Pokazywanie postów oznaczonych etykietą POLSKA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą POLSKA. Pokaż wszystkie posty

15 czerwca 2024

[KSIĄŻKA] "SAGA O LUDZIACH ZIEMI. WPATRZENI W NIEBO" ANNA FRYCZKOWSKA

– Przemyślałeś? – Nie odmówiłam sobie złośliwości.

– Tak. I masz rację.

– Z czym?

– Że najbystrzejsi we wsi jesteśmy. I z tym drugim też masz rację.

– Z czym?

– Że głupi bym był, gdybym nie chciał swatów do ciebie słać.

Wpatrzeni w niebo Anna Fryczowska

Podejrzewam, że większości z was polską wieś kojarzą z powieścią Chłopi Władysława Reymonta. Chociaż jest to powieść niezwykła – barwie i z niesamowitą wiernością opisującą życie mieszkańców Lipcach – czytana raczej niechętnie i niezbyt doceniana przez uczniów. Sądzę więc, że ze względu na niezbyt przyjemne wspomnienia niektórzy nawet nie myślą o tym, żeby przeczytać coś w podobnych klimatach. Do niedawna ja także tak myślałam. Uważałam, że nie jest to temat, który by mnie interesował i uparcie twierdziłam, że nigdy zdania nie zmienię. A jednak… Nie sądziłam, że będę aż tak oczarowana tą książką.

Wpatrzeni w niebo to pierwszy tom dylogii Saga o ludziach ziemi. Akcja rozpoczyna się na początku XIX wiek, gdy przez Kujawy przechodzi epidemia sprowadzona przez rosyjskie wojska. Wielu ludzi umarło, wielu straciło rodziny. Wtedy na wsi pojawia się mężczyzna, który szuka chętnych przeprowadzki do sąsiedniej wsi, Naczachowa, gdzie życie będzie o wiele lepsze. Na propozycję przystają główni bohaterowie, Hanka i Antoś Józwiakowie. Stają się pierwszymi mieszkańcami Naczachowa. Tak zaczyna się właściwa opowieść.

Przyznam, że niezwykle ciężko jest mi opisać fabułę tej książki. Nie potrafię dobrać odpowiednich słów, wybrać tego, co powinnam powiedzieć. Jest tak dlatego, że chociaż Wpatrzeni w niebo to książka niepozorna, licząca trochę ponad czterysta stron, opowiada ogromny kawałek historii – aż trzydzieści lat życia na polskiej wsi. Każdy rozdział opatrzony jest wstępem będącym zbiorem informacji dotyczących sytuacji na świecie, dzięki czemu historia Józwiaków mocno osadzona jest w historii. Stało się tak za sprawą tego, że Anna Fryczkowska w książce opisuje losy swoich przodków. W beletrystyczny sposób opisuje to, o czym sama przeczytała, i w rewelacyjny sposób prowadzi akcję. Widać, jak wiele czasu poświęciła na pogłębianie swojej wiedzy dotyczącej życia chłopów w XIX wieku i jak bardzo ja to zafascynowało. W innym przypadku nie udałoby tak dobrze oddać ducha czasu.

Narracja w książce jest pierwszoosobowa, jednak brakuje jednego narratora. Wydarzenia opisywane są z punktu widzenia różnych bohaterów – Hanki, jej syna Szczepana, a także Janka i Janki, dwojga ocalałych po epidemii dzieci zamieszkujących Naczachowo. Czytelnik może dokładniej zrozumieć, co dzieje się we wsi, a także spojrzeć na nią przekrojowo. Szalenie podobało mi się to, jak wiele trudu autorka włożyła w to, żeby chociaż trochę oddać język chłopów. Ta drobna stylizacja językowa robi ogromną różnicę w odbiorze. To nie tylko gwarowe słowa, ale przede wszystkim sposób wypowiedzi, który pokazuje wnętrze człowieka, jego sposób myślenia i moralność. To, co zrobiła autorka, jest po prostu niesamowite. Dawno nie spotkałam się z taka książką, w której postacie byłyby tak mocno i starannie nakreślone.

Anna Fryczkowska stworzyła autentyczny, jak najwierniej oddający klimat obraz XIX–wiecznej wsi.

