6 listopada 2024

[DRAMA] "MY SECRET ROMANCE" KANG CHEOL WOO

 - Nadal żałujesz tego, co stało się tamtej nocy?
- Dlaczego znowu o tym wspominasz?
- Ponieważ to, co powiedziałaś, mnie dręczy.
- A co z tobą? Nie żałujesz tego?
- Nie żałuję tego. Ponieważ byłem szczery ze swoimi uczuciami. Pragnę, abyś tego nie żałowała i nie pamiętała jako żenującego wspomnienia.

Cha Jin Wook i Lee Yoo Mi, My Secret Romance


Jest taka drama, do której bardzo lubię wracać, gdy jestem smutna lub zmęczona. Niby jest to zwykły romans, ale dla mnie pozytywna opowieść z wieloma zabawnymi i, po prostu, świetnymi scenami. Zawsze, gdy ją oglądam, uśmiecham się i od razu robi mi się cieplej na sercu. Mam na myśli koreańską dramę My Secret Romance, którą po raz pierwszy obejrzałam w trakcie sesji egzaminacyjnej na studiach. Chciałam oderwać się na trochę od nauki i robienia notatek, a skończyło się na tym, że w dwa dni obejrzałam wszystkie odcinki. W ostatnim czasie, gdy miałam trudny okres w życiu postanowiłam obejrzeć dramę ponownie.

My Secret Romance opowiada historię miłości między Cha Jin Wookiem pochodzącym z bogatej rodziny prowadzącej wielką firmę, a Lee Yoo Mi, która wiele w życiu przeszła, a teraz próbuje ułożyć sobie dorosłe życie. Spotykają się przypadkiem i mimo różnic statusów i charakterów zbliżają się do siebie – dosłownie, ponieważ ich pierwsze spotkanie kończy się seksem na plaży. Żadne z nich nie spodziewa się, że może to być początkiem czegoś więcej. Nie podejrzewają nawet, że kiedykolwiek się jeszcze spotkają. Los jednak chce inaczej i Lee Yoo Mi zostaje zatrudniona jako dietetyczka w firmie Daebok, prowadzonej przez ojca Cha Jin Wooka.

Wielokrotnie zastanawiałam się, co ta drama ma w sobie i dlaczego tak dobrze na mnie wpływa. Wydaje mi się, że to dlatego, że jest naprawdę optymistyczna i dobrze nakręcona. Porusza dość trudny i kontrowersyjny temat – matka głównej bohaterki była gwiazdą filmów erotycznych, o czym niestety dowiadują się szkolny znajomi Lee Yoo Mi. Jak łatwo się domyślić, od tego momentu jej życie nie należało do najłatwiejszych, przepełnione było strachem i wstydem. Podłość nastolatków nie ma granic. Spowodowało to, że dziewczyna zamknęła się w sobie i zaczęła nosić ubrania zakrywające ciało. Chociaż opuściła szkolne mury, zaczęła się rozwijać i spełniać marzenia, widmo przeszłości jej nie opuszcza, więc nie wywiera najlepszego pierwszego wrażenia. Jednak mimo to okazuje się, że ma wiele wspólnego z Cha Jun Wookiem, który – mimo że początkowo wydawało mi się, że dziewczyna przynosi mu jedynie pecha – dostrzega w niej coś więcej. W serialu bardzo ładnie zostało ukazane, że nie należy oceniać ludzi jedynie po wyglądzie i jednym spotkaniu. Obydwoje mają swoje problemy i znajdują wspólny język. O ile mężczyzna jest gotowy na relację, o tyle kobieta ucieka, gdy czuje się przytłoczona. Właśnie to napędza akcję – Cha Jin Wook robi podchody, a Lee Yoo Mi udaje, że nie wie o co chodzi. Z czasem udaje im się jednak zbliżyć.

W dramie było wiele genialnych momentów. Najmilej wspominam scenę, gdy nasz biedny bohater, w eleganckim garniturze, spędza czas na placu zabaw, opiekując się bratankiem dziewczyny. Rozczuliło mnie to i rozbawiło zarazem. Druga scena to ta w domu dyrektora. To, jak mężczyzna się zachował… Mnie przeszły przyjemne ciarki i pomyślałam – wow, to wreszcie naprawdę uczuciowy facet! Przypomniał mi się też scena na basenie – równie dobra jak poprzednie. Cenię sobie tę dramę za to, że chociaż pojawiają się przeszkody – ojciec, który nie akceptuje ukochanej syna, kobieta, która rośli sobie prawa do dyrektora – nie przytłaczają, nie wprowadzają nerwowej atmosfery, a Cha Jin Wook niemal od razu wyjaśnia sprawę i staje po stronie młodej dietetyczki.

Uwielbiam bohaterów, nie tylko głównych! Nie uwierzycie, ile tu perełek.

Cha Jin Wook swego czasu był moim ideałem mężczyzny. Wie, czego chce, potrafi to zakomunikować, a do tego jest naprawdę czuły. To taki pewny siebie mężczyzna, pełen powagi i odpowiedzialny (na początku nie bardzo, ale po pierwszym odcinku mamy przeskok czasowy i zdążył wydorośleć). Nie traktuje Lee Yoo Mi jak zabawki czy popychadła i mimo że na początku robi podchody i trochę wykorzystuje, to szybko zaczyna akceptować swoje uczucia. Naprawdę dba o dziewczynę i nie pozwala jej poczuć, że jest gorsza lub czegoś jej brakuje. To właśnie przy nim może się ona poczuć bezpiecznie.

Lee Yoo Mi nie wybija się na tle pozostałych bohaterek. Jest niezbyt pewna siebie, zawstydzona zachowaniem matki, ale prowadzi samodzielne życie. Utrzymuje kontakt z przyjacielem ze szkoły, Jeong Hyeon Tae, który swoją drogą jest w niej zakochany, natomiast stara się unikać matki (która niedorosła do swej roli). Jest zdeterminowana i nie daje się łatwo pokonać dyrektorowi. Nie wytrzymuje jednak psychicznie.

