpoczyna się dość dziwnie i przez pierwsze minuty nie wiedziałam, czy na pewno chcę dalej w to brnąć. Wyglądało to jak zapowiedź filmu akcji. Dopiero po jakimś czasie okazuje się, że to jedynie szkolenie, a główni bohaterowie, Tharn i Phaya, biorą udział w obozie szkoleniowym, aby następnie dołączyć do Specjalnej Jednostki Śledczej. Nie spotykają się jednak przypadkiem – czują, że łączy ich coś więcej niż wspólny cel: dostanie się do zespołu dochodzeniowego. Obaj dryfują na granicy fantastyki i realizmu. Tharn musi mierzyć się z wizjami, które towarzyszą mu od najmłodszych lat, a Phaya próbuje rozwiązać tajemnice swoich snów. Biorą udział we wspólnych akcjach i razem próbują rozwiązać sprawę tajemniczych morderstw. Bardzo szybko zaczynają czuć do siebie coś więcej, jednak niełatwo przychodzi im porozumienie się.

Cała opowieść zasadza się na historii o Garudach i Nagach, istotach, które według buddyjskich wierzeń toczą ze sobą nieustanne wojny. To ciekawy zabieg, który pozwala inaczej spojrzeć na tajską kulturę, jednak jest tak słabo przedstawiony, że aby lepiej wszystko zrozumieć, należy sięgnąć po wiedzę z internetu. Wygląda tak, jakby reżyser i scenarzysta traktowali ten element bardzo po macoszemu i miał im po prostu posłużyć do tego, żeby seria wyróżniała się na tle innych. To właśnie dzięki tym elementom fabuła idzie do przodu, a wydarzenia nabierają tempa. Wątek romantyczny osadza się na relacji między Garudami i Nagami w dawnych czasach. Tharn i Paya czują do siebie pociąg właśnie dlatego, że mają coś wspólnego z tymi mitycznymi stworzeniami. Ich relacja rozwija się na gruncie rzeczywistym, ale w ich życiu nie brakuje nietypowych wydarzeń – chwilami dość tragicznych w skutkach. Spodobała mi się relacja między nimi, mimo że chwilami uważałam, że Tharn jest po prostu idiotą… Nie są moją ulubioną parą, ale mam do nich pewien sentyment.

Fabularnie ta historia była ciekawa, jednak jeśli chodzi o kwestie realizacji, to trochę należałoby poprawić. Przede wszystkim tym, co mnie irytowało (a chwilami i bawiło…), jest to, że w pewnym momencie przebrali Babe’a (grającego Tharna) za kobietę. Po dziś dzień nie jestem w stanie zrozumieć, co kierowało reżyserem i scenarzystą. Rozumiem, że Babe odgrywał tutaj rolę swojego przeszłego wcielenia (tak, kiedyś był kobietą), ale uważam, że powinni znaleźć aktorkę, która po odpowiedniej charakteryzacji mogłaby go zastąpić. Zwłaszcza że Babe, jakkolwiek by go nie wyszykowali, w żaden sposób nie przypominał pięknej kobiety. Ma ostre rysy twarzy i zdecydowanie męską sylwetkę. Drugą rzeczą, już drobną, ale również wywołującą na mojej twarzy uśmiech, są sceny, gdy grupa bohaterów – z dwa tuziny! – bierze prysznic i scenarzyści postanawiają pokazać ich w pełnej krasie. Niestety nie do końca mogą, więc decydują się odpowiednio zamazać miejsca, na które patrzeć nie powinniśmy. Tym sposobem otrzymujemy ocenzurowane sceny. Efekty specjalne też nie zachwycały, ale tutaj przymknęłam oko – było ich naprawdę niewiele.

Zakończenie sugeruje, że nastąpi coś jeszcze, więc teraz tylko czekać na odcinek specjalny. Chciałabym spojrzeć na relację Phayi i Tharna z trochę innej perspektywy. Odnoszę wrażenie, że mam jakiś niedosyt po obejrzeniu dramy.

 

PS Gdy piszę tę recenzję, dodatkowy epizod wyszedł, a ja zdążyłam go obejrzeć. Niespecjalnie pokazuje inną perspektywę i trochę się rozczarowałam.

10 kwietnia 2024

[DRAMA] "I FEEL YOU LINGER IN THE AIR" TEE BUNDIT SINTANAPARADEE

Czasami ludzie posiadają historie, których nie mogą nikomu opowiedzieć.

Yai, I Feel You Linger in the Air

Przez długi czas nie mogłam wkręcić się w żadną dramę. Najczęściej oglądanie przerywałam po kilku minutach. Nie mogłam się skupić i  najczęściej oglądanie przerywałam po kilku minutach. Miałam wrażenie, że obejrzałam tyle dobrych serii, że teraz ciężko znaleźć coś, co mogłoby im dorównać. A jednak udało się! I Feel You Linger in the Air przerwało mój zastój i chociaż nie mogłam wciągnąć się od pierwszych minut, nie porzuciłam dramy. 