Ja słuchałam audiobooka i uważam, że wybór Anny Gzyry na lektorkę to był strzał w dziesiątkę. Jej głos tak doskonale odwzorowywał sposób mówienia Hanki. Podczas słuchania miałam wrażenie, że to prawdziwa opowieść snuta przez kobietę, która tego wszystkiego doświadczyła. Może dzięki temu tak bardzo polubiłam Hankę, kobietę, która wiedziała, czego chce od życia i nigdy się nie poddała.

Chociaż w młodości nie doceniałam ani treści, ani tym bardziej języka Chłopów tak teraz po latach przepadłam podczas lektury Wpatrzonych w niebo. Czułam się, jakbym była dzieckiem i biegała po polskiej wsi, podglądając sąsiadów. Tak barwnie Anna Fryczkowska snuje opowieść o swoich przodkach – Hance i Antosiu oraz Szczepanie i jego rodzinie.

Ubolewam, że promowanych jest tak wiele słabych książek, które powielają schematy, kaleczą język czy przekazują złe wartości, a o powieściach takich jak Wpatrzeni w niebo się zapomina, nie wspomina publicznie. Przechodzą one bez echa, chociaż zasługują na wiele więcej. Moim zdaniem Anna Fryczkowska i jej powieść powinny otrzymać jakąś nagrodę.

25 marca 2024

[KSIĄŻKA] "KRÓL" SZCZEPAN TWARDOCH

– Ależ pani Ryfko, jakiej kurwie proponuje się dwa tysiące złotych? – zaryzykował.

– Drogiej – powiedziała lodowato.

Król Szczepan Twardoch

Już od pierwszych stron wiedziałam, że to nie będzie dla mnie łatwa lektura. I tak podchodziłam do tej lektury nieco sceptycznie – gdy byłam na studiach, było organizowane spotkanie dotyczące jego twórczości i wtedy usłyszałam o nim pierwsze niepochlebne opinie. Pod ich wpływem zrezygnowałam z przeczytania książki i uczestnictwa w spotkaniu. Jednak o Szczepanie Twardochu nie przestało być głośno i wreszcie znalazłam odwagę, by poznać jego twórczość. Padło na Króla, ale szczerze mówiąc – nie wiem dlaczego. Może sugerowałam się opisem? Może tym, że powstał serial? Naprawdę nie wiem, co mnie podkusiło do tej lektury, którą jestem szczerze rozczarowana.

Ciężko było w ogóle zacząć Króla, ponieważ zderzyłam się z przytłaczająco długim opisem pojedynku bokserskiego, który po prostu mnie znudził. Może byłoby inaczej, gdyby narrator był wszechwiedzący, ale tym razem mamy do czynienia z narracją pierwszoosobową a opowieść snuje emerytowany żołnierz Mosze Inbar, w młodości lepiej znany jako Mojżesz Bernsztajn. Tym, co w jego narracji przeszkadza, to ślepe zapatrzenie w Jakuba Szapirę, świetnego boksera żydowskiego pochodzenia. Powiedziałabym, że celem tej książki jest po prostu wychwalenie wniebogłosy Szapiry… Jednak według informacji na okładce miała to być ekscytująca historia o latach 30. osadzona w pełnej konfliktów Warszawie. Zgodzę się z tym, ponieważ większość akcji dotyczy katowania lub mordowania.

Sama historia ma w sobie mało z tego, co pojawiło się na okładce. Przepełniona była przede wszystkim alkoholem, seksem i przemocą. Bohaterowie bili się, torturowali, zabijali. Autor jakby całkiem zapomniałam, że obiecywał pełną emocji i zaskakujących zwrotów akcji. Nie uświadczyłam tu pasjonujących realiów Warszawy lat 30. XX wieku ani ciekawego i wolnego od mitologizowania portretu żydowskiego bohatera. Z fabuły zapamiętałam jedynie krew, rzekę i kaszalota (który to w ogóle do mnie nie przemówił, może dlatego, że nie znam poprzednich dzieł autora).

W Królu spotykamy się z dwoma głównymi bohaterami – Moszem Inbarem i Jakubem Szapirą. Obaj niemiłosiernie mnie irytowali i dlatego ciężko było mi przebrnąć przez lekturę. Nie było w niej żadnej postaci, którą bym polubiła, o której losach czytałabym z wypiekami na twarzy. Większość bohaterów została zepchnięta na margines i poświęcono im niewiele czasu. Niektórzy pojawiali się tylko po to, aby zaraz zginąć. Warto przeanalizować obie postacie i ich działania.