Warto tutaj wspomnieć też o Joo Hye Ri i właśnie o Jeong Hyeon Tae. Joo Hye Ri to znajoma Cha Jin Wooka z młodości. Zakochała się w nim od razu i, jak to w dramach bywa, nie może pogodzić się z tym, że on jej nie kocha, a do tego łączy go relacja z inną kobietą. Próbuje uprzykrzyć życie Lee Yoo Mi, ale nie tak bardzo, jak robią to prawdziwe zołzy z dram. Zaczyna też rozumieć swoją sytuację i można powiedzieć, że na koniec staje się naprawdę porządnym człowiekiem. W podobnej sytuacji jest Jeong Hyeong Tae, który robi wszystko dla Lee Yoo Mi, ale nie potrafi wyznać jej swoich uczuć. Ona traktuje go jedynie jako przyjaciela, on nie może przestać jej kochać. Nie stara się jednak zniszczyć jej relacji z dyrektorem, o ile ten jej nie krzywdzi. Z czasem i on godzi się z tym, że nigdy nie będzie z Lee Yoo Mi i próbuje zacząć nowe życie.

A najzabawniejszą postacią w całej serii, a właściwie duetem, są Jang Eun Bi, sekretarz i wierny przyjaciel dyrektora, i J ang Woo Jin, jedna z kucharek w firmie. On – ekscentryk, zawsze ubiera najdziwniejsze garnitury i szantażuje Cha Jin Wooka, bo jako jedyny ma na niego wpływ), ona – pewna siebie kokieterka. Czują do siebie coś więcej i sceny z nimi są przeurocze.

Podsumowując: uważam, że może nie jest to seria wybitna pod względem fabuły, to potrafi zauroczyć prostymi rzeczami – scenami, gestami, słowami. Gra aktorska – świetna, czułam łączącą bohaterów miłość. Wrócę do serii nieraz, zwłaszcza w momentach, gdy będę potrzebowała psychicznego odpoczynku, wytchnienia i pocieszenia. Uśmiechnę się wielokrotnie i pomyślę, że w moim życiu też tak może być.

3 października 2024

[DRAMA] "THE SIGN" A NATTHAPHONG WONGKAWEEPAIROD

Naprawdę myślisz, że to wszystko to zbieg okoliczności?

Phaya, The sign

Ostatnio obejrzałam dwie ciekawe pozycje z gatunku BL – The Eclipse i I Feel You Linger in the Air – które wysoko postawiły poprzeczkę. Myślałam, że po raz kolejny będę miała zastój w oglądaniu, ale jednak nie! Jako kolejną dramę do obejrzenia wybrałam The Sign, chociaż raczej nie wpasowuje się ono w moje klimaty. Oczywiście lubię fantastykę, ale dotychczas nie oglądałam żadnego gejowskiego romansu z elementami fantastyki (a właściwie romansu, w którym odrywają one istotną rolę). Słyszałam jednak o tej historii wiele pozytywnych opinii i postanowiłam wyjść poza schematy.

Akcja rozpoczyna się dość dziwnie i przez pierwsze minuty nie wiedziałam, czy na pewno chcę dalej w to brnąć. Wyglądało to jak zapowiedź filmu akcji. Dopiero po jakimś czasie okazuje się, że to jedynie szkolenie, a główni bohaterowie, Tharn i Phaya, biorą udział w obozie szkoleniowym, aby następnie dołączyć do Specjalnej Jednostki Śledczej. Nie spotykają się jednak przypadkiem – czują, że łączy ich coś więcej niż wspólny cel: dostanie się do zespołu dochodzeniowego. Obaj dryfują na granicy fantastyki i realizmu. Tharn musi mierzyć się z wizjami, które towarzyszą mu od najmłodszych lat, a Phaya próbuje rozwiązać tajemnice swoich snów. Biorą udział we wspólnych akcjach i razem próbują rozwiązać sprawę tajemniczych morderstw. Bardzo szybko zaczynają czuć do siebie coś więcej, jednak niełatwo przychodzi im porozumienie się.

Cała opowieść zasadza się na historii o Garudach i Nagach, istotach, które według buddyjskich wierzeń toczą ze sobą nieustanne wojny. To ciekawy zabieg, który pozwala inaczej spojrzeć na tajską kulturę, jednak jest tak słabo przedstawiony, że aby lepiej wszystko zrozumieć, należy sięgnąć po wiedzę z internetu. Wygląda tak, jakby reżyser i scenarzysta traktowali ten element bardzo po macoszemu i miał im po prostu posłużyć do tego, żeby seria wyróżniała się na tle innych. To właśnie dzięki tym elementom fabuła idzie do przodu, a wydarzenia nabierają tempa. Wątek romantyczny osadza się na relacji między Garudami i Nagami w dawnych czasach. Tharn i Paya czują do siebie pociąg właśnie dlatego, że mają coś wspólnego z tymi mitycznymi stworzeniami. Ich relacja rozwija się na gruncie rzeczywistym, ale w ich życiu nie brakuje nietypowych wydarzeń – chwilami dość tragicznych w skutkach. Spodobała mi się relacja między nimi, mimo że chwilami uważałam, że Tharn jest po prostu idiotą… Nie są moją ulubioną parą, ale mam do nich pewien sentyment.