Głównym motywem są podróże w czasie. Jom, młody architekt, zostaje poproszony o renowację starego domku w Chiang Mai. Gdy tylko przyjeżdża, zaczynają dziać się dziwne rzeczy, a w jego głowie pojawiają się nieznane wspomnienia. Zupełnie jakby częścią historii tego domu. Podczas prac remontowych odkrywa również wiele cennych przedmiotów. Życie Joma jest przepełnione zwyczajnością – pracuje i ma chłopaka. Jest szczęśliwy, do momentu, gdy jego ukochany, Ohm, postawia z nim zerwać. Zrozpaczony Jom, nie może zapanować nad przytłaczającymi go emocjami. Pod ich wpływem chłopak ulega wypadowi samochodowymi i wpada do rzeki. To wydarzenie zmienia resztę jego życia. Udaje mu się wypłynąć na powierzchnię, jednak świat, który widzi, nie jest tym samym światem, w którym się urodził. Wkrótce okazuje się, że cofnął się o sto lat i znalazł się w latach 20. XX wieku. I właśnie tutaj spotyka Yaia, mężczyznę ze swoich snów. Czy Jom odnajdzie się w nowej rzeczywistości, wśród ludzi, którzy wyglądają tak samo, jak jego bliscy ze współczesności? Jakie wyzwania staną przed chłopakiem? Czy odnajdzie swoje miejsce na świecie?

Początek szedł mi bardzo powoli, ponieważ ten czas w życiu był dla mnie trudny. Dramy tajskie mają stosunkowo długie odcinki i ciężko było mi za jednym zamachem obejrzeć blisko godzinę historii. Zrobiłam też sobie przerwę w oglądaniu, ale kiedy wróciłam – przepadłam.

W tej serii pięknie ukazane jest uczucie, ponieważ zarówno Jom, jak i Yai mają świadomość, że coś ich łączy. Śnili o sobie, o swoim związku i bliskości, więc ich początkowa relacja pewna jest jednocześnie niepewności i fascynacji. Obu aktorom udało się oddać emocje towarzyszące ich postacią przy spotkaniach. To jest chyba pierwsza seria, w której nie spotkałam się z nachalnym mężczyzną próbującym przekonać drugiego do relacji. Tutaj wszystko rozwija się powoli i chociaż Yai, jako syn Luanga Nitithama, pana domu, jest wyżej postawiony niż Jom będący jego sługą, nie naciska, jest wręcz onieśmielony. Chociaż bohaterowie nie zostają para w pierwszych odcinkach, jesteśmy świadkami rozwoju ich uczuć i zmian, jakie w nich zachodzą. Yai jest ogromnym wsparciem dla zagubionego w nowym świecie Jom. Uwielbiam patrzeć na jego drobne gesty, które mają zapewnić partnerowi komfort. I wcale nie chodzi o sceny erotyczne, bo ich za wiele nie ma. Jego słowa, w których nie ma krzty krytyki czy urazy. Tylko on potrafi wesprzeć Joma na duchu.

 

Nie wiesz, co do ciebie czuję, Jom? Moje czyny w ogóle nie dotarły do twojego serca?

Yai, I Feel You Linger in the Air

 

Jest to seria bardzo emocjonalna. Życie Joma nie jest łatwe. Najpierw zdradza go chłopak, potem niemal ginie w rzece aż wreszcie trafia do świata, w którym panują zupełnie inne zasady. Chłopak jest złamany psychicznie, nie odnajduje w swoim życiu celu ani przyjemności. Nie jest też pewny siebie, brakuje mu odwagi. Cierpimy razem z nim i gdyby nie to, że znamy część fabuły i raczej oczekujemy konkretnego zakończenia, moglibyśmy nie wytrzymać tych nagromadzonych emocji.

Fabuła z jednej strony jest zaskakująca, z drugiej jednak nieco oczywista – początek zaczyna się od wydarzeń z przyszłości, które pozwalają nam spodziewać się, co wydarzy się w kolejnych odcinkach i jak potoczy się relacja Yaia i Joma. Mimo wszystko wiele scen zaskakuje, a zakończenie oglądamy pełni niepokoju. W ogóle warto zaznaczyć, że najlepiej oglądać tę serię dwa razy. Tak, aby nic nam nie umknęło.

Jedyne, co mnie rozczarowało, to zakończenie. Niewiele wyjaśnia. Oczywiście jest takie, aby zadowolić odbiorców, jednak jak się okazało, zrozumiałam je trochę nie tak jak powinnam. Z ciekawości poczytałam wpisy w Internecie i jak się okazało, historia dalej potoczyła się inaczej niż w dramie. Domyślam się, że chcieli zrobić w miarę klarowne i zamknięta zakończenie, ale nie do końca mi to odpowiadało. Scena po napisach w ostatnim odcinku zapowiada, że być może pojawi się kontynuacja. Zdążył wyjść już specjalny odcinek, teraz tylko czekać, aż zostanie udostępniony szerszej publiczności.