Zacznę od Moszego Inbara, ponieważ jest najbardziej nielogiczną postacią w Królu. Jego historia zaczyna się, gdy w wieku siedemnastu lat jego ojciec zostaje brutalnie zamordowany przez Jakuba Szapirę na zlecenie Kuma Kaplicy. Chłopak jest świadkiem, jak Szapira wyprowadza z mieszkania jego ojca i jest świadom, że już nigdy więcej go nie zobaczy. Ten dzień wpływa na całą rodzinę Bernsztajna. Matka popada w rozpacz, nie jest w stanie opiekować się synami, a Mojżesz… Mojżesz pcha się wprost w łapy Jakuba Szapiry. Co więcej – zostaje jego ulubieńcem! Wpatrzony jest w mordercę ojca jak w obrazek i podąża za nim krok w krok, wykonuje jego polecenia, powiedziałabym, że nawet się zaprzyjaźnia. Siedemnastoletni, prawie dorosły chłopak zachowuje się jak osoba niespełna rozumu. W ogóle nie jestem w stanie tego pojąć. Jeszcze ich relacja jest opisana w taki sposób, jakby Szapiro uratował Mojżeszowi życie.

Drugą postacią, o której muszę napisać, jest właśnie Jakub Szapiro. Niesamowity, najsilniejszy, najbogatszy i najstraszniejszy Żyd w Warszawie. Nie ma sobie równych nawet wśród Polaków. To właśnie on, jak gdyby nigdy nic brutalnie morduje ojca Mojżesza, a potem jego syna przygarnia pod swoje skrzydła. Traktuje chłopaka jak własnego syna, zabiera go ze sobą wszędzie, pozwala mu patrzeć na ogrom cierpienia dookoła niego. Można odnieść wrażenie, że wręcz żałuje tego, co zrobił, chociaż wykonywał rozkazy Kumy Kaplicy. Rzadko podejmuje samodzielne decyzje, głównie wykonuje rozkazy Kaplicy, jest jego marionetką.

Nie chcę spoilerować, ale podczas lektury bardzo szybko można zorientować się, że to wszystko nie ma sensu i w połowie już niemal całkowicie traci się ochotę na czytanie. Zakończenie wiele wyjaśnia i rzuca trochę lepsze światło na historię, chociaż wciąż nie rekompensuje bólu, jakiego doświadczyłam podczas czytania poprzednich czterystu stron. Nie rozumiem też sensu kontynuacji tej powieści…

14 lutego 2024

[KSIĄŻKA] "DEFEKT" OLGA KRUK

Wszystko, co robisz, ma długofalowe skutki. Dziś może ci się wydawać, że podjęta przez ciebie decyzja jest dobra, ale za tydzień, za rok, za dziesięć lat może się okazać, że to była najgorsza decyzja w twoim życiu.

Defekt Olga Kruk

Tym razem chciałabym opowiedzieć o książce mało znanej, a która pod względem tematyki nie odbiega od wielu wypromowanych w ostatnim czasie thrillerów. Defekt Olgi Kruk to jej debiutancka powieść, która ma w sobie wiele z thrillera i powieści psychologicznej, ale raczej niewiele z kryminału. Nie planowałam czytać tej książki, znalazłam ją przypadkiem. Zainteresował mnie tytuł, a że jest to krótka lektura, to szybko się z nią uwinęłam. Muszę przyznać, że autorce bardzo dobrze wyszło wykreowanie głównej bohaterki i jednocześnie narratorki.

Opis na okładce jest naprawdę intrygujący. Morderstwo, obsesja, prześladowanie.  Historia zaczyna się od wspomnienia – Liwia, główna bohaterka, znajduje w kuchni swojego męża, Ariela, z nożem wbitym w klatkę piersiową. Wtedy jej świat się wali – traci ukochanego i zostaje sama z około rocznym (tak mi się wydaje) dzieckiem. Nie może czuć się bezpieczna, ponieważ morderca wciąż ją obserwuje i prześladuje. Teraz musi sama zmierzyć się z problemami, demonami przeszłości i zadbać o siebie i syna Doriana.