Fabularnie ta historia była ciekawa, jednak jeśli chodzi o kwestie realizacji, to trochę należałoby poprawić. Przede wszystkim tym, co mnie irytowało (a chwilami i bawiło…), jest to, że w pewnym momencie przebrali Babe’a (grającego Tharna) za kobietę. Po dziś dzień nie jestem w stanie zrozumieć, co kierowało reżyserem i scenarzystą. Rozumiem, że Babe odgrywał tutaj rolę swojego przeszłego wcielenia (tak, kiedyś był kobietą), ale uważam, że powinni znaleźć aktorkę, która po odpowiedniej charakteryzacji mogłaby go zastąpić. Zwłaszcza że Babe, jakkolwiek by go nie wyszykowali, w żaden sposób nie przypominał pięknej kobiety. Ma ostre rysy twarzy i zdecydowanie męską sylwetkę. Drugą rzeczą, już drobną, ale również wywołującą na mojej twarzy uśmiech, są sceny, gdy grupa bohaterów – z dwa tuziny! – bierze prysznic i scenarzyści postanawiają pokazać ich w pełnej krasie. Niestety nie do końca mogą, więc decydują się odpowiednio zamazać miejsca, na które patrzeć nie powinniśmy. Tym sposobem otrzymujemy ocenzurowane sceny. Efekty specjalne też nie zachwycały, ale tutaj przymknęłam oko – było ich naprawdę niewiele.

Zakończenie sugeruje, że nastąpi coś jeszcze, więc teraz tylko czekać na odcinek specjalny. Chciałabym spojrzeć na relację Phayi i Tharna z trochę innej perspektywy. Odnoszę wrażenie, że mam jakiś niedosyt po obejrzeniu dramy.

 

PS Gdy piszę tę recenzję, dodatkowy epizod wyszedł, a ja zdążyłam go obejrzeć. Niespecjalnie pokazuje inną perspektywę i trochę się rozczarowałam.

7 września 2024

[DRAMA] "TAKARA-KUN TO AMAGI-KUN" YASHINO MAMORU

Wybacz, że zmusiłem cię, żebyś ze mną chodził*

Amagi, Takara-kun to Amagi-kun

Bardzo lubię japońskie kino za spokój, delikatność i brak pośpiechu, bo dzięki temu mogę skupić się na tym, co czują bohaterowie. Lubię, gdy akcja leniwie się rozkręca, aby nagle czymś zaskoczyć. Niestety, czasami twórcy nie bardzo wiedzą, o czym ma być historia i wtedy powstają takie dzieła jak Takara-kun to Amagi-kun. Jest to zdecydowanie najnudniejsza japońska (i nie tylko) drama, jaką oglądałam w swoim życiu. Przez dziesięć odcinków fabuła prawie wcale nie rusza do przodu. Wprawdzie mijają dni, jednak brakuje tutaj innych elementów ukazujących upływ czasu i rozwój relacji.

Fabułę można streścić bardzo krótko i rzeczowo – do jednej klasy chodzą dwaj chłopcy o zupełnie odmiennych charakterach. Takara Shun, który należy do grupy najpopularniejszych uczniów, i Taichi Amagi, trochę nieśmiały, ale jednocześnie bardzo lubiany i łatwo nawiązujący znajomości z innymi nastolatek. Mimo tego, że właściwie nic ich nie łączy, zostają parą i po kryjomu się spotykają. I dzieje się tak właściwie do samego końca.

Odcinki są bardzo krótkie, mają zaledwie dwadzieścia minut, więc nie oczekiwałam skomplikowanej, pełnej zwrotów akcji historii. Od samego początku nastawiałam się na lekki i słodki romans bez większych dramatów. Szczególnie mocno zasugerowałam się pozytywnymi opiniami. Jednakże okazało się, że cała seria wręcz nie ma fabuły i opiera się po prostu na rozmowach między bohaterami. W większości między Takarą a Amagim, czasami pojawiają się ich przyjaciele czy znajomi i to oni wnoszą cokolwiek do historii. Gdyby nie Tanaka, główni bohaterowie nie mieliby powodu, by szczerze ze sobą porozmawiać, a gdyby nie Katori, zapewne podjęliby kilka błędnych decyzji.

Negatywnie na mój odbiór wpłynęła też charakterystyka bohaterów. Obaj aktorzy wyglądają niesamowicie sztucznie. Chodzi zarówno o ich makijaż i fryzurę, jak i ubiór czy sposób poruszania się. Takara wygląda śmiesznie w jasnych włosach, które przypominają perukę, a do tego jest tak sztywny, że jest mi ciężko uwierzyć, że należy do najpopularniejszych uczniów w szkole. Nie chodzi o to, że powinien stać się luzakiem, ale zabrakło mu umiejętności aktorskich (tutaj niezmiennie moim faworytem jest Furakawa Yuki jako Irie Naoki z dramy Itazura na kiss). Amagi również zachowuje się nienaturalnie i widać, z jaką trudnością przyszło mu odgrywanie radosnego, a jednocześnie nieśmiałego nastolatka. O ile większość widzów bardzo go lubi, o tyle mnie na jego widok chwilami mdliło. Sprawiał, że drama była przesadnie cukierkowata.

Widać, że aktorzy byli niedoświadczeni i nie czuli się swobodnie na planie. Jak wspomniałam, zachowywali się bardzo sztucznie, a ich dialogi chwilami były niezręczne. Nie udawało im się oddawać emocji bohaterów. Pretensjonalny wygląd i słaba gra aktorska to dobry przepis na wielką klapę. Nie wyczuwałam między bohaterami żadnej chemii i do dzisiaj nie rozumiem, dlaczego tak właściwie są razem.

Podsumowując: czy można całkowicie zepsuć szkolną historię miłosną? Jak widać – owszem. Najlepszym przepisem na to jest brak akcji i dynamiki, sztuczne postacie i słabe przedstawienie rozwoju ich relacji. Parokrotnie rozważałam porzucenie tej serii, jednak nie chciałam się poddawać. Bardzo nie lubię nie kończyć seriali, więc i tej historii dałam szansę, Jedną, drugą, trzecią… Udało się, chociaż zajęło mi to znacznie więcej czasu niż powinno. Myślę, że nawet gdyby ta drama miała głupią i nierealną fabułę, oglądałoby mi się ją o niebo lepiej.

 

* O, tak właśnie myślałam podczas oglądania!

15 czerwca 2024

[KSIĄŻKA] "SAGA O LUDZIACH ZIEMI. WPATRZENI W NIEBO" ANNA FRYCZKOWSKA

– Przemyślałeś? – Nie odmówiłam sobie złośliwości.