A teraz jedyne, co mi pozostało, to przeczytać nowelkę. Może to być nie lata wyzwanie, jednak być może – ze zniecierpliwienia – podejmę.

 

PS Ach tak! Powinnam jeszcze wspomnieć o muzyce. Jakże ona jest klimatyczna! Od razu poczułam klimat tamtych lat. Jest taka… sielska. Kojarzy mi się z takim spokojnym, wiejskim życiem. Uwielbiam.

20 stycznia 2024

[KSIĄŻKA] "CZAROWNICA" DEBORAH HARKNESS

Są tylko dwie emocje, które rok po roku podtrzymują obroty tego świata. Jednym jest strach. Drugim pożądanie.

Czarownica Deborah Harkness

To jedna z tych książek, które dawno temu dostałam w prezencie, a jeszcze nie zdążyłam ich przeczytać. Było mi aż wstyd, bo jednak już długi czas Czarownica (a także drugi tom, Tajemnica), stoją na mojej półce i się kurzą. Wreszcie zdobyłam się na odwagę i zabrałam się za lekturę.

Pamiętam, że zawsze podobała mi się okładka (ale niestety po tylu latach grzbiet nieco wyblakła), ale fabuła już nie do końca mnie przekonywała. Lubię fantastykę, magię, czary, ale chyba bardziej w stylu „Harry’ego Pottera” lub „Władcy pierścieni”. W Czarownicy główną bohaterką jest Diana Bishop, doktor historii. Pochodzi ona z potężnej, wielopokoleniowej rodziny czarownic i czarodziejów, jednak nie chce mieć z magią nic wspólnego. Kobieta obawia się swoich mocy i stara się z nich nie korzystać i ukrywać je. Jak to jednak w takich książkach bywa, okazuje się, że ma ona ogromną moc magiczną i niezwykły talent, dlatego pewnego dnia, gdy czyta kolejne manuskrypty w oksfordzkiej Bibliotece Bodlejańskiej, w jej ręce trafia zaklęta księga czarownic. Co istotne, jest to księga uznawana za zaginioną. To wydarzenie jest momentem przełomowym dla Diany – od tej chwili jej życie nie będzie już normalne, a udawanie zwykłego człowieka stanie się niemożliwe.

Podchodziłam sceptycznie do tej historii, ale w ostatecznym rozrachunku muszę przyznać, że książka nie była zła. Moim zdaniem świat jest opisany dość klarownie i nie ma większych błędów fabularnych. Problemem Czarownicy jest to, że jest to lektura po prostu nudna. Dzieje się w niej niewiele, większość akcji toczy się w bibliotece, czasami w domu Diany lub okolicach. Fabuła rozkręca się dopiero pod koniec, kiedy coś zaczyna się dziać i kolejne rozdziały nie opierają się tylko na rozmowie. Tak, to na pewno przegadana książka. Ani opisy, ani dialogi niewiele nowego wnoszą do fabuły. Bohaterka wielokrotnie robi to samo i nic głębszego z tego nie wynika.

Tematem przewodnim tej historii jest zaginiona księga, która jest poszukiwana przez wszystkie magiczne stworzenia. Tak naprawdę nie wiemy, co w niej jest, ponieważ Diana, przerażona możliwością zetknięcia się z magią, bardzo szybko oddaje manuskrypt. Ta księga została zaklęta przez potężne czarownice tak, aby nikt nie mógł jej znaleźć i odczytać – prawdopodobnie dlatego, że zawiera silnie strzeżone tajemnice (według niektórych są to informacje o tym, jak powstały różne magiczne stworzenia lub jak je zabić). I tak naprawdę wokół tego jest cała afera, jako że Dianie – jako jedynej – udało się księgę odnaleźć, teraz wszystkie magiczne istoty gromadzą się wokół niej, aby mieć szansę przejąć księgę.

Jednym z takich bohaterów m=jest Matthew Clairmont, wiekowy wampir. Zbliża się do młodej czarownicy, aby zdobyć informacje o manuskrypcie. Jest jednocześnie jej prześladowcą (śledzi ją niemal zawsze i wszędzie) i wybawicielem (dba, aby żaden demon czy zły czarodziej nie zrobili jej krzywdy). Spędzają ze sobą bardzo dużo czasu i chociaż początkowo nie są do siebie miło nastawieni, z czasem zaczyna się rodzić między nimi uczucie. Mam wrażenie, że gdyby nie ono, akcja w tej książce dalej stałaby w miejscu.

Historia miała bardzo duży potencjał, jednak autorka nie wykorzystała go, bardzo lakonicznie opisując magiczny świat i prawdy nim rządzące. Czuję, że zostałam z niczym. Niby czasami pojawia się magia, ale to nie wokół niej toczy się intryga, więc niewiele dowiedziałam się o fantastycznym świecie i działaniu magii. Jest to trochę dziwne, bo przecież sama Diana niewiele wie na ten temat i dopiero się uczy.