Historię poznajemy z perspektywy Liwii, co z jednej strony jest bardzie fajnym zabiegiem, bo odczuwamy strach i napięcie towarzyszące kobiecie, a z drugiej bardzo denerwujące, bo Liwia nie jest postacią, którą łatwo polubić. Mnie bardzo, ale to bardzo irytowała. Jej zachowania i reakcje na wydarzenia były chwilami absurdalne. Zastanawiałam się, czemu ta kobieta nie jest jeszcze w szpitalu psychiatrycznym. Męczyły mnie jej opowieści, zwłaszcza trudno było mi się skupić, gdy wydarzenia teraźniejsze mieszały się ze wspomnieniami, szczególnie rozmowami.

Początkowo opowieść bardzo się wlecze. To, co mogłoby zostać napisane na kilku stronach, ciągnie się na kilkanaście, a akcja wcale nie posuwa się do przodu. Dopiero gdzieś w drugiej połowie książki fabuła nabiera odrobiny tempa, chociaż i to nie pasuje mi do kryminału. Najgorsze jest to, że to nawet nie jest powieść psychologiczna! Wprawdzie autorka porusza temat wyparcia przez świadomość ciężkich chwil czy obsesji, jednak jest to tylko namiastka.

Nie odczułam żadnych pozytywnych uczuć w stosunku do bohaterów. Liwia, Ariel, Konrad, Edyta… Nikt nie przypadł mi do gustu. Wszyscy postępowali nieracjonalnie i słono zapłacili za swoje działanie. To, co dzieje się na końcu, było bardziej śmieszne niż przerażające. Może gdyby wszystko było opowiedziane z perspektywy wszechwiedzącego narratora, odebrałabym historię inaczej. Wtedy nawet chętnie poznałabym dalsze losy bohaterów! Ewentualnie może skusiłabym się na kontynuację, gdyby był to portret psychologiczny Liwii.

Autorka świetnie się nami, czytelnikami, bawi. Podsuwa mnóstwo mylnych tropów, kluczy między tajemnicami z przeszłości i niczego nie mówi wprost. Byłam wręcz zaskoczona tym, jak dobrze udało jej się ukryć przed czytelnikami prawdę, a nie było to najłatwiejsze. Kilkukrotnie zdarzyło się (nawet u sławetnej Agathy Christie!), że sposób opowieści zepsuł całą zabawę. Miałam kilka hipotez, co tak naprawdę stało się w domu Ariela i Liwii i na to, kto prześladuje kobietę, ale jakoś od początku wiedziałam, jaka jest prawda. Nie jest to wina autorki, a raczej po prostu moje przeczucie.

Ta książka to debiut Olgi Kruk. Nie jest to zła książka, ale też chwilami męczyłam się, czytając o prześladowaniu Liwii. Myślę, że można by lepiej dopracować tę historię.

 

PS Bardzo spodobał mi się tytuł – po przeczytaniu książki, wiemy, o jakim defekcie mówi autorka i nie można nie przyznać jej racji. Wszyscy mamy defekty, które czasami mogą utrudniać nam życie lub wręcz je niszczyć. Liwia też ma defekt, którego jest świadoma. I to on nie pozwala jej normalnie funkcjonować w świecie. Powinniśmy walczyć z tym, co sprawia, że nie odnajdujemy się w świecie lub jesteśmy toksyczni.

10 lutego 2024

[KSIĄŻKA] "DOKTÓRKA OD FAMILIOKÓW" MAGDALENA MAJCHER

Na Śląsku dla ludzi najważniejszymi wartościami były rodzina, praca i Bóg. . Wielu szopieniczan stanęło przed dylematem: wierność rodzinie czy oddanie pracy, bo więcej niż połowa rodzin dotkniętych ołowicą dzięki hucie miało co włożyć do garnka.. Kryzys uderzył w najczulszy punkt zabierając ludziom poczucie bezpieczeństwa. Serca tysięcy matek i ojców pozostawały rozdarte.

Doktórka od familioków Magdalena Majcher

Z Magdaleną Majcher spotkałam się już po raz trzeci. Pierwsze spotkanie było zupełnie przypadkowe, ponieważ natknęłam się na jej opowiadanie w zbiorze Wigilijne opowieści , ale niezbyt udane, w ogóle nie pamiętam, o czym była ta historia. Kolejną okazją na poznanie tej autorki była lektura książki Taka piękna śmierć – wybrałam ją świadomie i doceniłam warsztat pisarski, jednak czegoś mi zabrakło. Mimo to nie poddałam się i wybrałam podobno jedną z najlepszych książek Magdaleny Macher – Doktórkę od familioków. I to był strzał w dziesiątkę, chociaż na początku w ogóle nie byłam przekonana do tematyki – PRL, południe polski, fabryki, ołów… Spodziewałam się mało interesującego reportażu, ale dostałam fascynującą historię kobiety, która mimo wielu obaw nie poddała się i poświęciła się pomocy innym.