– Tak. I masz rację.

– Z czym?

– Że najbystrzejsi we wsi jesteśmy. I z tym drugim też masz rację.

– Z czym?

– Że głupi bym był, gdybym nie chciał swatów do ciebie słać.

Wpatrzeni w niebo Anna Fryczowska

Podejrzewam, że większości z was polską wieś kojarzą z powieścią Chłopi Władysława Reymonta. Chociaż jest to powieść niezwykła – barwie i z niesamowitą wiernością opisującą życie mieszkańców Lipcach – czytana raczej niechętnie i niezbyt doceniana przez uczniów. Sądzę więc, że ze względu na niezbyt przyjemne wspomnienia niektórzy nawet nie myślą o tym, żeby przeczytać coś w podobnych klimatach. Do niedawna ja także tak myślałam. Uważałam, że nie jest to temat, który by mnie interesował i uparcie twierdziłam, że nigdy zdania nie zmienię. A jednak… Nie sądziłam, że będę aż tak oczarowana tą książką.

Wpatrzeni w niebo to pierwszy tom dylogii Saga o ludziach ziemi. Akcja rozpoczyna się na początku XIX wiek, gdy przez Kujawy przechodzi epidemia sprowadzona przez rosyjskie wojska. Wielu ludzi umarło, wielu straciło rodziny. Wtedy na wsi pojawia się mężczyzna, który szuka chętnych przeprowadzki do sąsiedniej wsi, Naczachowa, gdzie życie będzie o wiele lepsze. Na propozycję przystają główni bohaterowie, Hanka i Antoś Józwiakowie. Stają się pierwszymi mieszkańcami Naczachowa. Tak zaczyna się właściwa opowieść.

Przyznam, że niezwykle ciężko jest mi opisać fabułę tej książki. Nie potrafię dobrać odpowiednich słów, wybrać tego, co powinnam powiedzieć. Jest tak dlatego, że chociaż Wpatrzeni w niebo to książka niepozorna, licząca trochę ponad czterysta stron, opowiada ogromny kawałek historii – aż trzydzieści lat życia na polskiej wsi. Każdy rozdział opatrzony jest wstępem będącym zbiorem informacji dotyczących sytuacji na świecie, dzięki czemu historia Józwiaków mocno osadzona jest w historii. Stało się tak za sprawą tego, że Anna Fryczkowska w książce opisuje losy swoich przodków. W beletrystyczny sposób opisuje to, o czym sama przeczytała, i w rewelacyjny sposób prowadzi akcję. Widać, jak wiele czasu poświęciła na pogłębianie swojej wiedzy dotyczącej życia chłopów w XIX wieku i jak bardzo ja to zafascynowało. W innym przypadku nie udałoby tak dobrze oddać ducha czasu.

Narracja w książce jest pierwszoosobowa, jednak brakuje jednego narratora. Wydarzenia opisywane są z punktu widzenia różnych bohaterów – Hanki, jej syna Szczepana, a także Janka i Janki, dwojga ocalałych po epidemii dzieci zamieszkujących Naczachowo. Czytelnik może dokładniej zrozumieć, co dzieje się we wsi, a także spojrzeć na nią przekrojowo. Szalenie podobało mi się to, jak wiele trudu autorka włożyła w to, żeby chociaż trochę oddać język chłopów. Ta drobna stylizacja językowa robi ogromną różnicę w odbiorze. To nie tylko gwarowe słowa, ale przede wszystkim sposób wypowiedzi, który pokazuje wnętrze człowieka, jego sposób myślenia i moralność. To, co zrobiła autorka, jest po prostu niesamowite. Dawno nie spotkałam się z taka książką, w której postacie byłyby tak mocno i starannie nakreślone.

Anna Fryczkowska stworzyła autentyczny, jak najwierniej oddający klimat obraz XIX–wiecznej wsi.

Ja słuchałam audiobooka i uważam, że wybór Anny Gzyry na lektorkę to był strzał w dziesiątkę. Jej głos tak doskonale odwzorowywał sposób mówienia Hanki. Podczas słuchania miałam wrażenie, że to prawdziwa opowieść snuta przez kobietę, która tego wszystkiego doświadczyła. Może dzięki temu tak bardzo polubiłam Hankę, kobietę, która wiedziała, czego chce od życia i nigdy się nie poddała.

Chociaż w młodości nie doceniałam ani treści, ani tym bardziej języka Chłopów tak teraz po latach przepadłam podczas lektury Wpatrzonych w niebo. Czułam się, jakbym była dzieckiem i biegała po polskiej wsi, podglądając sąsiadów. Tak barwnie Anna Fryczkowska snuje opowieść o swoich przodkach – Hance i Antosiu oraz Szczepanie i jego rodzinie.

Ubolewam, że promowanych jest tak wiele słabych książek, które powielają schematy, kaleczą język czy przekazują złe wartości, a o powieściach takich jak Wpatrzeni w niebo się zapomina, nie wspomina publicznie. Przechodzą one bez echa, chociaż zasługują na wiele więcej. Moim zdaniem Anna Fryczkowska i jej powieść powinny otrzymać jakąś nagrodę.

5 czerwca 2024

[DRAMA] "BETWEEN US" NEW SIWAJ SAWATMANEEKUL

Nie chcę miłości. Nie chcę się w nikim zakochiwać. Bo nie chcę nikogo stracić.

Win, Between Us

Lubię wracać do niektórych filmów i seriali. Szczególnie do tych, które wywarły na mnie duże wrażenie. Do niedawna myślałam, że Between Us nie należy do tej kategorii, ale po natknięciu się na  YouTubie na kilka filmików z udziałem Wina i Teama postanowiłam trochę powspominać i ponownie obejrzeć tę dramę. Może dotychczas nie uważałam jej za najlepszą, ale zdecydowanie ma coś w sobie, co do siebie przyciąga. Może to zasługa chemii między aktorami?