Jak tak teraz myślę – a trochę od przeczytania tej książki minęło – prawie nic z tej historii nie pamiętam! Utkwił mi w głowie wątek romantyczny i zakończenie (swoją drogą – też urwane w połowie. I chyba tylko z tego powodu rozważam przeczytanie drugiego tomu. Obawiam się jednak, że znowu będzie mnie nudzić i, nie daj Boże, będę przysypiać! A przecież całość ma cztery, a nie dwa tomy…

13 stycznia 2024

[KSIĄŻKA] "OKRUTNY KSIĄŻĘ" HOLLY BLACK

 Cierpliwość to cnota, którą warto w sobie kształcić.

Okrutny książę Holly Black

Niby jestem już dorosłą kobietą, jednak lubię czasami sięgnąć po coś młodzieżowego. Nawet nie wiecie, ile książek z czasów mojej młodości (zwłaszcza fantastycznych) nie przeczytałam, chociaż miałam w planach. Ale tamte historie były inne – problemy, bohaterowie, fabuła niewiele mają wspólnego z tym, co teraz jest modne. I trochę żałuję, że nie jest teraz nastolatką, która ma tak bogaty wybór, dlatego też czasami wyciągnę rękę po współczesną fantastykę młodzieżową. Mam jednak wrażenie, że mam ogromnego pecha przy wyborze!

Okrutny książę skusił mnie… tytułem. Jestem chyba dziwna, ale wydawało mi się, że to naprawdę może być dobra lektura. O jakimś księciu, który nie jest najlepszym władcą ani człowiekiem. Opis na okładce tylko utwierdził mnie w przekonaniu, że będzie to mroczna historia jakiegoś królestwa. Początek historii jest niezwykle mroczny, ponieważ akcja rozpoczyna się od morderstwa – i to naprawdę krwawego i dość obrazowego, co nieco mnie zszokowało, wszak to książka dla młodych ludzi… Madok, wysoko postawiony elf na co dzień zamieszkujący magiczna krainę elfów, Elysium, pojawia się w świecie ludzi, aby ukarać swoją byłą żonę, ludzką istotę, która opuściła go przed laty, nawet nie informując, że jest ojcem. Pech chciał, że kobieta zdążył ułożyć sobie życie i zamiast jednego dziecka, ma aż trzy córki i męża. Madok, w przypływie złości, zabija kobietę i jej ukochanego, a dzieci zabiera ze sobą dla elfiej krainy. Czuje się w obowiązku, żeby się nimi zająć, chociaż jedynie najstarsza, Vivi, jest jego rodzoną córką. Młodsze siostry, bliźniaczki – Jude i Taryn – są zwykłymi ludźmi. W tym momencie rozpoczyna się właściwa fabuła. To historia przede wszystkim o Jude, śmiertelniczce, która próbuje odnaleźć się w świecie elfów, nie zatracić się i nie zginąć. A nie jest to takie proste, ponieważ jako człowiek uważana jest za gorszą rasę.

Fabuła wydaje się niezwykle ciekawa, prawda? Też tak myślałam! Nie sądziłam jednak, że w takiej jednej, krótkiej książce można tak wiele zepsuć. Przede wszystkim znienawidziłam chyba wszystkie postacie, na czele z Jude, główną bohaterką i narratorką. Nawet nie wiem, jak ją opisać. Niby miała być inteligentną dziewczynę, która mimo wielu przykrości jakoś radzi sobie w elfim świecie, jednak wielokrotnie wychodzi na głupią, postępującą nierozważnie, która przeżywa okres buntu. I, oczywiście, pakuje się w największe tarapaty! Początkowo nawet lubiłam Taryn, ale w pewnym momencie jej podejście do siostry (bliźniaczki!) zmieniło się diametralnie i było nie do pomyślenia. Cardan to typowy zły chłopak, który jest po prostu okropny dla Jude i Taryn. Ale czasami jest też dobry, przecież nie może być typem bez serca! Albo po prostu nie lubić głównej bohaterki. Madok, który po zabójstwie udawał fajnego ojca, również nie przypadł mi do gustu. Chyba tylko jego żona (nie pamiętam imienia), syn Dąb, i najstarsza córka, Vivi, w jakimś stopniu mi się spodobali.

Wszystko było dość spłaszczone i nierozwinięte. Niby fabułą szła do przodu, ale czasami przeskakiwała z jednego wątku na drugi, aby potem wrócić do pierwszego, ale z gotowym rozwiązaniem. Odnoszę też wrażenie, że zamiast wielkiej głównej intrygi – przyznam, że nawet zaskakującej – mamy wiele pomniejszych wątków zaburzających całość. Zakończenie natomiast było beznadziejne, a postępowanie Jude wzburzyło mnie do granic. Bohaterka, która uważa, że jest najlepsza, najmądrzejsza i ma prawo podejmować decyzje za wszystkich, nie licząc się z ich zdaniem.