Doktórka od familioków to świetnie sfabularyzowana opowieść o Jolancie Wadowskiej-Król, pediatrze, która opiekowała się dziećmi zamieszkującymi Szopienice, dzielnicę Katowic znajdującą się w pobliżu huty metali ciężkich i niebezpiecznych dla zdrowia. Początkowo dowiadujemy się tylko, że dzieci z tych okolic często są dużo słabsze niż ich rówieśnicy z innych miast, dużo chorują, są osłabione, a także opóźnione umysłowo. W tamtych czasach podejrzewano jednak, że jest to wynik wyłącznie zaniedbania, słabej opieki i złego statusu materialnego rodzin. Okazało się jednak, że za złe wyniki krwi i samopoczucie dzieci wcale nie są odpowiedzialni rodzice, a prawdopodobnie państwo, które pozwoliło zamieszkać ludziom tak blisko huty metali ciężkich. Jolanta Wadowska–Król, jedna z głównych bohaterek, po spotkaniu z czołową profesor pediatrii, postanawia zgłębić problem i na własną rękę przeprowadzić wśród szopienickich dzieci badania.

Drugą ważną bohaterką jest Helena, jedna z kobiet zamieszkujących wraz z rodziną Szopienice. Poznajemy ją jako matkę gromadki dzieci i trochę nieszczęśliwą żonę, która coraz gorzej dogaduje się z mężem. To przede wszystkim dzięki niej i fragmentom opowiadającym o jej życiu jesteśmy w stanie zrozumieć, co kierowało mieszkańcami Szopienic i dlaczego podejmowali takie, a nie inne decyzje. Uważam, że Magdalena Majcher świetnie oddała charakter postaci i realiów. Bohaterowie mówią specyficznym językiem, a do tego zachowują się adekwatnie do czasów, w jakich żyją. Odczuwałam ten sam strach o dzieci, jaki odczuwały matki, gdy słyszały o ołowicy.

Chociaż podeszłam do tej książki pełna sceptycyzmu, wciągnęłam się w nią od pierwszych stron. Najlepsze w niej jest to, że bohaterowie mają duszę, są mocno zarysowani i scharakteryzowani. Magdalena Majcher zadbała o to, aby oddać klimat lat siedemdziesiątych – ukazała codzienność mieszkańców, ich problemy i obawy. Autorka porusza ważny problem i pokazuje ciemną stronę życia w okolicach huty.

8 lutego 2024

[KSIĄŻKA] "TAKA PIĘKNA ŚMIERĆ" MAGDALENA MAJCHER

Nie mam już sił dłużej dźwigać na barkach swojej przeszłości.

Taka piękna śmierć Magdalena Majcher

Początkowo myślałam, że będzie to kolejny typowy kryminał i podczas czytania z niecierpliwością będę przerzucać kolejne strony, aby wreszcie poznać mordercę. Niestety – albo stety – było zupełnie inaczej. Okazało się, że Taka piękna śmierć to wcale nie jest trzymający w napięciu kryminał pełen akcji, a raczej obyczajowa historia skupiająca się przede wszystkim na psychologii postaci. Magdalena Majcher wykonała kawał dobrej roboty.

Przede wszystkim należy zaznaczyć, że autorka swoją historię oparła na faktach. Inspiracją do napisania powieści Taka piękna śmierć jest prawdziwa historia, która wydarzyła się w Katowicach. Główną bohaterką jest Paulina Hajduk, nastolatka, która niedawno zaczęła studia pedagogiczne na uniwersytecie. Niestety, dziewczyna popełnia samobójstwo, wstrzykując sobie śmiertelną dawkę insuliny. Pokój, w którym zostaje znaleziona Paulina, wygląda niczym scena, a samobójstwo wygląda na dobrze przemyślane. Jednak Michał Góralski, świeży aspirant, nie może uwierzyć, że dziewczyna popełniła samobójstwo i postanawia dokładnie zbadać tę sprawę. Na jaw wychodzą kolejne tajemnice, a Michał Góralski jest coraz bliżej rozwiązania zagadki tajemniczej śmierci.