Between Us to tajska drama, która powstała na podstawie nowelki pod tytułem Hemp Rope. Głównymi bohaterami są Team, pierwszoroczny student, który na początku roku dołącza do klubu pływackiego, i Win, wiceprzewodniczący tego klubu. Ich drogi krzyżują się przypadkiem i gdyby nie pewne wydarzenie podczas wyjazdu integracyjnego, studenci nigdy by się do siebie nie zbliżyli. Od tego momentu spędzają ze sobą więcej czasu i poznają swoje słabe i mocne strony. Szybko okazuje się, że Team to uzdolniony pływak, którego dręczą nocne koszmary wynikające z tragicznych wydarzeń z przeszłości. Z tego powodu chłopak nie może wykazać się podczas ważnych wydarzeń – jest niewyspany, zmęczony i nie potrafi się skupić. Win szybko odkrywa powód, dla którego Team nie wykorzystuje całego swojego potencjału i oferuje pomoc. Daje chłopakowi bezpieczne schronienie w swoich ramionach i chociaż początkowo byli jedynie przyjaciółmi z korzyściami, ich relacja zaczyna wykraczać poza łóżko.

Gdy przeczytałam opis fabuły, to od razu skojarzył mi się on z niesamowicie żenującą książką Chłopak, który zakradał się do mnie przez okno Kirsty Moseley, którą czytałam jako nastolatka. I nie ukrywam, że o Between Us na początku nie miałam dobrego zdania. Myślałam, że będzie to naiwna i irracjonalna opowieść, na co po części wskazywał opis. Nie wpływał on pozytywnie na odbiór historii. Ale gdy zaczęłam oglądać dramę, bardzo szybko przepadłam. Opis jest odrobine krzywdzący, ponieważ jak się okazuje, akcja rozgrywa się w wielu miejscach i dotyka całego życia Wina i Teama, a nie jedynie ich bliskości fizycznej. Between Us pozwala nam zagłębić się w psychikę bohaterów. Każda postać mierzy się z własnymi problemami – traumą, niepewnością, zbyt wysokimi wymaganiami, brakiem zrozumienia czy akceptacji. Jest to też seria, w której czuć napięcie między główną parą. Chociaż czasami miałam dość dramatyzmu w ich relacji, to mogę zrzucić to na karb tego, że zarówno Win jak i Team są bohaterami, którzy nie radzą sobie z emocjami i nie do końca je rozumieją. Historia trochę się z tego powodu dłuży. Niepewni Win i Team nie potrafią wyznać sobie uczuć i dużo czasu zajmuje im określenie statusu swojej relacji.

Tym, co zakrawa o absurd, jest to, że wokół głównej pary są sami geje. Nie ma ani jednej lesbijki, natomiast pojawia się jedna para hetero. Pozostali bohaterowie – którzy są dla fabuły w jakimś stopniu istotni – zostają uwikłani w gejowskie relacje (takich par jest aż trzy!). Wiem, że jest to popularny zabieg, skoro już odbiorcy przywiązali się do konkretnych bohaterów, ale tutaj to już chyba drobna przesada i zasada mimesis nie zostaje zachowana. Nie będę o pozostałych parach opowiadać, żeby nie zdradzić za wiele fabuły (chociaż myślę, że o niektórych wszyscy doskonale wiedzą).

Jestem teraz w trakcie oglądania  Until We Meet Again  (a także czytania noweli Hemp Rope) i zauważyłam, że relacja między Winem a Teamem rozwija się dość powoli i mijają dni i miesiące, zanim wszystko udaje im się poukładać. W Between Us odniosłam wrażenie, że wszystko toczy się szybko – pierwsze zbliżenie miało miejsce wkrótce po dołączeniu Teama do klubu, a kolejne kilka dni po pierwszym. Jak się teraz okazuje, nim w ogóle relacja Wina i Teama zahaczyła o erotyzm, zdążyli się już trochę poznać, porozmawiać, poprzekomarzać… W tej dramie tego zabrakło. Podczas seansu Between Us odniosłam wrażenie, że Teama i Wina połączyła wyłącznie chęć rozładowania napięcia seksualnego, chociaż prawda była zupełnie inna. Brakuje mi w tym serialu uporządkowania relacji głównej pary. Podczas oglądania Until We Meet Again mam niezły dysonans poznawczy, gdy próbuję umiejscowić fabułę w czasie i określić stopień relacji między Winem i Teamem. Żeby w pełni zrozumieć główna parę z Between Us, warto obejrzeć też Until We Meet Again (niektórzy zapewne zaczęli od tej dramy, ale jeśli jeszcze tego nie zrobiliście, zacznijcie od Between Us, inaczej zepsujecie sobie przyjemność oglądania!).

Podsumowując: Between Us to urocza drama z jednymi z lepszych scen zbliżeń. Emocje aż kipią z bohaterów, a napięcie seksualne wyczuwalne jest w powietrzu. Nie należy oczekiwać sensacyjnej fabuły, ale jest to z pewnością emocjonalny rollercoaster.

17 kwietnia 2024

[DRAMA] "BECAUSE OF YOU" ZERO CHOU

Od dziś mój dom to także twój dom.

Yuan Jun Cheng, Because of you

Trochę w to nie wierzyłam, ale sprawdziłam i naprawdę dotychczas nie oglądałam nic z Tajwanu. Mam jednak na liście kilka dram z tego kraju – głównie są to adaptacje mang albo serie BL. Zaczęłam od Because of you, ponieważ słyszałam wiele pozytywnych opinii o tajwańskich historiach o gejach, w tym akurat o tej dramie. Skusiło mnie to, że jest krótka – zaledwie dziesięć piętnastominutowych odcinków – a do tego fabuła zapowiadała się interesująco.