Ale tego, czego nie mogę zdzierżyć najbardziej, to język tej książki. Jednym z moich zarzutów jest to, że autorka w ogóle nie kontroluje swojego stylu. Zdarza się, że pisze dość oficjalnym stylem, aby po chwili użyć słów pochodzących z zupełnie innej normy językowej. Dla mnie, wprawionej czytelniczki i miłośniczki języka, jest to dość rażące i wybijające z rytmu. Moim drugim zarzutem jest niekonsekwencja w przekładzie i niestaranność korekty. W polskim przekładzie pojawia się słowo elfowy (a taka forma nie istnieje, powinno być elfi albo elficki), a także naprzemiennie widzimy formy elfy i elfowie (oba słowa mają inny wydźwięk i powinno się używać konsekwentnie jednej z form). Natknełam się też na kilka literówek a także zdania, które widać, że zostały przeredagowane, a pozostało niepotrzebne słowo z poprzedniej wersji.

Podobał mi się natomiast wykreowany świat, w który autorka włożyła wiele serca i wyobraźni. Elfy, które w przeciwieństwie do ludzi nie mogą kłamać, magia, która potrafi człowieka usidlić i obezwładnić, sprawić, że oszaleje, że będzie wykonywał bez słowa elfie rozkazy, elfie jedzie, które może okazać się niebezpieczne dla człowieka. Autorka przemyślała wiele aspektów fantastycznego świata, więc bliźniaczki mogą się wykazać – nie angażować się w niebezpieczne wydarzenia, otaczać odpowiednimi ludźmi, zawsze mieć przy sobą amulety lub sól. Początkowo właśnie te aspekty mnie zaintrygowały.

Podsumowując: jestem zszokowana, że ta książka (i ogólnie trylogia) ma tak dużo pozytywnych opinii i nikt nie dostrzega wad tej historii. Nikt nawet nie zwraca uwagi na rażące błędy zaburzające spójność i wytrącające z lektury. Zanim przeczytałam książkę, natknęłam się na tak wiele pozytywnych opinii, że nawet nie pomyślałam, że to może być złe. A jednak.

Kiedy inni czytają kolejne części, ja wiem, że po kontynuację nie sięgnę.

29 grudnia 2023

[KSIĄŻKA] "SERCE WOJOWNIKA SŁOŃCA" SUE LYNN TAN

(...) Czasem jednak w legendach nie chodzi o „jak”, ale „dlaczego”.

Serce Wojownika Słońca Sue Lynn Tan

Sue Lynn Tan to dla mnie swego rodzaju zaskoczenie. Jej debiut, Córka Bogini Księżyca, urzekł mnie sposobem opisywania relacji między bohaterami i skupieniem się na drobnych detalach i gestach. To było coś innego na tle wielu młodzieżowych romansów, które często w moim odczuciu są bardzo nachalne. Brakuje w nich takiego przejściowego etapu w relacjach, który pogłębiłby historię. To wszystko otrzymałam w pierwszym tomie dylogii (przynajmniej oficjalnie, po przeczytaniu drugiego tomu mam wątpliwości) pt. Niebiańskie Królestwo.

Czy drugi tom utrzymał ten sam poziom co pierwszy? Niestety, moim zdaniem – nie. Tym razem Sue Lynn Tan o wiele bardziej skupiła się na problemach, z jakimi boryka się kraina nieśmiertelnych, oraz niezdecydowaniu Xingyin.

Autorka w pierwszym tomie wprowadza nas w magiczny świat i dość skrupulatnie wyjaśnia, czym jest kraina nieśmiertelnych, jak podzielony jest świat i jak działa magia. Robi to zręcznie i w interesujący sposób, dlatego tak szybko sięgnęłam po kontynuację. Teraz też dostajemy nową porcję wiedzy, tym razem bardziej szczegółowej – poznajemy lepiej krainy otaczające Niebiańskie Królestwo. W tym tomie jest więcej postaci, które chociaż nie odgrywają dużej roli, pozwalają lepiej zrozumieć zasady panujące w tym świecie. Autorce udało się mnie kilka razy zaskoczyć swoimi pomysłami.

Serce Wojownika Słońca to w pewnym sensie historia o dojrzewaniu – zarówno fizycznym, jak i psychicznym. Xingyin po tym, jak uratowała siebie i matkę, wraca wreszcie do domu, gdzie może odpocząć, zregenerować siły po trudach walki, a także spotkać się z najbliższymi. To dla niej bardzo dobry czas – czuje się spokojna i bezpieczna, ale nie jest już ograniczona przez nikogo. Jednakże jej szczęście nie trwa długo. Okazuje się, że życie mieszkańców księżyca po raz kolejny jest zagrożone a Niebiański Cesarz wcale nie zamierza dać jej spokoju. A może nie tylko władca? Wkrótce całe królestwo pogrąża się w ciemności, gdy nowy wróg ujawnia swoje oblicze i próbuje zdobyć większe wpływy. Nigdzie nie jest bezpiecznie, więc Xingyin nie może po prostu uciekać. Pytanie jednak, czy ma tyle siły i odwagi, aby po raz kolejny stawić czoło złu?