Tak naprawdę ta historia nie jest o łapaniu czy poszukiwaniu mordercy. Jest to próba zrozumienia, jakie wydarzenia tak mocno wpłynęły na młodą studentkę, że postanowiła targnąć się na swoje życie. Policjant nie ma łatwego zadania, ponieważ Paulina Hajduk wydaje się szczęśliwą dziewczyną. Dopiero z czasem okazuje, jak wiele musiała przejść i jak wiele problemów się przed nią piętrzyło. Autorka specjalnie poruszyła ten temat, aby pokazać, jak mocno postępowanie rodziców determinuje zachowania dzieci i jak łatwo unieszczęśliwić młodych ludzi, kładąc na ich barkach za duży ciężar i zbyt wiele wymagań, którym nie mogą sprostać.

Paulina Hajduk to dziewczyna jedna z wielu. W jej sytuacji znajduje się niejeden nastolatek. Autorka zwraca uwagę na to, że powinniśmy wspierać młodych ludzi i nie zostawiać ich samych sobie. Gdyby ludzie dookoła dokonali innych wyborów, historia Pauliny potoczyłaby się inaczej. Chociaż akcja zaczyna się w momencie odnalezienia ciała, w książce pojawiają się fragmenty z ostatnich dni życia dziewczyny, oczywiście wymyślone przez autorkę. Nie jesteśmy w stanie zareagować, nie zastanawiamy się, co się wydarzy potem, ponieważ to wszystko wiemy. Mamy jednak szansę spojrzeć na to, co myślała Paulina przed śmiercią i znaleźć wyjaśnienie, dlaczego umarła.

Czy całość wyszła dobrze? To zależy, czego się oczekuje. Ja się trochę zawiodłam, ale nie dlatego, że historia była słaba. Wręcz przeciwnie, uważam, że autorka dobrze wykorzystała zgromadzony materiał. Mnie zabrakło akcji i rozwiązania – otwarte zakończenia są super, kiedy istnieje kontynuacja. Niestety, nie tym razem. Może autorka nie zostawia nas w całkowitej niewiedzy, jednak nie jest to satysfakcjonujące zakończenie. Nie zamknęła ani wątku Pauliny, ani Michała Góralskiego. Podobało mi się natomiast zwrócenie uwagi na duży problem współczesnej młodzieży – niemożność odnalezienia się w świecie i samotność.

22 stycznia 2024

[KSIĄŻKA] "BIAŁE SŁONIE" JERZY OPOKA

 

To istna kraina baśni bądź też mityczne miejsce.

Białe słonie Jerzy Opoka

Dzisiejsza recenzja będzie bardzo krótka, ponieważ Białe słonie to książka dość niepozornych rozmiarów, choć próbująca zawrzeć wiele treści. Jerzy Opoka na zaledwie dwustu stronach spróbował opisać swoją podróż do Tajlandii i Birmy. Całość urozmaicił ogromna liczbą zdjęć (wszystkie dokładnie opisał), które nie utraciły na wartości mimo tego, że książka została wydana ponad dziesięć lat temu.

Trochę ciężko jest mi wypowiedzieć się na temat treści, ponieważ nie jest to zbyt szczegółowy opis podróży. Autor ograniczył się do wybranych aspektów z pobytu w odległych krajach, co sprawiło, że poczułam, jakby czegoś tutaj zabrakło. Jeśli chodzi o Tajlandię, to wiem o niej całkiem sporo, dlatego to, o czym mówił Jerzy Opoka, nie do końca mnie zainteresowało (dużo informacji po prostu nie było dla mnie czymś nowym), jednak o Birmie jeszcze nigdy nie czytałam, więc z wielkim zainteresowaniem śledziłam losy autora w tym kraju.

Mam wrażenie, że autor za bardzo skupił się na streszczeniu swojej podróży i pokazaniu kosztów niż na zainteresowaniu odbiorcy. Myślę, że gdyby tutaj było więcej informacji o ciekawych miejscach, zabytkach, może historii czy życiu codziennym, odebrałabym tę książkę inaczej. Owszem, zdjęcia są piękne, ale nie pokazują Tajlandii i Birmy w całej okazałości.

Wprawdzie nie sięgam za często o książki podróżnicze, ale czuję, że Białym słoniom czegoś brakuje. Może bardziej przypomina ona pragmatyczny przewodnik? Przewodnik z pełen niezwykłych fotografii, zachwycających ujęć i magicznych obrazów. Chciałabym robić tak piękne zdjęcia!