Drama opowiada o trzech braciach – Chengu, Dao i Pingu, którzy należą do bogatej rodziny Yuanów. Nie są jednak zgranym rodzeństwem. Na ich relację negatywnie wpływa fakt, że są owocami romansów ojca (każdy z nich ma inną matkę), a także to, że każdy myśli tylko o sobie i swojej części spadku. Są też w różnym wieku, mają inne zainteresowania i poglądy. Łączy ich jedynie wspólny ojciec. Przełomowym wydarzeniem w ich życiu jest moment, kiedy do głowy rodu Yuanów dzwoni Lin Xun, syn najważniejszej kobiety w życiu starszego mężczyzny, która jednak go zostawiła. Czy to możliwe, że to jego dziecko? Zleca swoim pozostałym synom znalezienie chłopaka i sprowadzenie go do posiadłości. Obiecuje, że spełni życzenie tego z braci, który odnajdzie Lin Xuana. Chłopcy nie wydają się chętni, jednak okazuje się, że najstarszy z nich zdążył już poznać Lina Xuna.

Czy tylko mnie fabuła zainteresowała? Wyobrażałam sobie, że będą tutaj jakieś drobne potyczki między braćmi, może wyścig z czasem, kto pierwszy ten lepszy, a pomiędzy wpleciony romans. W tej mini dramie pojawią się trzy pary, jednak mogę zaakceptować jedynie związek najstarszego brata, ponieważ jest on najlepiej (a właściwie to w ogóle) rozwinięty. Ten wątek pojawia się we wszystkich odcinkach, kiedy zostają zepchnięte na dalszy plan. Nie byłoby to problemem, gdyby nie to, że poznajemy wszystkich braci, oglądamy jedną scenę z ich udziałem, a potem okazuje się, że już mają chłopów! W ogóle mnie to nie przekonało i końcówkę oglądałam z wyrazem niedowierzania na twarzy. Podobno ma powstać kontynuacja, ale nie ma nawet daty premiery, także nie nastawiałabym się.

W ogóle jeśli chodzi o rozwinięcie akcji i poszczególnych wątków, to nie wyszło to reżyserowi i scenarzyście najlepiej. Na początku poznajemy Yuan Jun Chenga, który właśnie wraca z Korei. Jako najstarszy syn jest potencjalnym spadkobiercą majątku ojca, dlatego zostaje napadnięty przez ludzi swojego wujka (który czai się na przejęcie udziałów w firmie). Ratuje go Lin Xun, który myśli, że jest on turystą. Mężczyźni na początku nie przypadają sobie do gustu, jednak wkrótce najstarszy syn zaczyna żywić do swojego wybawiciela nieznane uczucia, a kiedy okazuje się, że może być on jego bratem, trochę się miota i nie potrafi zrozumieć, co czuje. Jak łatwo się domyślić, jest to miłość, jednak jak to, przecież jest hetero! Trochę zajmuje mu zaakceptowanie tego wszystkiego. Nie jest to zbyt dobrze poprowadzony wątek, bo przede wszystkim jest okropnie okrojony i spłaszczony, a Lin Xun w sumie nie ma prawa głosu – ani w kwestii uczuć, ani w kwestii dołączenia do rodziny Yuanów.

O dwóch pozostałych parach ciężko mi coś powiedzieć. O ile Cheng jest stosunkowo normalna postacią – jego relacja z drugim mężczyzną nie jest idealna, ale gdzieś tam się rozwija – o tyle pozostali bracia i ich postepowanie jest dla mnie niezrozumiałe. Rozumiem, że ich partnerami są ich przyjaciele (lub kimś równie bliskim), jednak mam wrażenie, że w ciągu minuty Dao i Ping zrozumieli, że czują coś więcej do Xianga i Ronga. Też zachowują się wobec nich nie fair. Ogólnie uważam, że po części relacje wszystkich trzech są w pewnym stopniu toksyczne.

Nie lubię chińskich czy tajwańskich produkcji ze względu na język, ale tutaj poczułam emocje bohaterów. Gra aktorska jest bardzo przekonująca, szczególnie jeśli chodzi o Lee Shina Kanga, który gra Yuana Juna Chenga. Polubiłam go i każde jego wcielenie w tej krótkiej serii. Hsu Mu Ji, czyli Lin Xun, również mógł się wykazać i mu się to udało. Obojętni mi byli pozostali bohaterowie i ciężko mi ocenić, czy wiarygodnie odegrali swoje role. Na uwagę zasługuje tez piosenka z openingu – zdecydowani wzbudza we mnie emocje.

Także podsumowując: gdyby ta drama była dłuższa, zapewne oceniłabym ją lepiej. Chociaż nie jestem pewna, bo młodsi bracia mnie irytowali, a oglądałam dla Chenga i Xuna.

13 kwietnia 2024

[DRAMA] "THE ECLIPSE" GOLF TANWARIN SUKKHAPISIT

Mówisz, że zależy ci na uczuciach innych ludzi, ale nie możesz lekceważyć własnych.

Ayan, The Eclipse

Jestem świeżo po seansie i emocje wciąż we mnie kipią. Muszę przyznać, że to pierwsza drama od długiego czasu – nie skłamię, jeśli powiem, że od zeszłego roku, która pochłonęła mnie w takim stopniu, że obejrzałam ją w dwa dni, właściwie dwa wieczory (a może dwie noce?). Nie oczekiwałam, że The Eclipse będzie niesamowicie wciągającą historią, która pochłonie mnie doszczętnie i wyrwie z zastoju dramowego. A jednak! Ta niepozorna seria o niezbyt zaskakującej fabule potrafi rozpalić serce każdego. Tutaj nie chodzi o fabułę, tu chodzi o niesamowitą grę aktorską.