Autorka nie mówi wprost, ile bohaterowie mają lat, ale ich zachowanie pozwala zauważyć, że niektórzy z nich dorośli i przeżyli, a ich sposób patrzenia na świat uległ zmianie. Sue Lynn Tan pokazuje też, jak bardzo może różnić się światopogląd dzieci i rodziców, a także to, że młodzi chcą zmian, choć nie kosztem rewolucji. Liwei i Xingyin stoją przed ogromnym problemem – jak zmienić świat, jednocześnie nie buntując się przeciwko Niebiańskiej Parze i nie skazywać bliskich na cierpienie? Gdyby im się udało, znaleźli sposób, myślę, że ich związek byłby jednym z piękniejszym w literaturze młodzieżowej.

Niestety, nie otrzymałam tego, czego chciałam – jak wcześniej mówiłam, Xingyin jest zbyt niezdecydowana i niedojrzała, aby wybrać osobę, z którą chciałaby spędzić przyszłość. Mówiąc szczerze – nie rozumiem tego. Liwei to naprawdę dobry materiał na męża. Jest następcą tronu i obowiązuje go królewska etykieta, co zniechęca główną bohaterkę (i jestem w stanie to zrozumieć, naprawdę, ale uważam, że autorka mogłaby spokojnie z tego wybrnąć – wiele było królowych, które w pewnym stopniu stawiały na swoim, a tutaj jeszcze świat jest na tyle nierozwinięty, że wiele można by dodać). Natomiast Wenzhi, kolejny kandydat na męża, także syn następny tronu (tym razem Królestwa Demonów) to główny zły z pierwszego tomu, który potężnie skrzywdził córkę bogini księżyca. Interesująca postać, polubiłam go jak większość antagonistów, ale, proszę, on nie pasuje w żadnym stopniu do Xingyin! Nie ma między nimi żadnej chemii! Ale mimo wszystko Wenzhi stara się jak może, aby wyrazić swoje uczucia i zdobyć serca ukochanej.

Zakończenie bardzo zaskakuje – w ogóle nie myślałam, że losy bohaterów mogą się tak potoczyć. Tak swoją drogą: akurat ten wątek skojarzył mi się z Trylogią Czarnego Maga Trudi Canavan, jednak w lżejszym wydaniu. Dlatego też oczekuję kontynuacji.

Jak ciekawostkę warto dodać, że na końcu książki pojawia się krótka charakterystyka bohaterów, w której jednaj bardzo brakowało mi polskiej transkrypcji wyjaśniającej, jak przeczytać ich chińskie imiona. Duża część naprawdę sprawiała mi problem – niestety angielski sposób zapisu jest zupełnie niezrozumiały i mało konsekwentny. Do dziś nie wiem dokładnie, jak wymówić imię głównej bohaterki.

 

PS Przepraszam za wszystkie ewentualne błędy w imionach! Chiński nie jest moją mocną stroną :).

7 listopada 2023

[KSIĄŻKA] "CÓRKA BOGINI KSIĘŻYCA" SUE LYNN TAN

Nigdy nie dorośniesz, jeśli będziesz robiła tylko to, w czym jesteś dobra.

Córka bogini księżyca Sue Lynn Tan

 

Pierwsze, co muszę powiedzieć, to to, że okładka jest PRZEPIĘKNA. Jak łatwo się domyślić, to był przypadek, gdy wybrałam kolejną książkę, patrząc przede wszystkim na jej wygląd. Ta niesamowicie głęboka kolorysta, świetnie dobrane kolory, grafika… to wszystko zdecydowało, że przeczytam Córkę bogini księżyca. Oczywiście spojrzałam też na opis, żeby nie brać lektury w ciemno, ale była sprawa drugorzędna. Blurb niewiele mi powiedział, ponieważ nie interesuję się zbytnio mitologią chińską.

Jednak wybór książki był niezwykle trafny i nie żałuję tego, że połasiłam się na okładkę. Nie sądziłam, że aż tak wciągnę się w opowieść opartą na chińskiej legendzie. Może nie było od początku tak kolorowo, bo miałam dwa podejścia do lektury, ale bardzo się cieszę, że się nie poddałam. Pierwsze strony rzeczywiście nie są zbyt zachęcające. Brakowało mi jakiejś płynności i lekkości w języku. Zdania były sztywne, być może trochę niezbyt połączone, co osobiście mi bardzo przeszkadza w przełamaniu się. Można to jednak zarzucić temu, że główna bohaterka, Xingyin, jest narratorką i opowiada o takim idealnym świecie, w jakim się wychowuje, i nieco brakuje emocji. Xingyin jest też dzieckiem, więc w jej słowach zawarte są informacje dla niej ważne.

Chyba niezbyt lubię dzieci w roli narratorów. Ich język znacząco różni się od języka dorosłych, przez co czasem historia staje się infantylna. Tak też jest tutaj, ale tylko na początku. Dziewczyna, gdy ucieka z domu, zostaje pozostawiona samej sobie w nieznanym świecie, o którym praktycznie nic nie wie, jednak z czasem, wraz ze stronami książki, dojrzewa i zaczyna rozumieć coraz więcej. Im bardziej staje się dojrzała, tym przyjemniej się czyta.

Podoba mi się kreacja bohaterów, szczególnie córka bogini księżyca, Xingyin, syn cesarza, Liwei i generał Wengzhi. Są to najważniejsze postacie, których decyzje wpływają na fabułę.

Jeśli chodzi o dziewczynę, nie jest tak do końca typową bohaterką książek młodzieżowych. Być może jest chwilami infantylna i podejmuje nieprzemyślane decyzje, jednak ma w sobie taką… odwagę, pomysłowość, impuls do działania. Nie czeka z założonymi rękami, nie potrzebuje wiecznie ratunku. Nie jest też doskonała i może zostać zraniona. Nie jest moją ulubioną postacią, ale przyznam, że ją polubiłam i życzyłam jej szczęścia.

Co mogę powiedzieć o Liweiu… Uwielbiam go! To, jak zachowuje się w stosunku do Xiangyin, jest niesamowicie piękne. Szybko zostają przyjaciółmi, a jak łatwo się domyślić, wkrótce ich relacja wkracza na wyższy poziom. Jego gesty wobec niej trochę mnie rozczulają, a trochę… ciężko mi to wyjaśnić, jednak poruszają moje serce (mam niemałą słabość do tego). Tam naprawdę widać uczucie. To nie są suche słowa bohaterów czy autorki. Gdyby nie kłopotliwa sytuacja między nimi, myślę, że relacja miałaby szansę bardzo szybko się rozwinąć.

Postacią, która pojawia się dopiero gdzieś w połowie książki jest generał Wengzhi. Jest to zdecydowanie inna postać w porównaniu do wcześniejszej pary. To dojrzały mężczyzna, który podejmuje decyzje jak dorosły człowiek. Widać różnicę w jego sposobie postrzegania świata. Jednak tutaj relacja między nim a główna bohaterką jest trochę niejasna. Być może miał „za mało czasu antenowego” i autorce nie udało się dobrze przedstawić tego, jak powstawała łącząca ich więź.

Uważam, że postacie są naprawdę dobrze wykreowane i mają w sobie coś, co wyróżnia je na tle bohaterów innych książek. Nie mamy tutaj jednoznacznie dobrych czy złych postaci – każda z nich łączy w sobie prawdziwe ludzkie cechy.

Fabuła z jednej strony jest ciekawa, wydarzenia zaskakują, nie spotka się ich raczej w innych książkach, jednak z drugiej strony sam ich opis jest niezbyt dopracowany. Czasami są niemal streszczone, opisane najkrócej jak się da. Tym, czego mi brakowało, był też takie tło merytoryczne. Nikt nie wyjaśnia, skąd się bierze magia, jak powstała, jak z niej korzystać. Otrzymujemy szczątkowe informacje. Rozumiem, że miała to być powieść młodzieżowa, ale myślę, że powinna mieć więcej stron.

Pod koniec tak się wciągnęłam, że od razu chciałam sięgnąć po drugi tom. Niestety, nie miałam go… Teraz nie mogę się doczekać, aż przeczytam Serce wojownika słońca. Mam nadzieję, że będzie ono tak samo dobrą lekturą.

24 lutego 2023

[KSIĄŻKA] "ZANIM WYSTYGNIE KAWA" TOSHIKAZU KAWAGUCHI

 

Ludzie nie widzą i nie słyszą tak obiektywnie, jak im się wydaje. Informacje wzrokowe i słuchowe, które docierają do mózgu, są zniekształcone z powodu doświadczeń, myśli, okoliczności, szalonych kaprysów, uprzedzeń, preferencji, wiedzy, świadomości i innych niezliczonych aspektów funkcjonowania umysłu.

Zanim wystygnie kawa Toshikazu Kawaguchi

 

Azjatycka kultura jest mi dość bliska. Mam za sobą prawie wszystkie etapy zainteresowania nią – oglądałam anime, czytałam mangi i książki, oglądałam dramy z japońskiej twórczości moja miłość przeniosła się na koreańską, chińską i tajską. Chyba jedyne, co mnie nie urzekło i czego nie robię regularnie, to słuchanie k–popu. Uważam więc, że japońska kultura w żadnym stopniu nie jest mi daleka i wiem o niej wystarczająco dużo, żeby móc ocenić tę książkę bez używania zwrotów może nie rozumiem.