Fabuła jest niepozorna. Akcja dzieje się w Suppalo, prestiżowej szkole, w której bardzo dba się o przestrzeganie zasad ustanowionych lata temu. Za utrzymanie porządku odpowiadają nauczyciele i prefekci wybrani spośród innych uczniów – głównym z nich jest Akk. Stoi przed nie lada wyzwaniem, ponieważ w szkole powstaje specjalnie ugrupowanie, którego celem jest podważenie autorytetu szkoły. W tym samym czasie zjawia się również Ayan, chłopak, który również nie zamierza podporządkowywać się regułom. Wtedy też powraca historia o klątwie, która wzmaga się, gdy nadchodzi zaćmienie słońca. Wszyscy, którzy sprzeciwiają się zasadom, muszą liczyć się z tym, że może stać się im krzywda… Akk postanawia odkryć, jaki związek ma pojawianie się nowego ucznia z przywróceniem klątwy, a tym samym zbliża się do Ayana, który po samobójczej śmierci wujka Dika, niegdysiejszego nauczyciela w tej szkole, nie może się pozbierać i zamierza odkryć tajemnice Suppalo.

Głównych aktorów, czyli Firsta i Khaotunga, znam z Moonlight Chicken. Nie wywarli na mnie dużego wrażenia, ponieważ Khoatung nie miał zbyt wielkiej roli, a First dostał rolę najbardziej wkurzającego byłego. Jednak mimo mojej początkowej niechęci wpadłam jak śliwka w kompot już po pierwszym odcinku. Ba! Po pierwszych minutach. Gra aktorska Khoatunga (wciela się w rolę Ayana) to majstersztyk. Gdybym była nastolatką, pewnie wzdychałabym na jego widok. Tak to jedynie zachwycałam się jego gestami, mimiką, intonacją. Jak on pięknie wyrażał swoje uczucia. Potrafił przekonać mnie, gdy płakał i gdy wyznawał miłość. Jeśli chodzi o Firsta (czyli Akka), to nie mam aż takich odczuć. Uważam, że dobrze odegrał swoją rolę wyniosłego, zdecydowanego prefekta, a jednak zagubionego i niepewnego nastolatka, jednak nie podbił mojego serca w takim samym stopniu jak jego partner. Może dlatego, że przypadła mu rola poważnego i przykładnego ucznia, któremu ciężko przychodzi wyrażanie prawdziwych uczuć. Niemniej jednak zasłużył na pochwałę, ponieważ równie świetnie wyrażał uczucia i odnajdywał się w roli przytłoczonego rzeczywistością chłopaka.

 

Powiem ci, co czuję, a ty powiedz, co ty czujesz. ok?

To miłe uczucie, kiedy spędzam z tobą czas. Twoja twarz jest ciepła jak filiżanka ciepłej kawy. I kocham to, że mogę spojrzeć ci w oczy. Chce cię pocałować. Mogę cię pocałować? Jeśli ci się nie spodoba, powiedz… Przestanę.

Ayan, The Eclipse

 

Akk i Ayan to niezwykle zgrany duet. Pasują do siebie wyśmienicie, czuć był tę chemię między nimi. Widz od razu zauważa, że to nie jest zwykła znajomość, a pod wieloma gestami czai się głębsze uczucie. Same spojrzenia chłopaków na siebie mówią więcej niż słowa. Ich relacja rozpoczyna od pozornej wrogości, jednak szybko można zauważyć ich zaangażowanie. Podoba mi się to, że Ayan powoli zbliża się do Akka, mówi mi wprost o swoich uczuciach i stanowi dla niego bardzo solidne wsparcie. Nie naciska w żadnym momencie. Akk z czasem zaczyna się otwierać na drugiego chłopaka.

 

Rozumiem. To musi być dla ciebie trudne. Mogę poczekać. Do ciebie będę czekać tak długo jak trzeba.

Ayan, The Eclipse

 

Jeśli chodzi o fabułę, to jest po prostu w porządku. Myślę, że właśnie dzięki niej udało się stworzyć taką a nie inną relację między bohaterami. To, co dzieje się w Suppalo, jest niepokojące – niby krąży legenda o klątwie, która staje się silniejsza, gdy zbliża się zaćmienie i to ona w teorii jest punktem wyjściowym, jednak tak naprawdę to jest drama o wolności młodzieży i o przestarzałych zasadach, które nie mają racji bytu w nowoczesnym, rozwijającym się świecie. Zdecydowanie nie chciałabym chodzić do tej szkoły i nie dziwię się, że uczniowie się buntowali.

 

Wolno ci być słabym. Przynajmniej ze mną. Powiedziałeś mi to, pamiętasz? Teraz mówię ci to samo.

Akk, The Eclipse

 

W tej serii nienawidzę dwóch osób, ale nie chcę mówić których, żeby nie zdradzać zbyt dużo. Obie postępują bardzo źle – przez jedną z nich przemawia zazdrość, przez drugą… ciężko powiedzieć, może strach? wstyd? O jednej w pewnym momencie zmieniłam zdanie (ale zwrot akcji!). Reszta bohaterów zdobyła moją sympatię. Oprócz głównej pary warto zwrócić uwagę na przyjaciół Akka – Khana i Wata. Khan podkochuje się w koledze z roku, ale boi się zrobić krok na przód, natomiast Wat to chłopak, który chciałby podążać za marzeniami, jednak rodzice podcinają mu skrzydła. Obaj stają przed trudnym wyborem – co zrobić, żeby było dobrze?

Gorąco polecam wszystkim, którzy chcieliby zobaczyć na twarzach aktorów prawdziwe emocje. Może to zasługa tego, że First i Khoatung to w rzeczywistości dobrzy przyjaciele? Powiedziałabym, że wręcz świetni. Musieli wspólnie odegrać wiele trudnych scen. Życzę im dużo sukcesów w życiu, w tym w branży filmowej. Zasługują na to, by móc się rozwijać.

Chciałabym obejrzeć więcej, ale występują oni w Our Skyy razem z bohaterami innych serii, których jeszcze nie oglądałam, więc muszę trochę poczekać. 


Masz prawo iść za głosem serca.

Ayan, The Eclipse

 

PS Nie mogłam się powstrzymać, żeby nie dodać tych wszystkich cytatów.

10 kwietnia 2024

[DRAMA] "I FEEL YOU LINGER IN THE AIR" TEE BUNDIT SINTANAPARADEE

Czasami ludzie posiadają historie, których nie mogą nikomu opowiedzieć.