Tym, co należy od razu docenić, jest tematyka zbioru Zanim wystygnie kawa. Książka składa się z czterech dość krótkich opowiadań, które łączy motyw przewodni – możliwość przeniesienia się w czasie w trakcie picia kawy (swoją drogą – świetny tytuł! Od razu przykuwa uwagę! Zwłaszcza tych, którzy kawę uwielbiają) – ale różni problematyka. Każde opowiadanie ma swojego głównego bohatera, który z sobie tylko znanych (a może i nie tylko sobie) powodów postanawia wrócić do pewnym wydarzeń.

Nie jest to jednak łatwe, ponieważ, jak się okazuje. Istnieje bardzo dużo warunków, które należy spełnić, aby spędzić w przeszłości kilka minut. Niektóre są zdecydowanie przesadzone, po pierwszym opowiadaniu odniosłam wrażenie, że zadaniem części z nich jest utrudnienie życia. A może sprawdzenia, jak bardzo ktoś jest zdeterminowany? Chociaż nie wiem, chwilami wszystko poszło na za łatwo.

W pierwszym opowiadaniu Kochankowie poznajemy Fumiko, która tydzień temu spotkała się w tej kawiarni z ukochanym mężczyzną, Goro. Niestety wtedy też dowiedziała się, że jest chłopak wyjeżdża do Ameryki. Nie miała odwagi poprosić go: Zostań!, dlatego też chciałabym to naprawić, wracając do tego dnia. Była to historia dość ciekawa, ale może nie ze względu na fabułę, co aspekt psychologiczny – wyrzuty sumienia i próba naprawienia błędów. Jest to też najłagodniejsze opowiadanie, ponieważ dotyczy rzeczy przemijalnych, a nie niezmiennych.

Opowiadanie zatytułowane Mąż i żona opowiada historię kobiety, Kohtake, której mąż, Fusagi, choruje na Alzhaimera i niestety coraz mniej pamięta, powoli zapomina również, że ma żonę. To rzeczywiście smutna opowieść o tym, że wielu rzeczy nie możemy przewidzieć ani zmienić, a cofnięcie się w czasie nie odmieni rzeczywistości, co najwyżej trochę osłodzi – spotkanie ukochanego, który cię rozpoznaje, nawet na chwilę, to największe szczęście w tamtym momencie.

Siostry to historia jednej z pracownic, Hirai, która od dłuższego czasu unika swojej młodszej siostry, Kumi, ponieważ nie chce z nią rozmawiać. To opowieść o cierpieniu w milczeniu, o odrzuceniu, niezrozumieniu i próbie pójścia własną ścieżką, nie odrzucając jednocześnie historii. Hirai, aby zrozumieć, co naprawdę czuje, postanawia cofnąć się w czasie do ostatniego dnia, gdy uniknęła spotkania z Kumi.

Chyba najsmutniejszym opowiadaniem jest Matka i dziecko, ponieważ opowiada o Kei chorującej od urodzenia na serce. Ze względu na słaby organizm, unika ona zbyt wymagających czynności, ale pewnego dnia okazuje się, że jest w ciąży. Niestety, nikt nie ma złudzeń – jej obecny stan jej nie służy, więc nie wiadomo, czy będzie mogła spotkać się ze swoją córką. Z tego powodu postanawia cofnąć się w czasie, a właściwie – odwiedzić przyszłość i chociaż raz porozmawiać z córką.

To co mi się podobało, to fakt, że tak naprawdę w każdym opowiadaniu znajdziemy powiązania z innymi, już w pierwszym pojawiają się zapowiedzi drugiej czy trzeciej historii. Nie jest to wszystko zbyt dobrze wyjaśnione, ale jednak warto docenić ten zabieg.

Jest tu duże skumulowanie cierpienia, nieszczęścia i pecha. Tak naprawdę główni bohaterowie opowiadań są też nieodłącznym elementem całej kawiarni – pojawiają się w niej wielokrotnie, są tam rozpoznawalni, prowadzą prywatne rozmowy z właścicielami. Nie są więc przypadkowymi ludźmi, którzy usłyszeli historię tej kawiarni. Może początkowo myślałam, że Fumiko jest taka postacią, ale i ona na dobre zagościła na stronach książki.

Tym, czego mi brakowało, to trochę niepowodzeń. Raczej odniosłam wrażenie, że wszystkim się udaje. Wszystko. Mimo że nie mogą zmienić problemów, które ich dotyczą, udaje im się osiągnąć to, co zamierzają. Dodatkowo w trakcie lektury narzekałam na mało rozbudowany, może trochę ubogi język, nie wciągnęłam się za bardzo w tekst. Wydawał się też trochę schematyczny.

Niemniej uważam, że to dobra książka, aby zastanowić się, co jest w życiu ważne i jak radzić sobie z problemami. Najlepiej przy kubku kawy lub herbaty.