Yai, I Feel You Linger in the Air

Przez długi czas nie mogłam wkręcić się w żadną dramę. Najczęściej oglądanie przerywałam po kilku minutach. Nie mogłam się skupić i  najczęściej oglądanie przerywałam po kilku minutach. Miałam wrażenie, że obejrzałam tyle dobrych serii, że teraz ciężko znaleźć coś, co mogłoby im dorównać. A jednak udało się! I Feel You Linger in the Air przerwało mój zastój i chociaż nie mogłam wciągnąć się od pierwszych minut, nie porzuciłam dramy. 

Głównym motywem są podróże w czasie. Jom, młody architekt, zostaje poproszony o renowację starego domku w Chiang Mai. Gdy tylko przyjeżdża, zaczynają dziać się dziwne rzeczy, a w jego głowie pojawiają się nieznane wspomnienia. Zupełnie jakby częścią historii tego domu. Podczas prac remontowych odkrywa również wiele cennych przedmiotów. Życie Joma jest przepełnione zwyczajnością – pracuje i ma chłopaka. Jest szczęśliwy, do momentu, gdy jego ukochany, Ohm, postawia z nim zerwać. Zrozpaczony Jom, nie może zapanować nad przytłaczającymi go emocjami. Pod ich wpływem chłopak ulega wypadowi samochodowymi i wpada do rzeki. To wydarzenie zmienia resztę jego życia. Udaje mu się wypłynąć na powierzchnię, jednak świat, który widzi, nie jest tym samym światem, w którym się urodził. Wkrótce okazuje się, że cofnął się o sto lat i znalazł się w latach 20. XX wieku. I właśnie tutaj spotyka Yaia, mężczyznę ze swoich snów. Czy Jom odnajdzie się w nowej rzeczywistości, wśród ludzi, którzy wyglądają tak samo, jak jego bliscy ze współczesności? Jakie wyzwania staną przed chłopakiem? Czy odnajdzie swoje miejsce na świecie?

Początek szedł mi bardzo powoli, ponieważ ten czas w życiu był dla mnie trudny. Dramy tajskie mają stosunkowo długie odcinki i ciężko było mi za jednym zamachem obejrzeć blisko godzinę historii. Zrobiłam też sobie przerwę w oglądaniu, ale kiedy wróciłam – przepadłam.

W tej serii pięknie ukazane jest uczucie, ponieważ zarówno Jom, jak i Yai mają świadomość, że coś ich łączy. Śnili o sobie, o swoim związku i bliskości, więc ich początkowa relacja pewna jest jednocześnie niepewności i fascynacji. Obu aktorom udało się oddać emocje towarzyszące ich postacią przy spotkaniach. To jest chyba pierwsza seria, w której nie spotkałam się z nachalnym mężczyzną próbującym przekonać drugiego do relacji. Tutaj wszystko rozwija się powoli i chociaż Yai, jako syn Luanga Nitithama, pana domu, jest wyżej postawiony niż Jom będący jego sługą, nie naciska, jest wręcz onieśmielony. Chociaż bohaterowie nie zostają para w pierwszych odcinkach, jesteśmy świadkami rozwoju ich uczuć i zmian, jakie w nich zachodzą. Yai jest ogromnym wsparciem dla zagubionego w nowym świecie Jom. Uwielbiam patrzeć na jego drobne gesty, które mają zapewnić partnerowi komfort. I wcale nie chodzi o sceny erotyczne, bo ich za wiele nie ma. Jego słowa, w których nie ma krzty krytyki czy urazy. Tylko on potrafi wesprzeć Joma na duchu.

 

Nie wiesz, co do ciebie czuję, Jom? Moje czyny w ogóle nie dotarły do twojego serca?

Yai, I Feel You Linger in the Air

 

Jest to seria bardzo emocjonalna. Życie Joma nie jest łatwe. Najpierw zdradza go chłopak, potem niemal ginie w rzece aż wreszcie trafia do świata, w którym panują zupełnie inne zasady. Chłopak jest złamany psychicznie, nie odnajduje w swoim życiu celu ani przyjemności. Nie jest też pewny siebie, brakuje mu odwagi. Cierpimy razem z nim i gdyby nie to, że znamy część fabuły i raczej oczekujemy konkretnego zakończenia, moglibyśmy nie wytrzymać tych nagromadzonych emocji.

Fabuła z jednej strony jest zaskakująca, z drugiej jednak nieco oczywista – początek zaczyna się od wydarzeń z przyszłości, które pozwalają nam spodziewać się, co wydarzy się w kolejnych odcinkach i jak potoczy się relacja Yaia i Joma. Mimo wszystko wiele scen zaskakuje, a zakończenie oglądamy pełni niepokoju. W ogóle warto zaznaczyć, że najlepiej oglądać tę serię dwa razy. Tak, aby nic nam nie umknęło.

Jedyne, co mnie rozczarowało, to zakończenie. Niewiele wyjaśnia. Oczywiście jest takie, aby zadowolić odbiorców, jednak jak się okazało, zrozumiałam je trochę nie tak jak powinnam. Z ciekawości poczytałam wpisy w Internecie i jak się okazało, historia dalej potoczyła się inaczej niż w dramie. Domyślam się, że chcieli zrobić w miarę klarowne i zamknięta zakończenie, ale nie do końca mi to odpowiadało. Scena po napisach w ostatnim odcinku zapowiada, że być może pojawi się kontynuacja. Zdążył wyjść już specjalny odcinek, teraz tylko czekać, aż zostanie udostępniony szerszej publiczności.

A teraz jedyne, co mi pozostało, to przeczytać nowelkę. Może to być nie lata wyzwanie, jednak być może – ze zniecierpliwienia – podejmę.

 

PS Ach tak! Powinnam jeszcze wspomnieć o muzyce. Jakże ona jest klimatyczna! Od razu poczułam klimat tamtych lat. Jest taka… sielska. Kojarzy mi się z takim spokojnym, wiejskim życiem. Uwielbiam.